Artykuł

BHP filmowego kidnappingu

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/BHP+filmowego+kidnappingu-68301
Filmowe porwanie przypomina nieco grę w pokera, to ciągła oscylacja między stosowaniem reguł i strategii, a ich przekraczaniem. Gorzej, gdy zasady zmieniają się już w trakcie gry, a stawka staje się zagadką.   


Wielkie Improwizacje


W "Pieskim popołudniu" od początku wszystko idzie nie tak: jeden z trzech napadających wycofuje się jeszcze w drzwiach, bankowy sejf okazuje się niemal pusty, a policja przyjeżdża, zanim złodzieje zdążyli się podrapać po głowie. Sonny i Sal są zmuszeni wziąć zakładników, błyskawiczny w  zamyśle napad zamienia się w porwanie, w trakcie którego wychodzą na jaw rzeczywiste motywy całego przedsięwzięcia oraz fakt, że Sonny dzieli swoje życie osobiste z dwiema żonami, z których jedna jest... facetem. Porywacze zaprzyjaźniają się z zakładnikami, miło sobie gawędzą, zamawiają dla nich pizzę, a zachwyceni pod bankiem gapie kibicują porywaczom, skandując hasła i krzycząc jak na koncercie rockowym. Po stronie policji również panuje całkowita dezorientacja – jednostki policji stanowej, federalnej i specjalne oddziały antyterrorystyczne kompletnie nie potrafią skoordynować działań i wyznaczyć dowodzących. Wszystko pogrąża się w chaosie prowizorycznych rozwiązań i zmierza gładko ku katastrofie.  


"Pieskie popołudnie"

Nieco mniej free-jazzowo skomponowana jest podwójna improwizacja w "Na żywo". Najpierw przebrana za policjantów para szuka potencjalnego zamachowca, żeby porwaniem córki zmusić do zamordowania gubernatora, potem Gene próbuje odzyskać porwaną córkę i jednocześnie nie splamić rąk krwią niewinnego człowieka. Troska o dziecko jest też jedynym motywem drastycznych działań ubogiego "Johna Q", który terroryzuje szpital, chcąc wywalczyć dla swojego chorego syna operację przeszczepu serca, nie objętą rzecz jasna polisą ubezpieczeniową. Motywy często zmieniają kształt w miarę upływu czasu i komplikowania się sytuacji.

W "Alpha Dogu" nastoletni handlarz narkotykami porywa chłopca, trochę z chęci odzyskania niewielkiego długo od jego starszego brata, trochę ze złości i paniki przed utratą swojej pozycji w lokalnej socjecie, po tym jak dłużnik zdemolował mu dom i zostawił fekalną pamiątkę na środku salonowego dywanu. Dni porwanego chłopca upływają w beztrosce niekończących się imprez, seksualnych inicjacji i pogawędek z nowymi "przyjaciółmi". Porywacze nie mają pojęcia, jak wykorzystać zakładnika, a zakładnik ma mnóstwo okazji do ucieczki, których nie chce wykorzystać. Paradoksalnie, to rada prawnika rzucona właściwie żartem, wywołuje w porywaczach panikę i w efekcie powoduje egzekucję. O ile jednak w "Pieskim popołudniu" ostateczne nieszczęście spowodowane jest wieloma zewnętrznymi czynnikami, to w "Alpha Dogu" tragedia jest efektem braku logicznego myślenia, zaniechania jedynej sensownej decyzji o wycofaniu się, pozostającej cały czas na wyciągnięcie ręki.


"Alpha Dog"

Niekwestionowanymi specjalistami od powikłanych porwań są bracia Coen. W "Arizona Junior" mamy nawet do czynienia z antyporwaniem, w którym nikt nic finalnie nie traci ani nie zyskuje – porywacze w wyrzucie sumienia sami oddają dziecko, a rodzice nie muszą płacić okupu... krótko mówiąc – wiele hałasu o nic.  

Porywy namiętności

Porwanie, jak zemsta, jest daniem, które powinno się serwować na zimno. Ale co robić, gdy nagle pojawią się uczucia, skutecznie niweczące starannie zaplanowane porwanie?  "Fools rush in/Where wise men never go/But wise men never fall in love/So how are they to know" - śpiewa ojciec bohatera w "Oko w oko z życiem". Billy, po odsiadce w więzieniu, wymyśla, w jaki sposób ukryć rysę na życiorysie przed zaborczymi rodzicami. W tym celu porywa przypadkową dziewczynę i zmusza ją do udawania jego żony. Layla, o dziwo, łatwo wchodzi w rolę, w czym pomaga jej nieuwaga rodziców Billy'ego, doskwierająca mu już od najmłodszych lat. Porwanie zatem nieoczekiwanie przeradza się w podróż do nędznej przeszłości. Uczucie do uprowadzonej Layli sprawia, że nagle kobiety przestają być dla Billy'ego istotami, które "sprowadzają zło i śmierdzą".

Pokręconą ścieżką od porwania do romansu  prowadzi także los bohatera "Gry pozorów". Fergus ma zbyt dobre serce, kontemplacyjny umysł i raczej nie nadaje się na porywacza. Wbrew procedurom IRA zaprzyjaźnia się z Jodym, a po jego przypadkowej śmierci, wiedziony poczuciem lojalności, wyrusza na poszukiwania jego dziewczyny. Zakochuje się w niej oczywiście, z dnia na dzień – coraz bardziej. Nawet, gdy odkrywa, że Dil to transseksualista, jego obecność wypełnia jakąś mentalną pustkę. W ostatecznej próbie łączącego ich uczucia, bez wahania przyjmuje na siebie jej przewinienie i idzie do więzienia.  Miłość jest motywem porwania psa pięknej Lily przez Dylana w komedii romantycznej "Zgubiono, znaleziono". Brzydal i cynik wychodzi z założenia, że to jedyna szansa zwrócenia na siebie uwagi niedostępnej pod każdym względem kobiety. Podczas szukania "zaginionego" psa tych dwoje, zupełnie na pozór niedobranych ludzi, będzie miało mnóstwo okazji do poznania się lepiej, a Dylan – do wyeliminowania konkurencji w postaci byłego narzeczonego Lily.

Ciasno, duszno, ciemno, straszno...

Filmowa przestrzeń, w jakiej dokonują się porwania lub przetrzymywane są ofiary, może sprawić, że całe zdarzenie zyskuje niecodzienną perspektywę. Interesujące efekty można uzyskać, bawiąc się klaustrofobiczną atmosferą, pakując bohaterów w pudełka-pułapki, takie jak budka telefoniczna ("Telefon"), trumna ("Pogrzebany") czy szafa ("44 inch chest"). W filmach tych małe więzienia nie są tylko oryginalnymi rekwizytami, ale metaforą sytuacji bohaterów. W "Telefonie" Stuarta od ruchliwej ulicy oddziela pozornie tylko szyba, ale jego telefoniczny szantażysta cały czas trzyma na muszce zarówno jego, jak i osoby w bezpośrednim otoczeniu. Złudzenie szyby obrazuje także dotychczasowe życie bohatera, w którym na pozór wszystko jest jasne i przejrzyste. Stuart Shepard dyskretnie ukrywa w nim jednak cały bagaż kłamstw, które gdy spojrzeć pod odpowiednim kątem, całkowicie zmieniają jego odbicie, rażą i żenują, gdy się w nie wsłuchać, jak w cudzą, prywatną rozmowę telefoniczną.



Choć cała akcja "Pogrzebanego" rozgrywa się w trumnie zakopanej na irakijskiej pustyni, to co istotne dzieje się jakby poza przestrzenią, w rozmowach, które bohater prowadzi przez zostawioną przez porywacza komórkę. W chaotycznej wymianie zdań pobrzmiewają echa bezsensu wojny, wyzysku pracowników i płytkich międzyludzkich relacji. Pogrzebanie żywcem, jako element fabuły staje się zapowiedzią losu bohatera zostawionego samemu sobie, metaforą współczesnej ludzkiej egzystencji, pozornie bezpiecznej i pewniejszej niż w czasach minionych.

Sytuacja porwanego kochanka w "44 inch chest" jest jak przeniesiony na ekran dowcip z brodą -  o kochanku w szafie, z tym że w nadanej filmowi formie, jeszcze mniej zabawny. Kumple Colina Diamonda porywają młodego kochanka jego żony i doprowadzają przed oblicze mężowskiego sądu. Jednak zanim dojdzie do konfrontacji twarzą w twarz, w na wpół przytomnym z rozpaczy i alkoholu Colinie rozpęta się wewnętrzna wojna. Sąd nad porwanym zamienia się z wolna w sąd nad samym sobą, fasadowo sielankową przeszłością, fikcją udanego małżeństwa i wyidealizowanym obrazem "ja". Porwanie ponętnej, całkowicie świadomej swego magnetycznego oddziaływania, kobiety

W "Uwięzionej Helenie" to z kolei perwersyjne "randes-vous tylko w wyobraźni" uformowane w kiczowatej poetyce telewizyjnych nowelek Playboya z lat 80. Zmasakrowane w wypadku nogi Heleny zostają amputowane przez chirurga-adoratora, który postanawia roztoczyć nad nią opiekę na własną rękę, w tajemnicy przed światem. Nick, odpływając coraz bardziej w marzenia o "kobiecie pięknej i bezbronnej", pozbawia swój obiekt westchnień również rąk, więzi zarówno w swym domu, jak i w jej własnym ciele, aby pozostała mu już na zawsze wierna, uległa i całkowicie od niego zależna.

Zaopiekuj się mną

Czy porwanie ze szlachetnych pobudek, w których jedynym okupem jest dobre samopoczucie porywacza lub wypełnienie misji, może się dobrze skończyć? W "Misery" pisarz Paul Sheldon zostaje uratowany przez samotną Annie. Ratunek, w mgnieniu oka, przeistacza się w śmiertelne zagrożenie, gdy wychodzi na jaw, że zagorzała czytelniczka bardziej dba o życie bohaterki powieści, którą Paul, w ostatnim tomie swej książkowej serii, zamierza uśmiercić. Annie zrobi wszystko, żeby uratować ulubioną postać - jej zachowanie balansujące między natrętną opieką, emocjonalnym szantażem i fizyczną przemocą doprowadza pisarza do ostateczności, jednak minione zdarzenia w przewrotny sposób faktycznie udoskonalają jego powieść.


"Misery"

Aby zapewnić małej dziewczynce szczęśliwe dzieciństwo, czasem potrzeba całej rodziny i... lokalnej policji. "Gdzie jesteś, Amando?" to zagmatwana historia poszukiwań dziecka, którego tak naprawdę nikt poza prywatnym detektywem i jego partnerką nie chce znaleźć. Upozorowanie porwania, a później śmierci, jest jedynym skutecznym sposobem zabrania dziewczynki matce-narkomance, w każdym razie do czasu, gdy detektyw Kenzie nie zepsuje całej misternie utkanej intrygi, dzięki której Amanda trafia do przytulnego domu, marzącego o własnych dzieciach, emerytowanego policjanta.  Z pomocą przyjaciół z policji sprawnie zaciera ślady, aby zapewnić sobie dożywotnią opiekę nad Amandą. Detektyw Kenzie odnajduje dziecko i zgodnie ze swym niezłomnym zero-jedynkowym kodeksem moralnym oddaje rodzonej matce. W efekcie, odbiera gorzką, życiową lekcję – uczciwy policjant trafia za kratki, ukochana kobieta, nieakceptująca jego decyzji, odchodzi, a matka Amandy bezrefleksyjnie przechodzi nad odzyskaniem dziecka do porządku dziennego. Ludzie się nie zmieniają, a Amandę czeka z góry przegrana walka o normalność z zimną, głupią i niezrównoważoną matką.


"Gdzie jesteś, Amando"?

Dość niezwykłe porwanie ma miejsce w "Zbrodniczych kochankach": dwoje nastolatków, niczym Jaś i Małgosia, zostają uwięzieni w leśnej chatce Baby Jagi (w tym wypadku płci męskiej). W odróżnieniu od bajkowych pierwowzorów Alice i Eric nie są niewinnymi półsierotami, wypędzonymi z domu przez macochę, ale mordercami, którym pustelnik postanawia dać nauczkę. Historia z pogranicza jawy i snu staje się rozbudowaną metaforą, chwile grozy przeplatają się tu z homoerotycznymi przyjemnościami, wygrywając skomplikowane staccato uczuć towarzyszących odkrywaniu nastoletniej seksualności.

I kto tu porywa?

Granica między rolą porwanego i porywacza czasem bywa naprawdę płynna. W "Pułapce" słodka jak landrynek dziewczynka poznaje przez internet dwukrotnie starszego faceta, umawia się z nim na randkę w ciemno i idzie do jego mieszkania. Wszystko wygląda jak miłe spotkanie przyjaciół, którzy dawno się nie widzieli. Jeff nie zdąży się obejrzeć, a ląduje spętany na stole operacyjnym, na którym dziewczynka postanawia ukrócić jego pedofilskie zapędy za pomocą kastracji. Lawirowanie między perspektywą Jeffa i Hayley pozostawia nas w sytuacji, w której wciąż zastanawiamy się, czy przypadkiem to Hayley nie jest szalona, a Jeff niewinny. W filmie "Pokerowa rozgrywka", gdzie grupka przyjaciół porywa mafijnego bossa, aby uzyskać środki, dzięki którym będą w stanie zapłacić okup za wcześniej porwaną siostrę jednego z nich. Mafioso Bartolucci wykorzystuje luźną atmosferę i doprowadza do serii spięć między porywaczami-amatorami. Nieufność, która wkradnie się w ich szeregi, ujawni kilka zaskakujących faktów, nie tylko dotyczących rzeczywistych motywów porwania, ale też tożsamości samych porywaczy.  Zamiana ról porywacza i porwanego następuje w ostatniej scenie "Rosencrantz i Guildenstern nie żyją". Dwaj drugoplanowi bohaterowie dramatu Shakespeare'a eskortują księcia Danii, Hamleta do Anglii, razem z nim mają też dostarczyć list zaadresowany do angielskiego króla - nakaz natychmiastowego pojmania i zgładzenia Hamleta. Rosencrantz i Guildenstern nie mają pojęcia o treści listu, i że tym samym stali się mimowolnymi porywaczami. Hamlet przypadkowo odnajduje i przerabia list, pisząc, że to dwaj porywacze mają zostać uwięzieni i zabici. To zabawne odwrócenie ról w oryginale "Hamleta" było tylko epizodem, w sztuce (i filmie) T. Stopparda zostało rozbudowane i zyskało egzystencjalny ciężar – świat nagle staje się nieprzewidywalny i absurdalnie okrutny dla zwykłego człowieka: dwie śmieszne, epizodyczne postacie w "Hamlecie" do samego końca nie zdają sobie sprawy z tego, co tak naprawdę się wydarzyło i dlaczego muszą umrzeć.

Terapia szokowa

Przejażdżka z mordercą-porywaczem może zostawić trwalszy ślad na psychice, niż napięcie prądu 450 V w terapii elektrowstrząsowej. W "Zakładniku" elegancik Vincent, w schludnym garniturze, z teczką pod pachą i pistoletem z tłumikiem w kieszeni, wsiada do taksówki Maxa. Pięknie zapowiadający się wieczór, podczas którego taksówkarz poznał sympatyczną prawniczkę, psuje ponure zadanie, którego Max staje się mimowolnym współwykonawcą. W trakcie nocnego rajdu Max spojrzy na swoje życie z zupełnie innej perspektywy. Zda sobie sprawę, że jego "tymczasowa" praca trwa już kilkanaście lat, a jego zasklepianie się w autoobietnicach bez pokrycia powoduje paraliż i atrofię uczuć, przez które wykonanie telefonu do pięknej kobiety staje się mission impossible. Dopiero, gdy okaże się, że jej nazwisko jest ostatnim na liście kłopotliwego pasażera, Max przełamie się ze zdwojoną mocą.

W "Doskonałym świecie" życie zahukanego chłopca zmieni się nie do poznania, gdy pewnego dnia zbiegli więźniowie wezmą go w niewolę, uwalniając jednocześnie na parę dni ze szponów rodziny – rygorystycznych wyznawców Świadków Jehowy. Morderca Butch darzy małego Philipa szczerą sympatią i choć jego ucieczka zakończy się klęską, przed śmiercią zdąży wynegocjować u matki Philipa lepsze warunki rodzinnego współistnienia, w których znajdzie się miejsce na Boże Narodzenie, Halloween i wyprawy do wesołego miasteczka. "Doskonałym świecie" to przykład pełnego poświęcenia dla swojego "pacjenta". W "Funny Games" dwaj uśmiechnięci dręczyciele w białych rękawiczkach nachodzą swoje ofiary w pewien słoneczny dzień i z chirurgiczną precyzją dają pouczającą lekcję na temat zła i ciemnej strony ludzkiej natury. Aby lekcje doprowadzić konsekwentnie do końca muszą zabić swoje ofiary, bez przyczyny, bez celu, bez sensu...

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, największe w roku zakupowe szaleństwo roku trwa już od Zaduszek, wszędzie mniej lub bardziej tandetne ozdóbki, feeria barw, świateł i tłumy ludzi. Wielu z nich chętnie i z oddaniem poddaje się tej świątecznej orgii przygotowań, inni kluczą zestresowani ze ściągniętymi mięśniami jarzmowymi. Pewnie marzy im się świat uwolniony od tej przymusowej, siłą przyklejonej na twarz maski radości i myślą, jak byłoby pięknie, gdyby ktoś wpadł na pomysł Dyniowego Króla z "Miasteczka Halloween" i porwał Świętego Mikołaja, zamienił przymusową Gwiazdkę w dobrowolne Halloween... trzy dni urlopu i świętego spokoju, bez domowej krzątaniny, bez karpia o smaku błota, bez lęku, że zabraknie zabawnego tekstu na świąteczne życzenia, bez rodzinnych rozmów pozorowanych, niekończących się pytań o ślub, dzieci, poważną pracę i inne "najważniejsze rzeczy na świecie", bez kolęd Mazowsza i bez Kevina, od wieków samego w domu... Czy aby na pewno porwanie musi być zawsze czynem nagannym, grożącym paragrafem?