Filmweb sp. z o.o.
http://www.filmweb.pl/article/CANNES%3A+Mi%C4%99dzy+%C5%9Bwiatami-123215

CANNES: Między światami

  • autor: Michał Walkiewicz
  • Relacja
Andriej Zwiagincew kontynuuje zapasy z rosyjskim społeczeństwem w "Loveless", z kolei Todd Haynes zabiera nas w nostalgiczną podróż do początków kina w "Wonderstruck". W Cannes rozpoczął się już wyścig o Złotą Palmę, zaś Michał Walkiewicz relacjonuje, co działo się na "pierwszej prostej". 

***


Zadyszka (rec. filmu "Loveless")

Nowy film Andrieja Zwiagincewa otwierają pulsujące w ciemności, złowróżbne werble. Kiedy świdrujący dźwięk staje się trudny do zniesienia, muzyka cichnie i ustępuje miejsca obrazom hibernującej przyrody: jesteśmy na przedmieściach Moskwy, widzimy przykryte czapami śniegu drzewa, spływające rzeką bryły lodu i górujące nad sielskim krajobrazem ponure leningrady. Motyw eskalacji napięcia puentowanej nagłym wyciszeniem będzie powracał w całym filmie, w jego tkance dramaturgicznej i fabularnej. U Zwiagincewa jest przede wszystkim ilustracją miłosnego niespełnienia. 

cannes 2017 Andrey Zvyagintsev, Nelyubov (Loveless).jpg

Miłość wypaliła się w małżeństwie Zenii (Maryana Spivak) i Borysa (Aleksey Rozin). Kobieta zaszła w ciążę, młodo wyszła za mąż, a teraz, nie mogąc znieść widoku swojego wybranka i syna, próbuje wypisać się z układu. Borys, któremu bardziej niż na żonie i dziecku zależało na tym, by w ogóle założyć "podstawową komórkę społeczną", przypomina tymczasem snującego się po mieszkaniu ducha. Oboje mają już nowych partnerów, oboje traktują Aleksieja jak gorącego ziemniaka i obojgu nie służy przedłużająca się wojna podjazdowa. Szef Borysa to ultrakonserwatywny katolik, więc rozwód będzie dla bohatera tożsamy z utratą pracy w dobrze prosperującej agencji sprzedażowej. Z kolei Zenia pragnie ułożyć sobie życie obok starszego, bogatego mężczyzny i nie widzi w nim miejsca dla dziecka. Ich postawy – jak nakazują konwencje moralitetu oraz społecznej diagnozy – zweryfikuje dopiero zaginięcie chłopca. 

"Brak miłości może trwać latami, nie da się tak żyć" – usłyszy od swojego kochanka Zenia.  A jednak bohaterowie jakoś żyją – w rozwarstwionej Rosji, w której aspirująca klasa średnia stanowi rodzaj państwa w państwie i nad którą bezustannie wisi "demon" nowych mediów. Bohaterowie nie rozstają się ze smartfonami, strzelają selfie, przekładają każdy dzień na język facebookowych postów. Sceny, które w rękach niedoświadczonego twórcy byłyby jedynie napuszoną krytyką zatomizowanego społeczeństwa, Zwiagincew zamienia w uniwersalne symbole komunikacyjnej niemocy. Kiedyś fabuły rosyjskiego twórcy rozgrywały się w światach ostentacyjnie atechnologicznych. Dziś reżyser odwraca fabularny wektor. Pokazuje, że technologia stała się we współczesnej rzeczywistości narzędziem sublimacji najróżniejszych potrzeb – duchowych, erotycznych, społecznych. Zaś jej mrocznym rewersem jest zanik empatii –  w mikro i makroskali.  

Całą recenzję można przeczytać TUTAJ


***


Niemy zachwyt (rec. filmu "Wonderstruck")

Todd Haynes dał się poznać jako kronikarz obyczajowych przemian amerykańskiego społeczeństwa, terapeuta kobiet spętanych obyczajowym gorsetem oraz facet zakochany w muzycznych legendach. W swoim nowym i najlżejszym gatunkowo filmie przygląda się dla odmiany dzieciom, ich nieskrępowanym konwenansami umysłom oraz nieskażonemu cynizmem językowi. "Wonderstruck" jest dla niego tym, czym dla Martina Scorsesego był "Hugo i jego wynalazek" – podróżą na peryferia własnej wyobraźni i bezpretensjonalnym wyznaniem wiary w kreacyjną moc kina. 

Zrzut ekranu 2017-05-19 o 12.17.37.png

Skojarzenie z "Hugo" nie jest przypadkowe, "Wonderstruck" powstał na kanwie prozy tego samego autora, Briana Selznicka. Kluczowym rekwizytem – a wiedzcie, że film składa się z samych istotnych rekwizytów – jest tytułowa książeczka, kronika nowojorskiej wystawy osobliwości z początków XX wieku. W latach 70. czyta ją, pod kołdrą i z obowiązkową latarką w ręce, małoletni Ben (Oakes Fegley). Osierocony przez matkę i opuszczony przez ojca, chłopiec znajduje się pod opieką ciotki. Lecz kiedy w wyniku wypadku zostaje porażony piorunem i traci słuch, postanawia wyruszyć do Nowego Jorku śladami patriarchy. Tymczasem gdzieś daleko, w innym świecie i innym czasie, głuchoniema Rose (Millicent Simmonds) z Hoboken w New Jersey wysiada z pociągu na Manhattanie i rozpoczyna poszukiwania wielkiej diwy kina niemego… 

Haynes prowadzi równolegle obydwa wątki, zaś każdy odmalowuje w innej konwencji. Historia Bena ma więc słodko-gorzki posmak, to rewiry młodzieżowego kina inicjacyjnego. Reżyser rozsmakowuje się we wszelkich rytuałach dzieciństwa, przygląda się przedmiotom, budującym tożsamość bohatera, a gdy akcja przenosi się na ulicę – wczuwa się w jej rytm i nastrój, podkręca nasycenie barw, daje przemówić funkowej muzyce. Opowieść o Rose to z kolei hołd dla kina niemego, w którym znalazło się miejsce zarówno dla nadeskpresyjnego aktorstwa, jak i korowodu postaci rodem ze slapstickowej komedii (z nieprzejednanym policjantem i wyfiokowaną damą na czele). Całość, bardziej niż realistycznym portretem epok rozdzielonych paroma dekadami, jest oczywiście destylatem wyobrażeń na temat dwóch Ameryk: tej z przedednia wielkiego kryzysu oraz tej z czasów obyczajowej rewolucji. W obiektywie wybitnego Edwarda Lachmana obydwie są rajem utraconym, stanowią muzeum wspomnień zaklętych w przedmiotach i budynkach.
 
Całą recenzję można przeczytać TUTAJ

zobacz też: