Filmweb sp. z o.o.
http://www.filmweb.pl/article/WENECJA+2017%3A+Zimna+wojna-124705

WENECJA 2017: Zimna wojna

  • autor: Piotr Czerkawski, Łukasz Muszyński
  • Relacja

Czwartek był wyjątkowo udanym dniem dla widzów na Lido. Mogli zobaczyć m.in. romantyczną baśń Guillermo del Toro "The Shape of Water" (będą Oscary!) oraz świetny libański dramat sądowy "The Insult". Przeczytajcie recenzje Łukasza Muszyńskiego i Piotra Czerkawskiego.

***


Frutti di amore
(rec. filmu "The Shape of Water")

Czasami myślę, że urodziłem się za wcześnie albo za późno – wyznaje grany przez Richarda Jenkinsa ilustrator Giles, sąsiad oraz przyjaciel głównej bohaterki "The Shape of Water". Słuchając go, pomyślałem o reżyserze filmu, Guillermo del Toro. Choć rozmiłowany w starych horrorach, obdarzony unikalną, nieuczesaną wyobraźnią Meksykanin ma za sobą wierną ławicę fanów, jego dzieła zazwyczaj sprzedają się na granicy opłacalności bądź przynoszą straty. Z kolei on sam wydaje się artystą nieprzystającym do krajobrazu współczesnego kina. Za nadto osobliwy na mainstream, zbyt popowy na arthouse. Rozgrywające się w czasach zimnej wojny baśniowe love story ma jednak szansę przełamać ten impas. To nie tylko najlepszy, ale i najbardziej wzruszający film del Toro od czasów "Labiryntu fauna".

shape3.jpg

Na pierwszy rzut oka – reżyser biegnie po własnych śladach. Doug Jones znów hasa po ekranie w gumowym stroju potwora, wszyscy pozytywni bohaterowie bez wyjątku są outsiderami, a groza kroczy pod rękę z magicznym realizmem. Oto do tajnego rządowego laboratorium, w którym pracuje niema sprzątaczka Elisa (Sally Hawkins), wprowadza się nowy mieszkaniec. To wyłowiona z dna morza, obdarzona boskimi mocami istota przypominająca filmowego potwora z czarnej laguny. Komitet powitalny w postaci rządowego agenta Stricklanda (Michael Shannon) na dzień dobry częstuje gościa prądem. Podczas gdy naukowcy zachodzą w głowę, jak wykorzystać przybysza do walki z Sowietami, Elisa dostrzega w nim bratnią duszę. Aby dowieść czystości swych zamiarów, kobieta staropolskim zwyczajem podaje nieufnemu stworzeniu jajo na twardo. Chcecie wiedzieć, co będzie dalej? To wyobraźcie sobie remake "Opętania" Żuławskiego nakręcony przez wytwórnię Disneya.

Czego w tym filmie nie ma! "Piękna i Bestia" spotyka się ze szpiegowskim dreszczowcem, musical ze złotej ery Hollywoodu sąsiaduje z surrealistycznymi fantazjami w stylu Jean-Pierre'a Jeuneta, a biblijne przypowieści z krwawym monster movie. Dodajcie do tego m.in. seks, psychoanalityczne symbole oraz rasowe napięcia w Ameryce lat 60. Choć pozornie nic tu do siebie nie pasuje, del Toro do spółki ze scenarzystką Vanessą Taylor udało się skonstruować spójną, angażującą historię. Sporo w niej humoru, jeszcze więcej podszytej smutkiem nostalgii. Na ekranie widzimy, jak telewizja odbiera widownię kinom, franczyzy przeganiają z rynku rodzinne biznesy, a rysownicy nie dostają pracy, ponieważ zleceniodawcy wolą fotografie. Gorszy pieniądz wypiera lepszy, jakość przegrywa z ilością, rzemieślnicy górują nad artystami. Słowem, świat zmierza w złą stronę.

Całą recenzję Łukasz Muszyńskiego można przeczytać TUTAJ

***

Wojna na słowa (rec. filmu "The Insult")

"The Insult" przykuwa uwagę za sprawą ciekawego paradoksu. Opowieść o skomplikowanej tożsamości mieszkańców współczesnego Libanu sama ma w sobie coś schizofrenicznego. W filmie Ziada Doueiriego drapieżne kino społeczne w stylu Spikea Lee próbuje współistnieć z chwytającym za serce filmem w iście hollywoodzkim stylu. 

Case-Nbr-23-750x420.jpg

Stylistyczny eklektyzm "The Insult" staje się odrobinę bardziej zrozumiały, gdy przyjrzymy się drodze twórczej jego reżysera. Jako osiemnastolatek, w następstwie libańskiej wojny domowej, Doueiri wyemigrował do USA, gdzie zyskał pewną sławę jako operator kamery współpracujący między innymi z Quentinem Tarantino. Po powrocie do ojczyzny młody twórca z sukcesem zajął się reżyserowaniem artystycznych filmów, z których najgłośniejszy okazał się – nagrodzony w Cannes – "West Beyrouth".

Siła tamtego dzieła, będącego zresztą reżyserskim debiutem Doueiriego, polegała przede wszystkim na umiejętnym wpisaniu wielkiej polityki w codzienność zwykłych ludzi. Dziś podobny atut decyduje o klasie "The Insult", odznaczającego się dodatkowo zaskakującą uniwersalnością przekazu. Oczywiście, najwięcej korzyści z seansu wyniosą widzowie orientujący się w meandrach skomplikowanych relacji pomiędzy libańskimi chrześcijanami a zamieszkującymi kraj muzułmanami. Wszyscy inni łatwo mogą jednak wyobrazić sobie, że historia opowiadana przez Doueiriego rozgrywa się w dowolnym miejscu, w którym koegzystują ze sobą przedstawiciele  różnych wyznań i kultur.

Całą recenzję Piotra Czerkawskiego można przeczytać TUTAJ

zobacz też: