Największe arcydzieło w historii kinematografi

Ten film jest Genialny!!!!!!!!!!!!!!!!

Ten film to istne arcydzieło.Labirynt Fauna powinien być co najmniej w dziesiątce najlepszych filmów
w historii.

28
  • Witam,

    1. " kinematografi " - również dwa ' i ' na końcu, tak jak w przypadku wyrazu " historia ";
    2. " (...) Genialny " - spółgłoska ' g ' bez powodu zapisana dużą literą;
    3. " !!!!!!!!!!!!!!!! " - proponuję w przyszłości ograniczać się do maksimum trzech wykrzykników na końcu zdania.

    Rozumiem, że film Ci się spodobał, ale żeby Twoja opinia została potraktowana poważnie, powinna być zapisana poprawnie.

    Pozdrawiam.

  • Zal,, "Labirynt Fauna: to mierny, okrutny i pozbawiony głębszego sensu film. Do tego z poważnymi zakłamaniami historycznymi (kwestia drugorzędna przyziemniej dla nie-Hiszpana ale rażąco zauważana.) To chyba pierwszy i jedyny film jaki widziałem w którym główna bohaterka będąca mala dziewczynką nie wzbudzą sympatii tylko jest raczej odpychająca, miałka, i bez wyrazu... Nawet imię ("Ofelia") ma jakieś mało sympatyczne... "Brawo" za reżysera że udała mu się taka "sztuka" znielubienia dziecka...

    Po za tym cały film jest utrzymany w czarno-burej, przytłaczającej tonacji. (kolejne horrendum w filmie gdzie głównym bohaterem jest dziecko) .

    O zakończeniu nie ma nawet co mówić - w mało którym filmie (nawet w najkrwawszych horrorach i filmach katastroficznych) dochodzi do takiej rzezi wszystkich głównych bohaterów filmu (w tym i małej dziewczynki - horrendum stulecia)... Ąz dziw że służąca Mercedes i przyrodni brat Ofelli przeżyli..

    Jedyny plus to niezłe efekty specjalnie i muzyka i chyba tylko dzięki temu nie oceniłem tego filmu na 1.

    • Masakra!!!

      Sceneria, muzyka, fabuła, efekty specjalne, na szóstkę. Ten film jest oryginalny i niesamowity, ale widząc po komentarzach docenić go potrafią tylko prawdziwi znawcy.

      • Chyba kpisz. Większość osób docenia film tak jak piszesz - właśnie za efekty specjalne czy muzykę i z tym się zgadzam, ale już reszta (czyli fabuła) jest do bani i tu zachwytów już nie ma. Jak ktoś mówi że film jest dobry czy ze mu się podoba to ok. kwestia gustu. Ale jeśli wysławia się skądinąd przeciętny film jako arcydzieło wszech czasów to chyba nie wei o czym pisze.

        No i tak w ogóle przydałby się jakieś konkrety - co niby takiego genialnego w tym filmie jest?? Bo na razie to zachwyt bez jakiegokolwiek uzasadnienia...

        • Żeby zrozumieć co jest tak genialnego w tym filmie trzeba naprawdę mieć wyobraźnię,doświadczenia,serce albo chociaż współczucie żeby dogłębnie zrozumieć ten film.Jednak niektóre osoby nie zrozumieją co jest pięknego i tak genialnego jest w tym filmie.

          • Znam film który te cechy agreguje tysiąc razy lepiej - to "Most do Terabithii". A "Labirynt Fauna" nie jest piękny ani w formie ani w treści.

            • Kiedyś ale to kiedyś kiedy byłem jeszcze małym dzieckiem po prostu uwielbiałem "Most do Terabithii" ale teraz kiedy jestem już dużo starszy wole filmy Fantasy bardziej dla dorosłych np: "Labirynt Fauna "

              • "Most do Terabithii" można doceniać bez względu na wiek (99% piszących na forum i zachwycających się tym filmem ma jednak trochę albo i nawet sporo wiećej lat od pary głównych bohaterów tego filmu którzy maja po 12 lat...) Sam widziałem "Most do Terabithi" po raz pierwszy dwa lata temu gdy miałem 22 lata. Film z wszech miar niezwykły. Przy tym niesamowicie wzruszający i piękny (Czego o"Labiryncie Fauna " powiedzieć" się nie da nawet przy baaardzo liberalnym i swobodnym podejściu do kwestii piękna).

            • Tak Labirynt Fauna nie jest piękny on jest przepiękny.

              • Labirynt fauna jest okropny, smutny ciężki i brzydki.

                • Nie podoba mi się przekonywanie kogoś do swoich poglądów- jak wiadomo, o gustach się nie dyskutuje, więc Panie Hobbit1, niepotrzebnie próbuje Pan wybić siebie jako widza lepszego, z umiejętnościami, mówiąc o swoich rzekomych cechach zamiast o cechach filmu tylko dlatego, że nie umie Pan wytłumaczyć zalet tej produkcji. Nie wystarczyło napisać- 'nie umiem powiedzieć, dlaczego, ale trafił do mnie, uważam go za piękny, trochę smutno, że nie wszystkich się podoba, ale mnie jak najbardziej zachywcił!'? Dodam, że dobry film (nie mówię o arcydziełach) można zrobić bez wspaniałych efektów specjalnych i sprzętu, polecam ambitne kino ;)

                  A wracając do tematu. Uważam, że jest to film bardzo, bardzo przeciętny. Porusza ciężkie tematy, z którymi można się utożsamiać, które wzbudzają wspołczucie, ale które... Nie współgrają ze sobą, tworzą wręcz żałosny obraz. Nieudana próba połączenia tragedii dziecka z wojenną rzeczywistością wyolbrzymia nie te tematy, które powinny faktycznie zostać szerzej pokazane. Wojna dziecka nie dotyczny, a mimo to pokazane są szczegóły, których bohaterka nie ma prawa zrozumieć a nawet zauważyć, a które wydaje się, że 'rozumie'- przekłamania i brednie. Lepiej by to 'fantasy' wyszło, gdyby del Toro spróbował zamiast skomplikowanego tematu wojny poruszyć samą kwestię rodzinną. Świat dziecka jest wystarczająco ponury, gdy tatę zastępuje obcy, zimny pan, mama jest 'chora,' a w parze z ciążą idzie zazdrość. Wojna to było naprawdę nieciekawe zagranie, szczególnie w takim przedstawieniu.

                  Jest to obraz, którego drugi raz z powodu absurdów nie zdołałam obejrzeć. Klimat przyciąga uwagę, muzyka i całe 'zło' postaci, wszelkie metafory- doceniam, sa bardzo ciekawe i zostawiają widzowi pole do popisu, aczkolwiek uważam, że człowiek znający tło historyczne oraz umiejący na zimno ocenić, czy ma sens pokazywanie czegoś, co do fabuły nie wnosi absolutnie niczego nie będzie umiał cieszyć się z samego grania na emocjach. Nieświadmość i oglądanie przez palce to w tym wypadku plus! Liczyłam na porządny psychologicznie film, dostałam kilka kitów wciśniętych między tak zwane metafory i inne smutki.

                  Jeśli ktoś umiałby mi racjonalnie wyjaśnić, dlaczego powinnam 'docenić' ten film to zapraszam serdecznie, chętnie poczytam. Ale proszę bez argumentów typu 'wyobraźnia' (piszę opowiadania, lubuję się w fantastyce- byle trzymała się logiki, oraz kocham Tolkiena), 'uczucia' (ten film ma chwytać za serce, ale tragedia dziecka [czy narodu! Ha. To znowu tematyka na inny film] nie wzrusza pokazana w takim świetle, raczej denerwuje, pozbawia nadziei, ma rzekomo szokować), ponieważ uważam, że logika- czyli rozumienie filmu nic z uczuciami wspólnego nie ma, nigdy też nie miałam problemu w rozróżnianiu stanów emocjonalnych etc., doświadczeń tragicznych i wesołych również w mym życiu nie brak, jak i w życiu każdego przeciętnego człowieka, proszę więc przedstawić atuty tego filmu, a nie cechy widza, które uważam, że posiadam. Dodam tylko, że arcydzieło porusza każdego odbiorcę bez względu na inteligencję, wiek, czy uczuciowość! ;)

                  Pozdrawiam serdecznie!

                • cóż nic dodać nic ując. Zgadzam się w 100% bo moje odczucia na temat tego filmu są takie same. Chodzi raczej o to ze zacząłem polemikę z kolega hobbitem bo pisze jakie to arcydzieło straszne a żadnych argumentów na potwierdzenie tej tezy nie dał, nie podał (co też takiego wspaniałego w tym filmie jest).

                • Swoja droga jak na opinie że to film "bardzo, bardzo przeciętny" to dałaś mu bardzo wysoką ocenę (aż 7) :)

                • Ahahahaha, a wiesz, że nawet nie zauważyłam? Dzięki, że zwróciłeś uwagę! :) Oglądałam go dość dawno temu, zaznaczyłam ocenę 'dobry,' ale mimo, że mi się specjalnie nie spodobał 'doceniłam' starania reżysera, myśląc o tym, że może jestem zbyt impulsywna... I tak zostało- zdanie ostatecznie zmieniłam przy drugim podejściu do oglądania, czego już zapomniałam zaktualizować. Zmieniam więc ocenę na 5/10, 2 za fabułę, dodatkowe 2 za efekty, jeden za klimat. Często zawyżam ocenę myśląc, że się nastawiam na cud i zawodzę, ale potem koryguję (ocenę 6/10 po wyjściu z kina -de facto zawiedziona - w przypadku 'As Above/So Below,' po kilku dniach namysłu zmieniłam na 3) Przepraszam za esej, ale odczułam potrzebę się 'wytłumaczyć' :)

                  Rozumiem, że film się może podobać, ale nie rozumiem, dlaczego MUSI. Każdy ma w końcu inny gust. Jestem nizwykle zdziwiona, że ten film mi się nie spodobał. Kocham gatunek fantasy, uwielbiam analizy i metafory, w dodatku podobał się on moim znajomym, których opinie sobie cenię a nasze gusta są podobne. Mam nawet ochotę obejrzeć go po raz trzeci, żeby przekonać się ostatecznie!

                • Zgadzam się z Tobą w 100%. Dokładnie takie same wrażenia odniosłem w trakcie oglądania tego "super" filmidła. Nachalna. komunistyczna propaganda, ot co to jest!

                • ha- nie znacie się na filmach ludzie. film jest niezwykły i zdobył sobie olbrzymie uznanie krytyki. co byłby warty sam baśniowy świat-tutaj reżyser idzie krok dalej i łączy baśnie z rzeczywistością. przecież baśniowe stwory i światy nie istnieją-w labiryncie fauna mamy pokazane skąd się wzięły.ogólnie zachwycająca jest intymność i kameralność filmu szybko łapie się kontakt z bohaterami. taką historie przedstawić jest niezwykle trudno ale tutaj udało się to w zupełności i w efekcie mamy najbardziej intrygujący obraz ostatnich lat.Jeśli ktoś mówi że ten film to tylko krwawa jatka to jest człowiekiem nienormalnym lub faworyzujący głupie komedie romantyczne lub jakieś denne obyczaje + romanse .Jeśli ktoś taki jest po prostu nie zna się na filmach i pewnie też dla niego krwawą jatka też są filmy takie jak Pasja czy Szeregowiec Ryan .

                • "Krytyka" doceniała w tym filmie głównie efekty specjalne no i słusznie. Sama fabuła aż entuzjastycznie oceniana nie jest.

                  I nawet przy bardzo dużej dozie tolerancji nazywanie tego filmu mianem "arcydzieła" to gruba przesada.

                  I możesz łatwo sprawdzić jakie filmy ocenione mam najwyżej. Są tam i dramaty obyczajowe i znalazłby się nawet romans. Ja tam nie oceniam filmu na podstawie gatunku. Każdy gatunek filmowy ma swoich wybitnych przedstawicieli. Nie lubię horrorów ale te naprawdę dobre umiem docenić. Komedie romantyczne tez bywają dobre.

                  Generalnie "Labirynt Fauna" to mierny film , intrygujący?? Daj spokój intrygująca to jest "Incepcja", jedyna superpordukacja w ostatnich latach będąca na bardzo wysokim poziomie.

                • A na filmach to nie znasz się ty... Skoro na 10 oceniasz wszystkie (!!!) części Władców pierścieni i hobbita.. Żal

                • Nie znam takich filmów jak "Władców pierścieni" znam takie filmy jak "Władcy pierścieni"

                • Czuję się jak w piaskownicy- "nie znacie się na filmach!!!" "nie, to TY się nie znasz"

                  Umówmy się panowie, że gust każdy ma inny. Film może się podobać lub nie, nie uprawnia to do obrzucania się błotem (w tym mnie). Oglądając LOTRa miałam ciarki. Czułam je również przy "Blue Velvet," "Milczeniu owiec" oraz "Opowieści o dwóch siostrach" i "Pulp Fiction." Ponadto nie umiem wyjaśnić, dlaczego podoba mi się trzecia część Zmierzchu- ot, coś, co można pooglądać, gdy ma się doła. Lubimy obżerać się hamburgerami, choć nie jest to zdrowe. Wszystko da się zrozumieć, nie bądźmy dziećmi, nie plujemy sobie twarz z byle powodu.

                  Wracając do filmu- prosiłam o zalety, które pan Hobbit1 wydaje się przedstawił, ale to mi nie wystarcza. Uznanie krytyki to nie jest argument, ponieważ to również kwestia gustu. Rozumiem też doskonale 'potwory' przedstawione w filmie, wszelkie twory wyobraźni uciekającej od nieprzyjemnej rzeczywistości dziewczynki. Tak, rozumiem fabułę, nie jestem zachwycona- można pewnie było inaczej.

                  Intymność... Okej, coś w tym jest. Ale mimo wszystko nie umiem tego filmu przez to polubić. Reżyser wg mnie skupia się na szczegółach, zapomina, jak przez to wygląda całość (a i tak sporo błędów można w tym filmie znależć), więc intymność nie spełniła moich oczekiwań.

                  Krwawa jatka? Nie, nie. Nieporozumienie. Zakończenie smutne, fakt, można by w ostateczności powiedzieć 'krwawe,' acz nie do takiego stopnia, by było ono nieprzyjemne.

                  Poczułam się bardzo urażona słowami pana Hobbit1, nawet 'denne' wg pana romanse można docenić, ponieważ filmy to nie tylko obraz, pointy i mądrości- to źródło relaksu, dla przykładu, uwielbiam relaks przy Jane Austen. Stary, dobry romans- znakomity. Musi mi pan z tego powodu ubliżać? Śmiem wątpić ;)

                  Jeśli nie ma pan do przedstawienia solidnych argumentów pozbawionych zarzutów typu "nie znasz się" to dziękuję za rozmowę ;) Rozumiem, że film się panu podoba ale stratą pańskiego czasu jest wypisywanie 'argumentów,' które mogłabym wyśmiać tak, jak pan wyśmiał mój gust. Pozdrawiam ;)

                • Jest rzeczą znamienną, że jeden z najlepszych filmów 2006, a zarazem jedna z najwspanialszych fantastycznych produkcji ostatnich lat, powstała poza Hollywood. Bo tak między Bogiem a prawdą, czyż mógłby taki film jak „Labirynt Fauna” powstać w krainie produkującej głównie przesłodzone, moralizatorskie i ckliwe produkcje? „Labirynt Fauna”, co do tego nie ma żadnych wątpliwości, jest obrazem na rynku zupełnie wyjątkowym. Już z uwagi na scenariusz i sam pomysł stojący u początku filmu mamy do czynienia z kinem najwyższej klasy. Nie dysponując liczonym w setki milionów dolarów budżetem, stworzył del Toro kino do głębi poruszające, miejscami wstrząsające, zapadające w pamięć. Prawdziwe arcydzieło, które, podejrzewam, niestety zostanie zapomniane tak szybko, jak tylko się pojawiło, a szał oscarowych nocy przeminie.Choć „Labirynt Fauna” może wydać się filmem dla młodszych widzów, ze względu na użyte dekoracje oraz sam motyw fauna, wróżek i czarów, to dzieci nie powinny go raczej oglądać. A jeśli już, to z dorosłymi, bo choć dzieło del Toro opowiada historię małego dziecka, które nie chce zbyt szybko dorosnąć, to zarazem skierowane zostało głównie do widza dojrzałego, dorosłego, potrafiącego zrozumieć to, co dzieje się na ekranie. Jak wytłumaczyć dziecku wielopłaszczyznowość przekazu i brutalizację bajki, okrucieństwo świata przedstawionego, sadyzm czarnego charakteru? I czy w ogóle mamy tutaj styczność z bajką, czy może raczej właśnie z baśnią wzorowaną na utworach Andersena? Dziecko może – i zapewne nie zrozumie – tego, o czym w filmie jest mowa.

                  Bo nie jest „Labirynt Fauna” filmem prostym. To wielowymiarowy, wielopłaszczyznowy obraz wymykający się jednej interpretacji. Nie jest możliwe stworzenie jednolitego wzorca, klucza odpowiedzi wskazującego, jak należy rozumieć tę czy inną scenę. Aby je rozmontować, należałoby wejść do głowy scenarzysty i zajrzeć, o co mu chodziło. Dlaczego na przykład uczynił czarnym charakterem przybranego ojca głównej bohaterki i stworzył z niego psychopatę, sadystę, a jednocześnie postać dumną, odważną, w oczach żołnierzy – bohatera idącego ponieść honorową śmierć? Myślę, że punktem wyjścia jest tutaj właśnie postać kapitana Valida, nieźle zagranego przez Lopeza. Czy to on stał się katalizatorem, który w wyobraźni głównej bohaterki, dwunastoletniej Ofelii (kolejna płaszczyzna do rozszyfrowania i nawiązanie „Króla Olch”) wytworzył tytułowy „Labirynt Fauna”?

                  Zresztą sama postać Ofelii wymyka się klasycznym próbom interpretacji, a bohaterka mogłaby z powodzeniem stać się obiektem pracy niejednego psychologa. Kto wie, może del Toro rzeczywiście korzystał z pomocy któregoś z nich tworząc postać dziewczynki? Widz do końca nie wie czy to, co dzieje się na ekranie, wydarzenia obserwowane oczyma Ofelii, to prawda czy fałsz – rzeczywistość czy marzenia o lepszym domu, oparte na namiętnie pochłanianych bajkach. Pragnienie ucieczki od przerażającego koszmaru wojny domowej w Hiszpanii czasów generała Franco. Próba wydostania się z koszmaru, symbolizowanego przez ojczyma – sługusa znienawidzonego, nowego porządku.Myliłby się jednak ten, kto posądziłby del Toro o nachalną próbę rozliczenia się z przeszłością. Zarówno wojna domowa, jak i elementy fantastyczne, to tylko narzędzia służące do opowiedzenia tragedii dziecka, któremu życie odbiera wszystko, co było drogie, od wcześnie zabranego dzieciństwa, po ukochaną matkę, w zamian nie dając niczego. Jednocześnie wątki poruszane w filmie, zbudowane na ważnych postaciach drugoplanowych – doktora i służącej Mercedes – są bardzo umiejętnie połączone ze sobą, splatając się i tworząc prawdziwy labirynt.

                  Jest także „Labirynt Fauna” peanem na cześć klasyki literatury dziecięcej. Sama Ofelia – archetyp dziecka odrzuconego – jest kwintesencją wszystkiego, co do tej pory w baśniach próbowano opowiedzieć. Od baśni braci Grimm i Andersena, po historię Dorotki z Kansas, Alicji i Piotrusia Pana. Bowiem tak jak najsłynniejszy chłopiec świata, Ofelia chce na zawsze pozostać – i nie zdradzając zakończenia powiem, że pozostaje – szczęśliwym dzieckiem. Boi się i nienawidzi dorosłego życia tak bardzo, że odrzuca to, co teoretycznie daje w dorosłości radość, a jest przy okazji obiektem westchnień i marzeń kapitana Valida, ojczyma: pragnienie posiadania potomstwa.

                  Skupiłem się na najważniejszych elementach filmu, ale przecież nie zbudowano go wyłącznie na scenariuszu, choć jest on najważniejszy w całej produkcji. Del Toro, do tej pory znany mi głównie z niezbyt udanej adaptacji komiksu „Hellboy” Mike Mignoli, niczym sztukmistrz wszystkie elementy połączył w jedną, harmonijną całość. Zagrały zarówno doskonałe zdjęcia samego reżysera, montaż, jak i przede wszystkim świetnie dobrana obsada – to wszystko pozwoliło dać widzowi rzecz, której długo nie zapomni.
                  Bo chociaż aktorzy grający w „Labiryncie Fauna” są raczej mało znani, niekojarzeni z żadną hollywoodzką produkcją, to pokazali klasę – fundując widzom szczerą, pełną ekspresji grę, tak doskonale pasującą do całego obrazu, a pozbawioną zarazem hollywoodzkiej teatralności.

                  Dzieło del Toro ma coś jeszcze wyjątkowego – to obraz, w którym praktycznie nie ma muzyki. Jest ona niewidoczna, stanowi kolejne tło, a widz, tak pochłonięty wstrząsającą momentami, chwytającą za serce historią Ofelii, wcale tego nie zauważa. Nawet jeśli Mercedes w jednej ze scen nuci kołysankę, by uspokoić zapłakaną dziewczynkę, to muzyka przygrywa cicho, a wszyscy patrzą na twarz dziecka, szukając na niej spokoju. Jakże różne to od typowej hollywoodzkiej produkcji! Choć przecież sama konstrukcja filmu jest podobna. Otrzymawszy od Fauna księgę z zapisaną przyszłością, mała Ofelia wykonuje zadania zupełnie niczym, nie przymierzając, Frodo Baggins – jest quest, jest wyprawa i nagroda na końcu. Nagroda? A może jednak nie? Końcówka filmu aż krzyczy o interpretację. Teoretycznie w tym filmie jest wszystko, co powinno być, do stworzenia hollywoodzkiej superprodukcji. Reżyser na szczęście postawił nie na zjeżdżającego na tarczy Legolasa, oszczędzając widzom żałosnej próby wplecenia tanich scen humorystycznych, a na dramaturgię godną arcydzieła, którym niewątpliwie „Labirynt Fauna” jest

                • Co za stek bzdur.

                  Wojna dziecka nie dotyczy? lol. To właśnie niewinne, naiwne dziecko jest idealnym kontrapunktem do wydarzeń przedstawionych w filmie. Ofelia do niedawna nie znała zła i przemocy. Jest nieskalana niegodziwościami tego świata i właśnie dlatego ta wojna dotyczy jej bardziej niż każdego innego bohatera w tym filmie, bo cała reszta jest już ukształtowana - Ofelię kształtuje wojenna rzeczywistość.

                  Kolejny idiotyzm, to z tym zastąpieniem wojny kwestią rodzinną. Nie bardzo kumam czy chodzi ci o to, że film powinien się rozgrywać w czasach pokoju, a źródłem całego terroru i nieszczęścia ma być zimny jak lód ojczym, czy, że okoliczności ci nie przeszkadzają, tylko wątek rodzinny powinien być pogłębiony. Jeśli ta pierwsza opcja, to by to nie przeszło, dlatego, że sadyści i psychopaci w czasach pokoju siedzą w pierdlu, albo chamują swoje fiksacje. Jeśli natomiast o drugą opcję się rozchodzi, to jest to jeszcze głupsze, bo tych relacji rodzinnych praktycznie nie ma. Ofelia ma bliski kontakt z matką i Mercedes, a z ojczymem nie ma w ogóle. O czym tu opowiadać. Na serio scenki przy rodzinnym obiadku bardziej by cie zaciekawiły, niż wyżynanie w pień komunistów? Bo mnie nie.

                  A ten tekst, że arcydzieło porusza każdego, to już naprawdę esencja kretynizmu. Gdzieś ty to wyczytała? w bravo girl? Na jakim poziomie abstrakcji się poruszasz?

                  Aha no i jeszcze fanka tolkiena zarzucająca psychologiczne nieścisłości w filmie del toro. lol.

                • Aha no i dodam jeszcze, że to chyba jedyny film, który mnie autentycznie wzrusza. Od pierwszej do ostatniej sekundy mam łzy w oczach, obserwując zmagania Ofelii z tym okrutnym światem. Na innych filmach oczy się pocą a to jak dicaprio zamarznie, a to jak ktoś inny umrze, a tutaj caluteńki seans.

                • Żałuję, że dopiero teraz, ale już spieszę z wyjaśnieniami. Most do Terabithi jest rzeczywiście pięknym i malowniczym dziełem przedstawiającym wyobraźnię dziecka. El Laberinto Del Fauno zgodnie z twoją wypowiedzią jest ponury i nieprzyjazny, ale taki był zamysł. Ten świat ma odrzucać, a jednocześnie intrygować. Dobrze, że odrzuca Cię sama postać dziecka- odczuwasz jego myśli, utożsamiasz się z jego uczuciami. Myślę, że najlepszym momentem w filmie aby to wytłumaczyć jest scena w której Ofelia przytula fauna, który wcześniej wzbudzał w niej obrzydzenie i strach (scena w której faun pierwszy raz dotyka jej twarzy świadczy o jej wcześniejszych uczuciach). Ten moment daje do zrozumienia, że główna bohaterka zatraca się w swojej wyobraźni, jej mroczne wyobrażenie magicznego świata staje się jej rzeczywistością. Samo to jak widza odrzuca dziecko świadczy o tym jak dziecko w tak brutalnym świecie staje się dojrzałe, jak dziecięca niewinność i piękno zapada się pod bezwzględnością i okrucieństwem wojny. Podsumowując jest to ciężki, piękny wzruszający film przeznaczony dla dojrzałego odbiorcy. Lubię filmy, które po napisach końcowych jeszcze na długie godziny zostają w głowie. Ten jest jednym z nich. Pozdrawiam :)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: