Oto kilka moich zarzutów

Neo wygląda jak ksiądz w sutannie bez koloratki.
Sceny walki nie są długie i nie są tak ciekawe jak w pierwszej części. Brakuje tu ciekawych ujęć kamery.
Film stracił na mroczności, fabuła zrobiła się zawiła, jednoczesnych wątków jest zbyt dużo.
Przemówienia bohaterów są zbyt długie i nudne.
Motywów i momentów miłosnych (w porównaniu do pierwszej części) jest zbyt dużo. Nie są ani dyskretne, ani zaskakujące.
Bohaterów charakterystycznych jest zbyt dużo, przez co tracą oni na wyjątkowości i wprowadzają mętlik w głowie.

Pierwszą część Matrixa oceniłem 10/10.
Tutaj zastanawiałem się czy dać 6/10 czy 5/10, bo 6/10 to może być zbyt wysoka ocena.

Po sukcesie pierwszej części Matrix zarobił bardzo dużo pieniędzy i zdobył bardzo dużo fanów. Podejrzewam, że to chciwość popchnęła producentów do nakręcenia kolejnych części. Niestety z nie najlepszym skutkiem.

6
  • Jesteś zbyt surowy.
    + Walka Neo z klonami Agenta Smitha jednak przeszła do historii kina, bo robi wrażenie.
    + Pojedynek na autostradzie jest naprawde spektakularny.
    + Pomysł z korytarzami, które tworzą strukturę Matrix'a i otwiera się je specjalnymi kluczami bardzo mi się podobał.
    + W ostatnich scenach filmu Morfeusz zwątpił w proroctwo, to niespodziewany zwrot akcji.

    - rozmowa Neo z Architektem jest bardzo niejasna i robi wrażenie dodanej na siłę.
    - wątek Linka i jego żony scenarzyści mogli sobie darować.

    • Pojedynek na autostradzie i korytarze to jedna z niewielu rzeczy jakie mi się podobały. Jednak film jako całość zawiódł mnie. W niczym nie przypomina Matrix 1, który był wg mnie arcydziełem. Z Matrix 2 zrobili romansidło i dramat obyczajowy. Momentami nawet były wpięte wątki religijne. Wrzucili do kotła wszystko i zamieszali.
      Zmienili też kostiumy i kolorystykę filmu. Po co? Matrix 1 był mroczny, cyberpunkowy. Gdy się go oglądało w kinie to momentami aż ciarki przechodziły po plecach widząc totalnie nowe (jak na tamte czasy) efekty specjalne, połączone z ciekawymi ujęciami z kamer.
      Matrix 2 jest jasny, kolorowy. Ma dużo efektów specjalnych, ale nie robią już takiego wrażenia. Oglądając momentami miałem ochotę przewijać film.

      PS
      Na wszystkich częściach Matrixa byłem w kinie.

      • To trochę nie tak.
        Pierwsza część to pierwsza część - wprowadza bohatera, świat, itd ale nie wyjaśnia zbyt dużo. Kończy się dość optymistycznie - Neo kopie tyłki, zdobywa moc i kozacko zapowiada ze teraz to on wyzwoli ludzi.

        2i 3 to właściwie jeden film podzielony na dwie części. Neo "wszedł w rolę" Wybrańca niesiony wiarą Morfeusza, ma sutannę, ułożone włosy, nie weźmie do ręki "brudnej" broni palnej tylko "szlachetną" do walki wręcz, jest "jasnym" wygładzonym obrazkiem. Nagle okazuje się że ta jego moc to za mało,że nie jest żadnym wybrańcem, że wszystko się wali. Tak jak w pierwszej części będąc pewnym że jest zwykłym człowiekiem musiał zdecydować co zrobi - i postanowił rzucić na szalę swoje życie aby ratować Morfeusza -jako człowiek, tak i teraz, znów jako człowiek -gdy świat już nie jest taki "jasny" - musi zdecydować co zrobi.

      • To Jest dokładnie to samo co pierwszy matrix po prosty tu jest wszystkiego więcej i o wiele bardziej widać wady oryginału np.bezsensowne sceny akcji, ciągle przemowy i niepotrzebny wątek romansowy. A więc tak to to samo co pierwszy matrix i dzięki temu filmowi o wiele lepiej widać wady oryginału

        • Dlaczego niepotrzebny? Ten wątek jeżeli się próbuje traktować trzy filmy z serii Matrix jako całość ma kluczowe znaczenie.

          W tym kontekście nadmienię tylko że Wachowscy w swoich filmach połączyli elementy charakteryzujące kino fantastycznonaukowe z odniesieniami do m.in. pewnych koncepcji religijnych. W tym wprowadzonym przez nich do trylogii Matrix wątku jak to określiłeś romansowym widać wyraźne nawiązanie do występującego w niektórych systemach religijnych motywu boga uzyskującego doskonałość w efekcie połączenia miłosną więzią z kobietą. Najbardziej jaskrawym przykładem tego typu bóstwa jest Siwa, który dzięki małżeństwie zawartym z Parwati stał się wg wyznawców siaktyzmu (jeden z odłamów hinduizmu) najpotężniejszym spośród wszystkich występujących w hinduizmie bogów. Dla podkreślenia faktu, że swoją pozycje zawdzięcza miłości swej małżonki bardzo często wyobrażany jest, jako postać, której jedną połowę stanowi on sam Siwa, natomiast drugą jego ukochana Parwati. Obecność tego motywu zostaje wyraźnie podkreślona w Reaktywacji. Wystarczy spojrzeć na obraz, który widzimy zaraz po zakończeniu stosunku seksualnego pomiędzy Neo i Trinity. Neo mówi swej ukochanej ,,Nie mogę Cię stracić’’ zdając sobie sprawę z tego jak ważną jest dla niego osobą. Bez niej nie byłby przecież wybrańcem. Następnie kamera stopniowo oddalając się pokazuje nam mocno ze sobą splecione ciała Neo i Trinity. Stanowią oni w tym momencie jedność dwie idealnie dopełniające się połówki.

          http://www.lotussculpture.com/blog/shiva-ardhanari-lord-half...
          https://en.wikipedia.org/wiki/Ardhanarishvara#mediaviewer/Fi...

          O obecności w filmie tego motywu możemy przekonać się także uważnie analizując rozmowę wybrańca z Architektem. Z słów stwórcy niewolącego ludzkość programu dowiadujemy się, że poprzedników Neo charakteryzowało przywiązanie do całego gatunku ludzkiego, w przeciwieństwie do nich ukazany w filmowej trylogii wybraniec czuje ściśle ukierunkowaną miłość do Trinity. Nie tylko miłość do kobiety odróżnia Neo od jego poprzedników, wszakże Architekt na początku ich rozmowy stwierdza nieco zdziwiony ,,Ciekawe. Tamci byli wolniejsi’’. W tym miejscu wypada przytoczyć słowa wyroczni z I części trylogii, która mówi o Neo niezdającym sobie sprawy z tego że podoba się Trinity ,,Niezbyt bystry’’. Skonfrontowanie tej wypowiedzi z słowami Architekta najlepiej ilustruje, jaką przemianę przeżył wybraniec dzięki swej ukochanej. Z niegrzeszącego bystrością chłopca stał się istotą doskonałą, o wiele potężniejszą niż jego poprzednicy.

          Watek z Sati na początku trzeciego filmu to właściwie ewidentny dowcip ze strony Wachowskich. Otóż Hindusi wierzą, że świat podlega nieustannemu procesowi narodzin, trwania i upadku. Jest, co jakiś czas niszczony przez boga Siwę, aby później odrodzić się na nowo. Bogini, Sati uosabia siły twórcze potrzebne do odradzania się przechodzącego przez cykl narodzin, trwania i upadku świata.

          Neo w związku z tym co napisałem powyżej jest w pewnym sensie Siwą niszczycielem, bo ma dotrzeć do źródła i umożliwić zrestartowanie Matrixa, czyli doprowadzić do zniszczenia tego świata, który jest po to, aby mógł on się później odrodzić na nowo. Ale finalnie nie wybiera drzwi, które prowadzą go do źródła tylko te, które prowadzą do Trinity no i później spotyka Sati, czyli boginię, która w mitologii hinduskiej uosabia siły twórcze potrzebne do odradzania się niszczonego, co jakiś czas przez Siwę świata.

    • No właśnie, efekty specjalne, tylko efekty. A co z treścią. Ten film to takie sylwestrowe fajerwerki. Masę ludzi je podziwia, ale następnego dnia już nie pamięta.

  • Też ciągle widzę księdza (może nawet "Ojca Mateusza" :)) jak patrzę na Neo w tym niby płaszczu wyglądającym jak sutanna. Rzeczywiście, wątki miłosne mogli sobie odpuścić, niepotrzebnie wstawili wątki np. Linka i jego żony, w ogóle mogli sobie darować takie fragmenty rodem z filmu obyczajowego. To kurczę Matrix, w pierwszej części rzeczywiście maszyny, komputery, system, kody i było spoko (chociaż to z tym pocałunkiem po którym Neo ożył - wtf? jestem fanką komedii romantycznych i ogólnie romansów, ale tu mi to nie pasowało). Jednak jeśli chodzi o walki to nie wiem. W jedynce mnie nie porwały, natomiast w tej części (zwłaszcza przy pojedynku na autostradzie) nawet miałam taki lekki stan napięcia. Podobał mi się pomysł z korytarzem z drzwiami, miałam wrażenie że lepiej się połapałam w tej części niż poprzedniej, ale tutaj i tak nagmatwali, chociażby przykładowo (podana już w komentarzu wcześniej) rozmowa Neo z Architektem. I rzeczywiście muszę się zgodzić, że przemówienia bohaterów są zbyt długie i przyznaję, ze czasami słuchałam niezbyt dokładnie, bo jakoś nie potrafiłam się skupić

  • Przecież on miał na sobie sutannę. Sceny walki są nudne i przekombinowane jak cholera, a przeto żenujące.

  • walka Neo z agentami - spójrzecie na okulary Smith'a gdy prawi swoje morały - w prawym szkiełku można zauwazyć ścianę z oświetleniem. Podczas samej walki Neo jakimś cudem również zmienia buty - raz ma brązowe, wysokie z jasnymi sznurówkami a raz czarne 'lakierki' :D WTF.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: