Dlaczego "Psychoza" to arcydzieło?

Z góry zaznaczam, że w tej wypowiedzi będę na maksa spoilerował. Jeżeli ktoś chce przeczytać moją bezspoilerową opinię zachęcam do przeczytania tej recenzji:
http://www.filmweb.pl/reviews/Nie+zabi%C5%82abym+nawet+muchy...

A teraz skupmy się już na samym filmie. Zyskał on status kultowego i obwołano go nie tylko najlepszym filmem Hitchcocka, ale i jednym z najlepszych filmów w ogóle, zwłaszcza jeżeli chodzi o thrillery.

Czy zasłużył na to miano? Według mnie zdecydowanie tak. Gdy oglądałem go po raz pierwszy nic o nim nie wiedziałem. Toteż spodziewałem się raczej przysłowiowego kryminału na "niedzielne popołudnie" aniżeli arcydzieła kina. Po seansie nie mogłem jednak wyjść z zachwytu i od razu uznałem "Psychozę" za jeden z moich ulubionych filmów.

Nie brakowało mu KOMPLETNIE niczego. Każdy element był w stu procentach przemyślany, a reżyser zdaje bawić się konwencją i szokuje widza tam, gdzie ten się tego nie spodziewa. Dlatego też swobodnie zmienia gatunek najpierw dając nam porywającą opowieść o ucieczce przed policją i podejmowaniu odpowiedzialnej decyzji, a potem nagłą szokującą scenę śmierci przemieniającą to dzieło w pełnokrwisty thriller. "Psychoza" nie jest więc płaskim straszakiem, a wielowątkowym i przemyślanym dreszczowcem pokazującym prostą historię z różnych punktów widzenia. Jednak dopiero pod koniec możemy ujrzeć prawdę o tym co widzieliśmy i dowiadujemy się, że reżyser oszukiwał nas przez cały czas. Z jednej strony ukazuje więc zabójczynię i jej relację z synem, lecz w ani jednej scenie nie pozwala widzowi ujrzeć jej twarzy. Skutecznie odwraca jednak uwagę pozwalając nam zachwycać się doskonale wykonanymi sekwencjami. Wprawdzie słynna scena pod prysznicem nie powoduje już krzyków zatrwożonej widowni, ale wciąż należy szanować jej wpływ na popkulturę. Doskonale zmontowana i połączona z "wwiercającą" się w ucho muzyką prezentuje się po prostu fenomenalnie. Mimo że nie widzimy ani razu noża wbijanego w ciało (cenzura na to nie pozwoliła) to otrzymujemy pewną iluzję, dzięki której mózg wmawia nam, że Marion jest autentycznie dźgana. Również scena na schodach do dziś potrafi wywołać dreszcze powolne ujęcia, zastosowanie dolly zoomu i nagłe pojawienie się pani Bates są świetnymi zagraniami.

Jednak moim absolutnym zakończeniem jest finał, w którym to Norman Bates gadając głosem swojej matki wspomina, że nie zabiłby nawet muchy. Jest to swoiste zajrzenie wgłąb rozszarpanej psychiki mordercy i autentycznie niepokojący moment. Poza tym możemy w nim podziwiać doskonałego Anthony'ego Perkinsa w roli życia.

A jeżeli chodzi o aktorstwo to należy ono do jednego z największych zalet arcydzieła Hitchcocka. Wewnętrzna walka bohatera w interpretacji wspomnianego powyżej Perkinsa została ukazana w sposób wybitny. Norman Bates to postać o wielu twarzach - aktor doskonale radzi sobie zarówno z ukazaniem jego skromnej i przyjaznej osobowości, wewnętrznego dramatu oraz kompletnego szaleństwa. Poza nim na ekranie błyszczy Janet Leigh, z którą widz się automatycznie utożsamia. Jest to postać silna, sympatyczna i pewna siebie, a zarazem ma problem - podjęła pochopną decyzję i stara się wszystko naprawić. Jednak reżyser płata nam okrutny żart i uśmierca ją jeszcze przed połową dzieła.

Dla mnie "Psychoza" to absolutny majstersztyk, który bije na głowę większość współczesnych filmów dzięki doskonałej reżyserii, klimatycznej akcji, stopniowemu napięciu i kultowej muzyce. Opus magnum Alfreda Hitchcocka.

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
    o