Recenzja filmu Człowiek ringu (2005)
Ron Howard

O niewiarygodnie dobrym człowieku

Takich historii kino zna wiele. "Człowiek ringu" pokazuje amerykański sen, który spełnia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i choć historia Jamesa Braddocka jest prawdziwa, to reżyser ...
Filmweb sp. z o.o.
Takich historii kino zna wiele. "Człowiek ringu" pokazuje amerykański sen, który spełnia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i choć historia Jamesa Braddocka jest prawdziwa, to reżyser Ron Howard wyposażył ją w taką ilość sentymentalno - baśniowych pierwiastków, że w wielu momentach obecny w filmie obfity ładunek dramatyzmu balansuje na granicy śmieszności.

Bohater tej hollywoodzkiej historii James J. Braddock był robotnikiem z New Jersey, bokserem - amatorem, który toczył walki walczył w latach 20. O jego prawym prostym chodziły legendy. Podczas jednej z walki doznał złamania prawej ręki, co stało się początkiem serii jego spektakularnych porażek.

W filmie Howarda oglądamy Amerykę w latach Wielkiego Kryzysu. Braddock, który utracił licencję boksera robi wszystko, by wrócić na ring. Wspiera go żona Mae Renée Zellweger, choć ze strachu o Jamesa nigdy nie przychodzi na jego walki. Stopniowo, dzięki uporowi i konsekwencji zła passa Braddocka odwraca się, a on sam zaczyna pokonywać kolejnych zawodników.

Przed starciem o mistrzostwo świata wagi półciężkiej, Braddock mówi, że walczy, żeby kupić mleko swoim głodnym dzieciom i zwraca zapomogę, którą kiedyś otrzymał od Państwa.
Faktycznie, mleko rozcieńczane wodą z kranu, dawkowane skrupulatnie plasterki salcesonu, strach przed oddaniem dzieci pod opiekę bogatym krewnym, codzienne wystawanie pod bramą fabryki, w nadziei na jakikolwiek zarobek, to podstawowe problemy które zaprzątają Jamesa i Mae. Jednakże mimo przerażającej nędzy, uczciwy, skromny i prawy Braddock nigdy nie skarży się na swój los. To dobry Amerykanin, sportowiec, ojciec i mąż. Ludzie kochają takich bohaterów. W filmie Howarda nawet modlą się w kościele za jego sukces.

Nad wszystkim unosi się amerykański duch zwycięstwa, a na ring wkracza ktoś tak niewiarygodnie wspaniały, że aż nieprawdziwy w swojej nieskazitelności.
Trzeba przyznać że przedstawione w filmie walki bokserskie fundują sporo emocji. Howard w przekonywujący sposób sportretował również tło historyczne opowieści. Co z tego, jeśli cały efekt psuje jednowymiarowa i płytka postać głównego bohatera.

Winą obarczać należy przede wszystkim scenarzystów, bo opowiedziana w filmie historia na milimetr nie odchodzi od schematu, a naszpikowanie filmu melodramatycznymi scenami - jak pożegnanie z dziećmi przed walką, wyznania czynione żonie i narodowi - jest nie do przyjęcia. Reszta postaci - Mae, narwany kolega z pracy walczący o godność człowieka, dzieci, które niewiele mówią - są jedynie tłem dla bohatera. Co prawda potrzebnym, ale raczej bezbarwnym. Niewątpliwie wyróżnia się tu Paul Giamatti w roli menadżera Braddocka. To kolejna jego świetna rola przeciętnego faceta o cechach nieudacznika.

Na ringu wszystko jest jasne, rządzą tu proste reguły. Wymierza się ciosy, po których pada przeciwnik. Niestety w filmie, dobro często fascynuje mniej niż zło, a gwiazdorskie miny i prężenie muskułów bywa naprawdę nudne, nawet dla wielbicieli Crowe'a.
Od strony technicznej filmowi nic zarzucić nie można, ale precyzyjnemu spektaklowi, jakim jest "Człowiek ringu" zdecydowanie brakuje oryginalności i finezji. Historii Braddocka wcale źle się nie ogląda, ale za jakie grzechy trzeba wysłuchać tych wszystkich łopatologicznych prawd...
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 31% uznało tę recenzję za pomocną (112 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)