Recenzja filmu Bogowie (2014)
Łukasz Palkowski

Serce rośnie

"Bogowie" to film nakręcony według gatunkowego podręcznika. Tu zawiązanie, akcji, tam zwrot, tu zgrabne scenariuszowe analogie, tam nośne one-linery. Żeby osiągnąć zamierzoną lekkość, potrzeba ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Bogowie (2014)
Zarówno w kadrze, jak i poza nim, "Bogowie" Łukasza Palkowskiego to opowieść o przezwyciężaniu pewnego impasu. W warstwie narracyjnej mamy tu historię tego, jak legendarny kardiochirurg Zbigniew Religa pokonywał przeszkody stojące mu na drodze do przeprowadzenia w Polsce operacji przeszczepu serca. Ale i sam film stanowi swego rodzaju argument koronny. Religa dowiódł, że można, że warto. Palkowski robi to samo – tyle że na własnym polu. Nagle okazuje się, że da się zrobić u nas bezpretensjonalne, lekkie kino gatunkowe, które trzyma w napięciu i "się ogląda"; które śmieszy, kiedy ma śmieszyć, i wzrusza, kiedy ma wzruszać. Serce rośnie. 


"Bogowie" to film nakręcony według gatunkowego podręcznika. Tu zawiązanie, akcji, tam zwrot, tu zgrabne scenariuszowe analogie, tam nośne one-linery. Żeby osiągnąć zamierzoną lekkość, potrzeba jednak – zaiste – chirurgicznej precyzji realizacyjnej. I Palkowski daje radę, pierwszorzędnie reanimując szablon oraz tłocząc w niego zapas świeżej krwi. Twórca nie wpada  też w rozmaite pułapki, jakie nastręcza twórcom formuła biografii. Tak, w centrum jest tu "z życia wzięty" bohater, ale reżyser i scenarzysta Krzysztof Rak słusznie nie brną w zbędną faktografię czy ilustracyjność. Scenek rodzajowych z dzieciństwa pod tytułem "oto, jak zostałem chirurgiem" nie uświadczymy. O Relidze opowiada się tu przez pryzmat problemu, scenariuszowego konfliktu. Facet dąży do jasno określonego celu, a my mu kibicujemy. I wystarczy.
 
To oczywiście specyficznie zachodni sposób konstruowania fabuły. Ale Religa doskonale nadaje się na takiego "amerykańskiego" protagonistę. Podobne podejście zresztą nie tylko współgra z wytycznymi scenariopisarstwa, ale i doskonale charakteryzuje samego bohatera (który notabene przekonał się do idei przeszczepów serca właśnie podczas wizyty za wielka wodą). Religa jest bowiem wzorcowym self-made manem, osobą, którą samą siłą woli, czystym uporem i konsekwencją zdaje się naginać rzeczywistość wokół siebie. Poznajemy go więc właśnie przez czyny, a nie słowa. Brawurowy w tej roli Tomasz Kot opiera swoją kreację głównie na języku ciała, konstruując postać z charakterystycznego chodu, przygarbienia, grymasu twarzy czy ogrywania rekwizytu nieodłącznego papierosa. 


Ta werbalna powściągliwość jest charakterystyczna dla całego filmu. Dialogi nie są tu narzędziem charakterystyki, a jedynie posuwają naprzód akcję. Palkowski - zamiast opowiadać nam o pasji i oddaniu chirurga - pokazuje nam go w działaniu - nie zapominając na dodatek o pierwszorzędnym humorze sytuacyjnym. Tak jest w scenie, gdy lekarz błyskawicznie reaguje na awaryjną sytuację i z biegu, w cywilnych ciuchach, jeszcze na ulicy rozpoczyna operację, tłumacząc się, że akurat tędy "przechodził". Znaczącym – i zabawnym - symbolem jego zaangażowania jest też pijana przez niego kawa. Przed podaniem napoju pielęgniarka w trzech czwartych zasypuje szklankę ciemnym proszkiem i dopiero wtedy zalewa całość wrzątkiem. Film Palkowskiego działa podobnie jak ów trunek: to gigantyczny zastrzyk energii.

"Bogowie" przynoszą też ciekawe spojrzenie na czasy PRL-u. Film, bogaty w warstwie ikonograficznej (wspomniana szklanka z kawą sypaną, Fiat 125 Religi), obrazowej (pokryte delikatną patyną zdjęcia Piotra Sobocińskiego) czy językowej (koloryt zwrotów w rodzaju "panie kolego"), wymiguje się od – wydawałoby się, obowiązkowego – politykowania. Zamiast charakterystycznej dla opowieści o tamtych czasach narracji "my kontra oni", Palkowski proponuje obojętną na podobne dylematy fabułę. Polityka jest tu tylko jedną z przeszkód na drodze do celu Religi. Kompletując sprzęt, dopinając budżet, operując, chirurg nie dzieli ludzi – jeśli trzeba wejdzie w układ z partyjnym dygnitarzem albo przyjmie podziękowania od gangstera, którego synowi uratował życie. W istocie medycyna jawi się tu wręcz jako piąta władza. W jednej ze scen lekarz przepędza prześladujących jego personel esbeków z czarnej wołgi argumentem, że "i was ktoś musi leczyć". Autorytet lekarza pozwala mu też wyrównać relacje z traktującym go z góry wysoko postawionym urzędnikiem – wystarczy mimochodem rzucić… niekorzystną diagnozę. "Boska" perspektywa Religi polega więc na tym, że stoi on prawdziwie ponad podziałami, porzucając uprzedzenia, politykę, religię – w trosce o dobro pacjenta. Inspirujący, charyzmatyczny bohater, niosący pozytywne przesłanie – chyba rzadkość w polskim kinie.
 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 97% uznało tę recenzję za pomocną (708 głosów).
Jakub Popielecki
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie
o