W sidłach poprawności politycznej

Nie chcę wyjść na rasistę (bo zdecydowanie nim nie jestem), ale powoli zaczynam odczuwać dyskomfort obsadzaniem czarnoskórych aktorów, tam gdzie absolutnie nie pasują. Leslie Odom Jr. jak dr Constantine..litości..Co będzie kolejne? Czarny Hamlet?

82
  • hej, przynajmniej Poirot wciąż jest facetem :D

  • Naprawdę sądzisz, że nie było jeszcze ciemnoskórego Hamleta na deskach teatru?

  • Dokładnie pomyślałam o tym samym.To się robi niesmacznie- śmieszne.Szkoda,że Leslie Odom Jr. nie zagrał Poirota :/

  • Śmieszy mnie to, jak widzę w obsadzie czarnoskornego aktora, którego postać w oryginale jest człowiekiem o białej skórze (chociaż w powieści nie było to zaznaczone no,ale może powieść była też napisana bądź przetłumaczona zgodnie z zasadą poprawności politycznej) i wiem już ze taki komentarz jak powyżej na pewno sie znajdzie. Sztukę dedukcji opanowałam do perfekcji.

    • Ja cierpliwie czekam na obsadzenie czarnoskórymi aktorami członków kkk. Póki co proponuję, by dla "wyrównania rachunku" w roli niewolników na plantacji bawełny obsadzić białych, a plantatorami obowiązkowo powinni być czarni. Rzecz jasna wśród nich kilka par homo z adoptowanymi dziećmi, jeden zoofil i dwóch sympatycznych transwestytów. NIe powinno też zabraknąć femme fatale, która byłaby wojującą feministką.

  • Dokładnie. Ameryka przez tyle lat miała niewolniczego trupa w szafie, że teraz już z poczucia winy filmowcy nawet w serialu o Królu Arturze obsadzają Murzynów.

    A adaptacja powieści A. Christi? Może się mylę, ale początek XX wieku, kolonialna Wielka Brytania...i czarnoskóry doktorek? Okrutne, ale to jest tak nierealne, że aż śmieszne.

  • Ale co ci to w ogóle przeszkadza? Jakie znaczenie ma kolor skóry aktora? Może go zagrać nawet papuaski albinos o korzeniach wietnamsko-arabskich bo znaczenie ma to, jakim jest aktorem i czy reżyser go widzi w tej roli a nie czy tobie się wydaje, że ta postać powinna być biała.

    • To co to wypisujesz autorze wątku to jest rasizm. I ten absurdalny komentarz, o tym jaki to będzie strasznie postępowy film za 20 lat. I niech będzie (oprócz tej zoofilii, bo jeśli ktoś nie widzi różnicy między dwojgiem dorosłych ludzi, którzy się kochają a krzywdzeniem zwierząt to nie jest to ktoś na kogo powinno tracić się czas). Zwłaszcza ten weganizm bohaterki to w ogóle dramat. To już nie będzie ta sama historia jak bohaterka będzie weganką a pociąg ekologiczny! No kurde bele dramat!!!!!! Weganizm odwróciłby tutaj podejrzenia o morderstwo o 180 stopni. Ależ jesteście ciemnymi hipokrytami.

      • Tak szczerze- czytałaś Morderstwo w Orient Expressie? Wiesz w jakich czasach się ono dzieje? Jeśli nie to przeczytaj i dopiero odnieś się do mojego komentarza.
        Jeśli dostrzegasz rasizm w tym, co piszę, to nie ja jestem hipokrytą, ale Ty..Zwracam po prostu uwagę na problem, który obecnie jest w Hollywood. Obsadza się w niemal każdym większym filmie czarnoskórego aktora, nawet jeśli tam nie pasuje, dlatego aby nie podnoszono właśnie głosów o rasizmie. Zobacz co się stało gdy w ubiegłym roku nie było nominacji dla czarnoskórych filmowców..w tym dostali najważniejszą statuetkę.
        Uważam właśnie, że kolor skóry nie powinien decydować o doborze aktorów do filmu, o tym powinien decydować talent i to czy dany aktor PASUJE do danej roli. Czy dorosły mężczyzna ma grać dziecko? Wyobrażasz sobie Alicję w Krainie Czarów jako 40letniego mężczyznę? Wyobrażasz sobie aktora o jasnej karnacji grającego niewolnika w XVIIIwiecznej Ameryce?
        No i nie wiem jak możesz uważać, że nie widzę różnicy między uczuciem dwojga dorosłych ludzi, a krzywdzeniem zwierząt..? Po żartobliwym wpisie atakującym pesudopoprawność polityczną? Jeśli nie wiesz ta poprawność polityczna doprowadziła do powstania partii zoofilów w Holandii. Co do weganizmu to wyśmiałem jego zbytnie promowanie w USA. Doszło do tego, że biblijna historia o Noe, w interpretacji Darrena Aronofsky'iego jest historią promującą niejedzenie mięsa..wyszło trochę śmiesznie..
        Także moja droga, trochę dystansu..

        • po co ta spina ... po co to skracanie dystansu ... "tak szczerze - czytałas? ... jeśli nie to przeczytaj" - straszne. warto? skąd ten pretensjonalny ton. po co ten afekt?. to tylko rozmowa na miłym portalu dla kinomanów - wymiana myśli, poglądów, może mieć kontrast ale nie musi być jak rozejm w Ługańsku. Może być przecież przyjemnością. ochłońmy. pozdrawiam.

          • Ej Ej;) Mam prawo odpowiedzieć gdy ktoś mnie wyzywa od rasistów, tylko dlatego bo przedstawiam swój pogląd na temat zbytniej poprawności politycznej w amerykańskim kinie.

          • To Mirrela zarzuciła koledze rasizm, więc się broni - słusznie, nie podoba mi się takie pochopne oskarżanie. Swoją drogą Leslie Odom Jr. ma zagrać nie dr Constantine'a (gdyby czarnoskóry aktor grał Greka i to jeszcze w filmie, którego akcja ma miejsce w latach 30, to byłoby rzeczywiście kompletnie absurdalne) a dr Arbuthnota (który w powieści był pułkownikiem wracającym z Indii) - to ciut zmienia postać rzeczy, chociaż nadal można mieć "ale". Ciekawe, jak będą się do niego odnosić w filmie inne postaci, bo jednak w tamtych czasach ludzie byli - z współczesnego punktu widzenia - strasznymi rasistami. Co innego, gdyby akcja miała miejsce w naszych czasach, ale takie uwspółcześnianie nie jest łatwe. Zobaczymy w kinie, ja planuję pójść ;)

        • Filmy rzadko są wierne oryginałowi, a zgodność z historią w produkcjach hollywoodzkich jest bliska zeru. Mieliśmy współczesną wersję "Romea i Julii", gdzie rody zastąpiono gangami, współczesne wersje "Kopciuszka" i wiele innych. Dobry film sam się obroni i kolor skóry aktorów nie ma tu nic do rzeczy, a jeśli już komuś tak zależy na zachowaniu oryginalnego koloru skóry (a może jeszcze oczu, włosów i ubrań, czy one są mniej istotne?) to charakteryzacja potrafi zdziałać cuda.

        • Akurat w Europie czarni mogli nawet studiować i mieć wysoką pozycję, są nawet obrazy czarnoskórych arystokratów, myślisz, że kilkaset lat temu malowali portret byle biedakowi? Na takie obrazy stać było tylko bogatych. To w USA była segregacja i rasizm, który przetrwał tam do dziś.

          • Mylisz się. W USA też byli czarnoskórzy lekarze, a rasizm był o wiele mniejszy na początku XX wieku niż w latach 50tych i 60tych XX wieku. Rzeczywiście jednak np w takiej Francji skala rasizmu była o wiele mniejsza w stosunku do reszty świata, jednak nadal wysoka, przyrównując to do dzisiejszych czasów. Czarnoskóry lekarz jednak z jakiego kraju by nie pochodził nie cieszył się on nawet 1% takiego szacunku jakim cieszył się biały lekarz. Dlatego nie wyobrażam sobie jak to zostanie przedstawione w filmie.

        • Po pierwsze to Mirella pierwsza nazwała autora wątku hipokrytą i rasistą więc jeśli komuś powinno się zwracać uwagę o "spinę" to chyba jej. Po drugie w ogóle się nie zgadzam z tym zdaniem "Może go zagrać nawet papuaski albinos o korzeniach wietnamsko-arabskich bo znaczenie ma to, jakim jest aktorem ". Tylko i wyłącznie umiejętności aktorskie (bez patrzenia na kolor, skóry wiek, nawet płeć) liczy się w teatrze, bo w teatrze nie wszystko jest dosłowne i wiele rzeczy trzeba sobie wyobrazić, fragment dekoracji, dorośli aktorzy grający nastolatków, nawet kobiety grające Hamleta. Natomiast w filmie jest zupełnie inaczej tutaj 30-letnia kobieta nie zagra nastolatki, kobieta nie zagra mężczyzny. I zgadzam się z autorem, że poprawność polityczna w filmach stała się bardzo irytująca. Z kolei nie wyobrażam sobie, żeby w roli Martina Luthera Kinga obsadzić białego aktora....wtedy bardzo dużo osób by się burzyło.

    • Doprawdy? To może jeszcze z Otella zrobicie białasa?
      Pierwsza rzecz jest taka: Po co ekranizować tak durną książkę?

    • Równie dobrze możesz napisać: "Co ci przeszkadza czarnoskóry aktor grający cesarza Japonii?". W ogóle mi to nie przeszkadza, poza tym, że ma to tyle wspólnego z realizmem co nic. Przypominam, że wściekłymi (bo inaczej tego nazwać nie można) obrońcami politycznej poprawności są biali w stosunku do innych białych. Jakoś nie słyszałem, żeby ci sami biali oburzali się o rasizm czarnych w stosunku do białych. Ale nawet nie będę się na ten temat rozwodził, bo polityczna poprawność to stan umysłu, z którym nie da się racjonalnie dyskutować.

  • Zasada jest prosta: obsadza się kogoś z mniejszości jako postać drugoplanową (bez względu na to, czy to pasuje do scenariusza/czasów/realiów), by było poprawnie politycznie, a w pierwszoplanowej muszą być gwiazdy, by film się sprzedał. W rezultacie mamy w filmach z jednej strony takie głupoty jak czarnoskóry szpieg w nazistowskich Niemczech, a z drugiej strony białych Indian.

    • Kiedyś europejskie studia robiły swoje wersje filmu i obsadzały własnymi aktorami, a azjatyckie swoją wersję ze swoimi. Dzisiaj po prostu jest to przemieszane, bo Hollywood chce gwiazd, a przy okazji poszukuje się nowych talentów. Kto się spodoba, tego biorą. Jezus też jest biały w europejskich i amerykańskich filmach biblijnych, a biorąc pod uwagę gdzie żył jest mało prawdopodobne by był biały. I to nie oburza. I dobrze, bo nie powinno. Tak samo nie powinna oburzać sytuacja odwrotna. Filmy nie mają za zadanie wiernego odwzorowania rzeczywistości czy to fikcyjnej czy historycznej, ale dobrać dobrych ludzi do różnych ról i stanowisk by stworzyć udany obraz. Tyle.

      • Nie zawsze jest o co kruszyć kopie, zwłaszcza w filmach czysto rozrywkowych (w przypadku filmu, od którego zaczęła się dyskusja, nie chodzi chyba o oburzenie, a raczej o westchnienie i uniesioną brew), ale czasem po prostu taki zgrzyt burzy filmową iluzję i wykopuje nas z hukiem z zaczarowanego świata, w który nas wciągnięto i w którym chcieliśmy pozostać do końca seansu (trochę tak, jak gdy widzimy zegarek na ręce aktora grającego średniowiecznego króla - i to bez względu na to, czy będzie to król historyczny, czy legendarny).

      • Wszystko prawda, tylko że "biały" Jezus istnieje niejako od wieków w naszej kulturze, więc tutaj niezgodność ze stanem faktycznym ma swoje "tradycjonalistyczne" uzasadnienie. Czym innym zaś jest obsadzanie na siłę aktorów czarnoskórych w rolach białych. Inna sprawa, że np. w filmie "Wzgórze nadziei" z kolei obsadzono w roli czarnoskórej postaci białego aktora. Także to działa w obie strony.

  • To akurat nie nic wspólnego z poprawnością polityczną. To jeden ze znaków rozpoznawczych reżysera-Branagha zakochanego w Szekspirze. Jak kiedyś mężczyźni grali kobiety w teatrze, tak u Branagha pojawiają się zawsze elementy niepasujące do epoki, a także czarnoskórzy "poza miejscem". Tak było w "Wiele Hałasu o Nic" (Denzel Washington grający Don Pedro), tak było w Thorze (Idris Elba grający Heimdalla - Skandynawskiego boga). Ba nawet w jego ekranizacji Hamleta byli czarnoskórzy na Duńskim dworze. Po prostu to taki element stylu reżyserskiego Anglika.

  • Biały Otello. Z kompleksami, że skoro Biały to gorszy.

  • "Nie chcę wyjść na rasistę, ale nim jestem" masz, poprawiłem twoją wypowiedź.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: