nie wiem, czy to ze mną problem

ale moim zdaniem film ma trochę zawyżoną ocenę.

byłem na przedpremierowym pokazie w cinema city i szczerze mówiąc, wyszedłem z uczuciami mieszanymi.

film rozpoczął się genialnie, pierwsze 15 minut spowodowało, że opadła mi szczęka z zaciekawieniem czekałem na kolejne sceny tego tytułu.

problem w tym, że każda kolejna scena sprawiała mi jakiś problem, zwłaszcza w momencie, gdy główna bohaterka okazuje się nią nie być i zastępuje ją inna postać, która po prostu szuka zemsty, której koniec końców dokonuje w dość banalny sposób.

ogólnie rzecz biorąc, soundtrack i ujęcia to zdecydowane atuty tego dzieła, fabuła także nie należy do słabych, czy nawet średnich.
problem może tkwi w jej przekazaniu (niesamowita liniowość, brak wątków pobocznych) bądź w tym, że czegoś. tu nie zrozumiałem.

gdyby ktoś był w stanie wytłumaczyć mi, o co chodzi z tym zachwytem, byłbym wdzięczny. :)

116
  • Całkowicie się zgadzam, spodziewałam się świetnego filmu który wgniecie mnie w fotel, tak jak na Tobie pierwsze 15 minut zrobiło na mnie wrażenie, soundtrack też nadaje fajny klimat, ale im dalej tym nie wiem ... gorzej(?) Nie tego oczekiwałam, myślałam, że film będzie bardziej wciągający, zaskakujący a wydaje mi się, że poszli trochę na łatwiznę, szczególnie pod koniec. Jak dla mnie cała fabuła, pomysł poszły trochę na marne, zabrakło lepszego przekazu.

  • Villeneuve jest naprawdę świetnym reżyserem, niestety kroku nie dotrzymują mu scenarzyści, z którymi współpracuje. "Sicario" od strony technicznej jest filmem znakomitym. Sekwencja otwierająca, scena z eskortą więźnia czy szturmu w tunelu - czapki z głów. Problem w tym, że fabularnie film faktycznie skręca w stronę banału. Podobnie było zresztą z "Prisoners" - tam również sztampowy finał kładł się cieniem na świetnej robocie Kanadyjczyka i Rogera Deakinsa.

  • użytkownik usunięty

    Nudne jest to puszenie się niektórych nad jakimiś "otchłaniami" i "bestiami". To dobry thriller i tyle. Niektórzy za bardzo popuścili w scenie wchodzenia do tunelu.

  • Mam identyczne odczucia, niestety za duże oczekiwania zrobiły swoje.

  • Dokładnie. Początek świetny, później też całkiem nieźle... aż tu nagle film się kończy i nasuwa się pytanie - to już koniec? serio? Nie mówię że film jest zły, ale czegoś tutaj zabrakło.

  • Potwierdzam przedmówców, pierwsza godzina - czekasz na rozwój wypadków, druga godzina - wychodzisz bo już koniec seansu i cieszysz się że zaraz będziesz w domu !!! No sorki ale mnie też czegoś w tym filmie brakowało - niestety nie spełnił moich oczekiwań. Uważam że z czystym sumieniem można sobie odpuścić.

  • No ok,moze mi rowniez czegos brakowalo,na goraco...ale film widzialem wczoraj,a dzisiaj kilkukrotnie wracalem do niego myslami,juz "na chlodno",zaczalem rozkminiac poszczegolne sceny,jednak ta wielowatkowosc,pewien rodzaj zwiazku pomiedzy agentka a Benicio,pare dialogow,pomijam zdjefia,muze itp,czego nie negujecie. W kazdym razie film nie dal dal mi sie latwo zapomniec,watek meksykanskiego policjanta,ktory zyje w jakiejs norze,dziecka,ktore chce z nim grac w pilke i ogolnie wlasnie takie dajace do myslenia kwestie, w kazdym raze nie odpuscil mnie,i za to finalnie dalem 9 ke,polecam,moze nie dla wszystkich,ale na oewno warto obejrzec i wyrobic sobie wlasna opinie,pozdrawiam wszystkich i przepraszam za brak polskich znakow i ewentualne bledy,nie czytam nigdy i nie poprawiam napisanego postu...

    • ja 3 razy zmieniałem notę z 7 na 9 i po 3 seansie na 10.Film ten to dzieło kompletne ale trzeba trzeba rozpatrzeć go na wielu płaszczyznowo,tam wszystko trzyma się kupy i to jest własnie dla mnie największy atut filmu,on po prostu wpuszcza w maliny co mnie uważni widzowie po 1 razie widzą tylko to co chcą i jak chcą tak samo miałem ale tak jaki pisałeś ten film nie daje spokoju trzeba oglądać parę razy i w procesie analizy dochodzimy do wniosku ze jest w tym filmie wszystko i dlatego tak bardzo cenie sobie ten film za to własnie ze obnażył moją ignorancję.

      • zgadzam się. Dziś oglądałem go drugi raz i o wiele bardziej do mnie "przemówił" na wielu poziomach. Osobiście najbardziej w tym filmie cenię wątek antyfeministyczny... nareszcie reżyser pokazuje, że kobieta może do pewnego momentu udawać faceta. W pewnym momencie to już jest za wiele... i podsumowuje to Del Toro w ostatniej scenie mówiąc do niej że tutaj nie przetrwasz. Nie jesteś wilkiem.... jednym słowem. Wróć do kuchni i zrób kanapkę. Mam już dość strzelających super kobiet. Menedżerek, premierek w męskich garniturkach z przylizanymi włoskami obciętymi na chłopczyce. Zapomniały o tym że są kobietami a nie wojownikami co doprowadziło do wypaczenia pewnych rzeczy i coraz większego braku szacunku dla mężczyzn.

        • Zaskakuje mnie, jak można dokonać takiej interpretacji. Jeśli już szukać tutaj wątku feministycznego, to jest on pro. Bohaterka została tutaj ukazana jako tak samo dobra agentka/wojowniczka jak inni i właśnie dlatego też została wybrana do tej akcji. Tym, czym się różniła ona, jak również jej partner prawnik, to uznawanie innego systemu wartości, który Del Toro nazwałby pewnie miękkością i naiwnością. I to też wcale nie jest w filmie przedstawione jako jakaś typowa kobieca cecha, ale inna wrażliwość moralna.

          • .... nie jesteś wilkiem, nie przetrwasz tu... oznacza, że w zmieniających się warunkach zaczynają obowiązywać inne zasady. Kartele narkotykowe nie zachowują się jak średniowieczni rycerze. Ich kodeks moralny rządzi się innymi prawami... stąd te poobcinane kończyny itp... co też komentują agenci. Jej partner szybciej się adoptuje niż ona. Jest to pokazane w scenie z przesłuchiwaniem ludzi z autokarów, gdzie prosi o wyjaśnienie a następnie mówi że mu to wystarcza. Podobnie jest w scenie strzelaniny w podziemiach. Sam zaczyna strzelać i nawet przewodzić... mówiąc do niej.. za mną, po tym jak ona traci broń - co również jest symbolicznie wymowne (w filmach na tym poziomie rzadko jakakolwiek scena jest "przypadkowa" - zwykle jest ona po coś). System wartości nie ma znaczenia. Narkotykowy boss jest odpowiedzialny za mordowanie rodzin każdego dnia. Jego nie da się aresztować. Kobieta w pewnym momencie staje się za słaba. Została wybrana ponieważ szefowie FBI i CIA uznali, że muszą dać kogoś z odpowiednią motywacją do tego zadania. Motywacja jest w emocjach - trupy w domu jak i 2 zabitych policjantów, jej strzelanina itp miała okazać się wystarczająca. Szef FBI tłumaczył jej również o co w tym chodzi na drugim spotkaniu gdzie powiedział że ma poszerzone kompetencje i to co robią jest ok. Do tego filmu za bohatera wybrano kobietę ponieważ facet instynktownie wie co jest właściwe. Mężczyźni mają ustalone kodeksy postępowań, nawet bandyci. W przypadku kobiet są one uzależnione od okoliczności ponieważ tożsamość mężczyzny i kobiety budowana jest inaczej... jest to wynik odmiennych strategii przetrwania opartych na innych przesłankach. Tak czy inaczej agentka nie słucha, nie uczy się... mało przez to nie ginie (idzie do banku), rzuca się nie akceptując przywództwa, o mało co nie kompromitując całej akcji, celując w Del Toro. Zachowuje się jakby nie rozumiała złożoności ale i prostoty systemu w jakim funkcjonuje, ale to dlatego że to nie jej świat. Kobieta została wybrana nieprzypadkowo do tego filmu.

        • Nie ma to jak zbudować całą argumentację na błędnym założeniu, a nawet dać filmowi maksymalną notę w wyniku projekcji swoich szowinistycznych przekonań, którym rzekomo miałby czynić zadość. Ten film w żadnej scenie nie buduje opozycji (fizycznej, mentalnej, umysłowej czy jakiejkolwiek innej) na płaszczyźnie płciowości bohaterów. Postawa protagonistki wynika z jej idealizmu, potrzeby trzymania się procedur (czyli racjonalnych, uporządkowanych przesłanek), które legitymizują działania służb i przynajmniej oficjalnie zarysowują linię merkantylną między "dobrymi" i "złymi" w tej rozgrywce, nie emocji. Ona jest zresztą zimna jak kamień, na widok zwłok w kartongipsie rzygają tam wszyscy, także mężczyźni, bronią posługuje się równie dobrze co jej koledzy - w scenie w tunelu po prostu zostaje trafiona, zresztą po raz pierwszy od początku historii (wzięli ją do tej roboty nie z powodu motywacji emocjonalnej, ale - co wyraźnie mówią, a co być może przeoczyłeś - z uwagi na wysokie umiejętności operacyjne, minimalną, jeśli nie zerową liczbę strat poniesionych w akcjach oraz, cytuję dokładnie, to, że "wrzucili ją w sam środek ognia i nawet nie pisnęła"). Równie dobrze w tej roli można by obsadzić faceta, którego brutalna rzeczywistość konfrontuje z idealistycznym podejściem. I takich historii w kinie też jest na pęczki.

          "Mężczyźni mają ustalone kodeksy postępowań, nawet bandyci. W przypadku kobiet są one uzależnione od okoliczności ponieważ tożsamość mężczyzny i kobiety budowana jest inaczej..." - Masz coś na potwierdzenie tej teorii? Jakieś badania naukowe? Większej bzdury już dawno nikt tu nie napisał.

          • Równie dobrze mógłbym pójść podobną drogą i napisać, że budujesz swoją argumentację na błędnym przekonaniu i ocenie moich przekonań – nazywając je szowinistycznymi – które to słowo daje Ci mandat do dewaluacji mojej oceny i „wykazania błędów” w mojej argumentacji. Podobnie można cokolwiek nazwać np. teorią spiskową i zdewaluować jakikolwiek fakt bez analizy jego zasadności. To taka sofistyczna sztuczka. Jeżeli o czymś piszesz, możesz odnieść się do czyjeś wypowiedzi ale być może lepiej zrobić to z poziomu pierwszej osoby, bez oceny rozmówcy, a przytaczając jedynie swoje zrozumienie. Moja „szowinistyczna” interpretacja jest czymś dosyć indywidualnym i dotyczy interpretacji dzieła sztuki, w którym odnajduję moje zrozumienie świata, a które może być zupełnie różne od Twojego.

            Mój system przekonań w obszarze budowania własnej tożsamości opiera się również o badania lub ich interpretację – a konkretnie podstawy narzędzia do określania typów osobowości kobiet, na podstawie spolaryzowanych mechanizmów podejmowania decyzji – na wzór słynnego MBTI. Do tego dochodzi system poziomów budowania świadomości (interpretacja dynamiki spiralnej o czym pisze Ken Wilber na postawie Covan, Graves)– z którego czerpię zrozumienie jak powinna ewoluować świadomość kobiety – od słabej podległej przez silną – udającą męską (w tym obszarze jest bohaterka) - do pełnej kobiecej, godzącej się na to że jest kobietą i ma inną rolę niż mężczyzna oraz ogólne zrozumienie procesów zachodzących w społeczeństwie, które najlepiej obrazuje lekka interpretacja doświadczenia Calhouna. Zdaje sobie również sprawę z tego, że Amerykanie swoje filmy na tym poziomie przygotowuję niezwykle pieczołowicie, o wiele głębiej niż może się wydawać. Zakładam również, że reżyser nie miał absolutnie takiego przesłania i ja się zwyczajnie mylę, lub interpretuję tą historię w sposób dla mnie tylko właściwy.

  • dla mnie atutem jest jego specyfika ....zdjęcia,muzyka ....to nie banalna strzelanka ...to kino które trzeba poczuć ...albo się ktoś nim znudzi albo się spodoba (jak mi )

  • To jest problem z co najmniej dwoma :) Dokładnie mam takie same odczucia. Najbardziej w pamięci mi zostanie muzyka - ten motyw kiedy działa się jakaś akcja siedzi mi w głowie i nucę sobie ją non stop. Ale fabularnie faktycznie ... trochę słabizna. Ja w pewnym momencie się zastanawiałem o co tu chodzi. Kogoś szukają, przechodzi gość tunelem i ... nie chcę spojlerować. Fajna obsada, aktorsko film mi się również bardzo podobał ( Del Toro był najlepszy, tuż za nim Brolin i ten jego uśmieszek :) ) ale całościowo coś tu nie bangla. Chyba spodziewałem się naprawdę nie wiem czego i się niestety trochę zawiodłem : /

  • Tak za bardzo nie rozumiem dlaczego uważałeś że Emily jest główną postacią? Tytuł filmu sugeruje co innego i ja spodziewałem się kto będzie głównym bohaterem.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: