Fakty vs fikcja

Fakt: Grzegorz Galasiński po przeszczepie twarzy mieszka w wiosce Niemil. Cała wioska mu pomaga, sołtys, proboszcz. Fikcja: Szumowska robi film o tym, że mała polska wioska wyżywa się na mężczyźnie po przeszczepie twarzy. Efekt: Srebrne Lwy w Berlinie.

266
  • Fakt: ten film nie jest oparty na faktach, jedynie do nich (do sprawy przeszczepu twarzy) luźno nawiązuje, podobnie jak np. "Room" luźno nawiązuje do sprawy Josefa Fritzla. Fakt no. 2: w Berlinie nie przyznaje się Srebrnych Lwów.

    • Ale dość irytujące jest to jak polscy reżyserzy wykorzystują takie historie. Podobnie było z "Pokłosiem" gdzie postać grana przez Stuhra w realu jest powszechna szanowana i lubiana w swojej miejscowości. Czemu to ma służyć?

      • To nie jest "postać grana przez Stuhra w realu"... Postać grana przez Stuhra została owym człowiekiem luźno zainspirowana, to wszystko. Nikt nie sugeruje przecież, że "Twarz" i "Pokłosie" opowiadają prawdziwe historie.

        • Sami autorzy to sugerują. Film Twarz w oficjalnym spocie jest reklamowany jako: "inspirowany prawdziwą historią", co nie oszukujmy się, większość ludzi odczytuje jako po prostu film na faktach,

          • Jak pisałem: w takim samym stopniu "oparty na faktach" jest choćby oscarowy "Room". "Inspirowany prawdziwą historią" znaczy "inspirowany prawdziwą historią"... I tyle. Jak inaczej byś to ujął by mieć pewność, że nie zostanie to opacznie zrozumiane?

            • "Prawdziwa historia opowiedziana na odwrót. Poznaj świat niesamowitej wyobraźni Małgorzaty Szumowskiej"

              • Zgrabny marketingowy tekst :) Źródło?

              • Wpisałem ten tekst w Google (ktoś mi pokazał jak to się robi), ale nic nie znalazło :(

                • Bo sam to wymyśliłem godzinę temu po Twoim "Jak inaczej byś to ujął by mieć pewność, że nie zostanie to opacznie zrozumiane?"

                  Otóż można to bez problemu inaczej ująć tak, by nie mogło to zostać opacznie rozumiane.

                  Jeśli faktycznie ten film jest rozpowszechniany jako "inspirowany prawdziwą historią" to jest to ordynarne oszustwo.

                  Równie dobrze można zrobić film, w którym Żydzi zamykają Polaków do obozów, a tych, co uciekli, wyłapują niemieccy szmalcownicy - i reklamować go jako inspirowany prawdziwą historią Holocaustu. W końcu wszystko się mniej więcej zgadza: są Żydzi, Polacy i Niemcy, są obozy i szmalcownicy. W zasadzie nie ma się czego czepiać.

                • A, sorry... Nie zczaiłem tego, my bad.

                  "Jeśli faktycznie ten film jest rozpowszechniany jako "inspirowany prawdziwą historią" to jest to ordynarne oszustwo." - Nie... Niby czemu? Właściwie gdzie kończy się "inspiracja", a zaczyna "oszustwo"? Jak dla mnie to ta "Prawdziwa historia opowiedziana na odwrót" prędzej już mogłaby być tak źle zrozumiana.

                  Ten ostatni akapit to jest właśnie "prawdziwa historia opowiedziana na odwrót"...

                  Może taki przykład: jeśli zaraz przeczytam artykuł o Katarzynie Waśniewskiej (znanej jako "matka małej Madzi") i zainspiruje mnie on do napisania scenariusza o młodej matce, która morduje własne dziecko, następnie ucieka przed policją, ukrywa się, ale w końcu dopadają ją wyrzuty sumienia i popełnia samobójstwo... To to będzie po prostu historia mojego autorstwa, zainspirowana historią prawdziwą, czy już ordynarne oszustwo?

                • Chyba powinieneś już iść spać, bo troszkę bredzisz. Ja NIE oskarżam Szumowskiej, że ukradła historię (a o tym jest Twój przykład z historią mamy Madzi).

                  W tym przykładzie wszystko jest w porządku. Mama Madzi dalej jest morderczynią, tylko ostatecznie finał jest trochę inny, bo bohaterka uznaje swoją winę. Spokojnie można twierdzić, że to inspiracja.

                  Natomiast oszustwo, o którym pisałem, polega na tym, że nie jest to tylko inspiracja, ale wymyślenie historii o dokładnie odwrotnej wymowie. To tak jakbyś wymyślił historię o młodej matce, której ksiądz-zboczeniec porwał dziecko, a ona niesłusznie oskarżana szuka go i na końcu z rozpaczy popełnia samobójstwo, a potem twierdził, że inspiracją była historia mamy Madzi. Znowu niby wszystkie elementy są: jest matka, dziecko, historia o porwaniu, śmierć - ale wymowa całkowicie inna.

                • Oj, nie, przepraszam, ale to ty bredzisz. Inspirację filmu stanowi tylko owa operacja twarzy. To wszystko, co zostało wzięte z życia. Reszta jest już fikcją... Termin "inspiracja" jest już zupełnie na miejscu. Tak jak np. we wspomnianym przez mnie na początku "Room".

                  "W tym przykładzie wszystko jest w porządku. Mama Madzi dalej jest morderczynią, tylko ostatecznie finał jest trochę inny, bo bohaterka uznaje swoją winę. Spokojnie można twierdzić, że to inspiracja" - oj, na pewno? Przecież właśnie wymowa jest ostatecznie inna, bo bohaterka niejako "nawraca się", poprzez uznanie swojej winy. Koniec końców okazuje się człowiekiem, a nie zimnym potworem, jak "oryginał". Nie jest to inna wymowa wedle twoich kryteriów?

                  Ostatni akapit: to by musiałaby być baaaardzo luźna inspiracja :)

                  Chyba nie zgadzamy się do tego co to właściwie jest "inspiracja"...

                • "Inspirację filmu stanowi tylko owa operacja twarzy. "

                  To teraz pokaż, gdzie to jest wyraźnie powiedziane w materiałach reklamowych. Jeśli jest, zwracam honor i uznaję, że się grubo pomyliłem oraz odszczekuję słowa o oszustwie.

                  A tak nawiasem, co to w ogóle za inspiracja "tylko owa operacja twarzy". Przecież sama operacja nie napędza w żaden sposób akcji, nic z niej jeszcze nie wynika, więc czym tu się w ogóle inspirować? Czy jak ktoś sobie wymyśli, że bohater na początku przechodzi operację przeszczepu serca, to zaraz znaczy, że się na przykład inspirował jakimiś realnymi operacjami Religi?

                • W zwiastunie jest napisane "Film inspirowany prawdziwą historią pierwszej ratującej życie udanej operacji przeszczepu twarzy". Tyle jest napisane... Cała reszta tego co tu się wypisuje na ten temat, to już czyjaś (nad)interpretacja tego tekstu...

                  Ostatni akapit: sama operacja nie napędza akcji? Oj, nie zgadzam się... Sam fakt niezwykłości takiej operacji jest jakimś napędem. Jakim konkretnie przekonamy się po obejrzeniu filmu.

                  "Czy jak ktoś sobie wymyśli, że bohater na początku przechodzi operację przeszczepu serca, to zaraz znaczy, że się na przykład inspirował jakimiś realnymi operacjami Religi" - a czemu nie? Możliwe...

                • Dalej uważam, że takie powoływanie się na źródło inspiracji to krętactwo.

                  Gdyby to był film dziejący się w środowisku lekarzy, którzy w związku z takim przeszczepem przeżywają jakieś dylematy, muszą walczyć z bardziej konserwatywnymi kolegami itp., czyli coś jak "Bogowie", to byłoby to OK.

                  Ale tutaj "historia" jest historią pacjenta, która to historia została wymyślona całkowicie od nowa. Można więc najwyżej mówić o inspiracji negatywnej.

                  "Byłem na pochodzie narodowców, widziałem jak przywalili paru Murzynom i zainspirowało mnie to do zrobienia filmu, na którym Murzyni rozpędzają i katują narodowców".

                  Tak to "inspiracja".

                • Cóż, "inspiracja" to szerokie słowo... I, czasami przynajmniej, nieoczywiste.

                  Może takie pytanko na koniec: czy uważasz, że zasadne jest mówienie, iż "Wesele" Wyspiańskiego zostało zainspirowane prawdziwym weselem, na którym autor był gościem? Bo tam przecież też historia, dialogi itd. są wymyślone całkowicie od nowa, zgadza się w zasadzie tylko miejsce akcji i pochodzenie młodych (on inteligent, ona chłopka)...

                • Jak to tylko miejsce akcji i pochodzenie? Nie uczyli Cię w szkole, że tam właściwie każda postać ma swój dokładny pierwowzór i ludzie to bez trudu w teatrze rozpoznawali? I najważniejsze: każda z tych postaci ma generalnie takie poglądy i taki stosunek do świata oraz innych postaci, jakie miała w rzeczywistości.

                  Gdyby to była "inspiracja" w stylu Szumowskiej, to Pan Młody (Rydel) patrzyłby z obrzydzeniem na swoją żonę, gardził chłopami i tłumaczył im, że mają jak najszybciej odziać się w garnitury. Poeta (Tetmajer) byłby agitatorem socjalistycznym, a karczmarz z Bronowic zwolennikiem Narodowej Demokracji.

                  I oczywiście nazywałoby się, że to jest "prawda o Polsce".

                • Eee, nie każda i często była to inspiracja bardzo luźna, o ile pamiętam... Nie mówiąc już o tym, że wybuchły na ten temat pewne kontrowersje, jak tutaj :)

                  A "prawdę o Polsce" to każdy generalnie ma swoją... Ta wypływająca z "Wesela" też jest cokolwiek niewesoła, prawda?

                • Z głównych postaci każda. Inspiracja nie była luźna. Nikt nie zgłaszał, że włożono mu w usta poglądy odwrotne do jego własnych.

                  Poza tym Wyspiański wstydziłby się robić sobie tanią reklamę, więc nigdzie nie pisał, że to zainspirowane weselem jego kumpla Rydla.

                • Chyba jednak ktoś zgłaszał... Hirsz Singer, czyli Żyd konkretnie.

                  Zgoda jednak, zły przykład dałem.

                • Żyd się nie liczy :-)

                  Jakby Szumowska tak nazmyślała o Żydach, byłaby naszą ukochaną reżyserką narodową.

                • :)

                  Korci mnie trochę by powiedzieć "waszą, nie naszą"... Ale nie powiem :)

                • Podłożyłbyś się. Żeby upokarzać nacjonalistów trzeba jednak podkreślać więź narodową, a nawet ją wzmacniać (taki paradoks). Na przykład ubolewając, że w Jedwabnem mordowali nasi, etniczni Polacy. Nie możesz powiedzieć "wasi", bo to właśnie (kolejny paradoks) narodowcy stosują taktyki eliminacyjne ("to nie byli prawdziwi Polacy").

                • Ach :) Rada warta rozważenia, dziękuję. Jak spotkam kiedyś takiego nacjonalistę, dla którego faktycznie ważna jest więź narodowa, a nie jedynie "Śmierć wrogom Ojczyzny!" i "Znajdzie się kij na lewacki ryj!", to ją zastosuję :)

                  PS Jesteś takim nacjonalistą?

                • Jak chcesz, mogę być.

                  Przed wojną każdy dziedzic miał swojego Żyda, którego nawet lubił i się z nim dogadywał, więc może teraz jest pora, żeby każdy czytelnik GW miał swojego narodowca. :-)

                  Będziesz wtedy mógł mówić: "ci narodowcy to tak ogólnie dzicz i tępota, ale znam takiego jednego, poczciwości chłop i nawet niegłupi".

                • OK :) Podpisujemy jakiś papier, czy załatwiamy to na gębę?

                • Ale ostrzegam, że na PiS i tak zagłosuję. Nie głosowałem na nich w 2015, ale teraz to rzecz pewna.

                • Trudno... Z drugiej strony chyba jednak PiS lepszy niż gdybyś miał głosować na jakiegoś Brauna, Kowalskiego czy podobnego megaoszołoma.

                • Kowalski jest już dawno passe. Braun też.

                  Przez to czytanie GW oderwałeś się od zdrowego nurtu życia narodu :-)

                  A na PiS zagłosuję choćby z poczucia wdzięczności, bo miło mnie zaskoczyli i ostatnie dwa lata zaliczam do najbardziej udanych. Choć nie mam z nimi nic wspólnego. Nawet żadnego wujka w PiSie itp.

                • Spokojnie, Braun, jak sądzę, jeszcze o sobie przypomni przed następnymi wyborami... Ale tak, przyznaję, że trochę słabo się orientuję kto teraz na prawilnym firmamencie jest gwiazdą oprócz PiSu. Może dlatego, że z "prawej" strony czytuję tylko portale Frondy i TV Republiki, a one są w 200% za PiSem :)

                • Skoro prawdę o Polsce każdy generalnie ma swoją, to na jakiej podstawie napisałeś, że TVP kłamie? Powinieneś najwyżej napisać, że mają swoją prawdę, która różni się od Twojej prawdy.

                • :)

                  Bo, przykład pierwszy z brzegu, pokazując komputerową rekonstrukcję wypadku premier Szydło, pokazali linię przerywaną na jezdni, podczas gdy w rzeczywistości (co widać na zdjęciach z wypadku) jest tam podwójna ciągła, co, jak nietrudno się domyślić, zmienia nieco okoliczności... O to mi chodzi, o nieprawdę dotyczącą tzw. faktów, nie o ogólną, subiektywną "prawdę o Polsce". Przykładów jest oczywiście więcej...

                • A to jakaś "rzeczywistość" się w ogóle liczy?

                  Przecież oni podwójną ciągłą potraktowali jako inspirację i wyszło im to, co wyszło. Tak jak Szumowskiej. Ona może, to oni też.

                  Dlaczego tak Cię drażni, że ludzie w TVP mają artystyczne dusze?

                  Dla mnie to kolejny powód, by głosować na PiS.

                • Hmm... No to jakby np. pozmieniali nazwiska, to byłoby ok :) Tak jak zrobiła Szumowska, by nikt o zdrowych zmysłach nie pomyślał, że głównym bohaterem jej filmu jest prawdziwy pan Galasiński. No ale że zdrowych zmysłów mamy deficyt w narodzie, to...

                • Czyli nie masz im za złe swobody inspiracji, tylko to, że nie przekręcają nazwisk?

                  Myślę, że i tego się doczekasz i będzie Ci głupio :-)

                • Cóż, każdy ma swoje kryteria... Ty masz za złe zmienianie "wymowy historii", ja zmienianie nazwisk :) A że wymowa i tu była zmieniona, to i ty powinieneś być zły...

                • Powinienem, ale prawie mnie przekonałeś, że to takie nowoczesne podejście z tą inspiracją, więc teraz nie wiem, co o tym myśleć.

                  Czy to Szumowska łże jak TVP, czy też TVP podchodzi do rzeczywistości z takim artystycznym rozmachem jak Szumowska.

                  Bo że obie strony chcą dać po ryju, to chyba pewne.

                • Nie nowoczesne, tylko, jak pisałem, inspiracja to szerokie pojęcie i inspiracja inspiracji nierówna...

                  Wg Słownika PWN "inspiracja" to "1. «natchnienie, zapał twórczy» 2. «wpływ wywierany na kogoś, sugestia», zaś "inspirować się" to 1. «czerpać skądś natchnienie» 2. «inspirować jeden drugiego»

                  https://sjp.pwn.pl/szukaj/inspirowa%C4%87.html

                  I tyle...

                • To w takim razie"inspiracja prawdziwą historią" różni się czymś od "inspiracji wczorajszym snem", czy nie.

                  Chyba nie, skoro prawdziwą historię można wskutek inspiracji przerobić na surrealistyczny sen, a sen na socrealizm.

                  Tylko po co wtedy w ogóle o tej inspiracji mówić skoro ona do niczego nie zobowiązuje?

                  Co byś powiedział, gdyby jakiś narodowiec oświadczył, że przykład Adama Michnika zainspirował go, by pójść pod synagogę i dać w ryj pierwszemu wychodzącemu Żydowi.

                  Pewnie byś to uznał za jakąś osobliwość nacjonalistycznego szaleństwa, a nie za uprawnione użycie słowa "zainspirować".

                • Po kolei:

                  "To w takim razie"inspiracja prawdziwą historią" różni się czymś od "inspiracji wczorajszym snem", czy nie." - tylko źródłem... Tak przynajmniej z definicji wynika.

                  "Chyba nie, skoro prawdziwą historię można wskutek inspiracji przerobić na surrealistyczny sen, a sen na socrealizm." - zgadzam się.

                  "Tylko po co wtedy w ogóle o tej inspiracji mówić skoro ona do niczego nie zobowiązuje?" - z dwóch powodów: 1) bo to prawda (jeśli to prawda); 2) bo to dobry chwyt reklamowy :) tak jak było ze wspominanym tu przeze mnie "Room".

                  "Co byś powiedział, gdyby jakiś narodowiec oświadczył, że przykład Adama Michnika zainspirował go, by pójść pod synagogę i dać w ryj pierwszemu wychodzącemu Żydowi." - że to debil? I bandyta...

                  "Pewnie byś to uznał za jakąś osobliwość nacjonalistycznego szaleństwa, a nie za uprawnione użycie słowa "zainspirować"." - przecież jedno nie wyklucza drugiego...

                • Jeśli to "dobry chwyt reklamowy" mimo że nic z tego formalnie nie wynika (zgodnie ze słownikowymi definicjami), to świadczy to jednak, że ludzie powszechnie rozumieją zwrot "zainspirowane prawdziwą historią" inaczej niż słowniki - jako np. opowiedzenie prawdziwej historii w sposób może uatrakcyjniony i częściowo zmieniony, ale generalnie nie różniący się wymową od historii rzeczywistej".

                  A ten, kto o tym wie, cynicznie z tego korzysta, by potem w razie czego wykpić się słownikiem.

                  Właśnie dlatego wyrafinowani kłamcy są znacznie groźniejsi, a ponieważ z dwojga złego wolę kłamców bez polotu, dlatego zagłosuję na PiS

                • Tak, jak najbardziej jest to możliwe... Bo z "inspiracji" tylko czasem coś wynika :) Ja tam jednak nie mam problemu z rozróżnieniem terminów "zainspirowany faktami", a "oparty na faktach", a także rozumiem, że owa inspiracja może dotyczyć np. tylko pewnych elementów lub wątków, niekoniecznie całości scenariusza. A że ludzie to rozumieją jak chcą... Zgadzam się, że to może być cyniczne, ale cóż, taki jest marketing :(

                  "dlatego zagłosuję na PiS" - czym w pewnym stopniu przyczynisz się do utrwalenia i spopularyzowania wizerunku Polaków jaki (prawdopodobnie) wyłazi z tego filmu. Ale to dygresja :)

                • Nie przesadzaj.

                  Większe znaczenie dla wizerunku Polaków ma ten chłopak, który w Szwecji jako jedyny bronił zdecydowanie napastowaną dziewczynę (taki eksperyment zrobili) niż wszystkie filmy Szumowskiej.

                  Poza tym skąd wiesz, jaki wizerunek Polaków wyłazi z tego filmu skoro go nie oglądałeś?

                  Kpiłeś z tych, co z góry zakładali, że film ten prawdopodobnie szerzy "antypolonizm", a przecież teraz robisz kropka w kropkę to samo :-)

                • Nie nie nie... Ktoś tu się śpiący zrobił :)

                  "Większe znaczenie dla wizerunku Polaków ma ten chłopak, który w Szwecji jako jedyny bronił zdecydowanie napastowaną dziewczynę (taki eksperyment zrobili) niż wszystkie filmy Szumowskiej." - nie chodzi mi o filmy Szumowskiej, ale o wizerunek Polski, jaki szerzy nasz rząd... Uprzedzam, że nie zamierzam ciągnąc tego tematu, już i tak tu za dużo o polityce gadamy.

                  "Poza tym skąd wiesz, jaki wizerunek Polaków wyłazi z tego filmu skoro go nie oglądałeś?" - dlatego dodałem "prawdopodobnie" :) Opieram się na recenzjach.

                  "Kpiłeś z tych, co z góry zakładali, że film ten prawdopodobnie szerzy "antypolonizm", a przecież teraz robisz kropka w kropkę to samo :-)" - kpiłem z tych, którzy mówili o antypolonizmie, a nie "antypolonizmie", to nie to samo :) Tak jak "Wesele" Smarza (a także to Wyspiańskiego) nie szerzy antypolonizmu, i jak "Cicha noc" Domalewskiego go nie szerzy, tak też (prawdopodobnie) nie szerzy go "Twarz".

                  Na razie, bo zaraz Oscary się zaczynają, a jeszcze kawy nie zaparzyłem... Postaram się tym razem nie zniknąć na tak długo jak ostatnio :) Pozdrawiam

                • To już kwestia terminologii, czy to, co szerzy ten film nazwiesz "antypolonizmem", czy też "spopularyzowaniem negatywnego wizerunku Polaków".

                  Zwracam uwagę, że popularyzowanie negatywnego wizerunku Żydów standardowo określa się jako antysemityzm. Tak więc użycie słowa "antypolonizm" nie jest w takiej sytuacji nadużyciem.

                  Po prostu jedni uważają, że babranie się w polskiej patologii jest OK, a inni - że jednak nie bardzo.

                • Rozumiem. Ale w takim razie, jeśli "Twarz" nazwiemy filmem antypolskim, to, gwoli konsekwencji, antypolskie są także "Cicha noc" Domalewskiego, "Wesele" Smarza i kilka innych jego filmów w sumie też, choć może w mniejszym stopniu - "Drogówka", "Pod mocnym Aniołem". Prawdopodobnie :)

                  Zdaje się, że zapytałem cię tydzień temu o wymowę "Cichej nocy" i "Wesela" i zdaje się, że nie odpowiedziałeś... Zatem ponawiam pytanie :) Beż żadnych podtekstów ani niczego, po prostu chcę wiedzieć, czy nazwiesz te filmy antypolskimi. I może... Czy uważasz je za dobre? To wszystko.

                • "Cichej nocy" jeszcze nie widziałem. U Smarzowskiego patologia (domowa, lokalna, wojenna) to taki jego autorski znak rozpoznawczy. Taki ma styl i antypolskim tego nie nazwałbym.

                  Nie jest to mój ulubiony reżyser, nie śledzę jego wypowiedzi, więc nie wiem, czy też chciał dać którymś filmem Polakom po ryju, czy nie.

                  To, co ja temu nurtowi "antypolskiemu" miałbym do zarzucenia, to to samo, co można zarzucić np. wielu filmom "antykomunistycznym" czy "antyimperialistycznym". Niby jakieś racje za tym stoją, motywacja może też i jest nieraz szlachetna, ale w sumie to takie przewidywalne i powtarzalne. Ile można!

                  Smaga się tę polską patologię, wyciąga różne przykre sprawy wojenne. Rzekomo to wszystko miało być rodzajem "oczyszczenia", "rozliczenia", "zmierzenia się z przeszłością" itp. Takie narodowe katharsis.

                  Może i chcieli dobrze, ale wyszło jak zwykle. Wszystkie badania pokazują, że po sprawie Jedwabnego, po Pokłosiach i Idach, antysemityzm w Polsce wyraźnie wzrósł. Z kolei uparta demaskacja po raz enty i fafnasty polskiej patologii skończyła się rządami PiSu. I to nie jest jeszcze nasze ostatnie słowo :-)

                • I taka dygresja.

                  Niektórzy chyba wierzą, że z narodem należy postępować jak z alkoholikiem czy narkomanem. Tj. maksymalnie upokorzyć, sprowadzić do dna, bo tylko wtedy się odbije. W żadnym razie nie robić żadnych złudzeń.

                  Ja natomiast uważam, że trzeba pielęgnować złudzenia i pokazywać narodowi, że jest lepszy niż w rzeczywistości. Bo jeśli w to uwierzy, to w sytuacji krytycznej przynajmniej niektórzy będą czuć się jakby zobowiązani do tej lepszości. Niech lepsza maska przyrasta do twarzy.

                  To naprawdę nie jest bez znaczenia. czy taki stadionowy osiłek myśli o sobie jako o patologicznym "kibolu", czy o "polskim patriocie". Kibol nie ma nic do stracenia, już nic jego wizerunku nie zepsuje. A polski patriota, spadkobierca husarii Sobieskiego i Żołnierzy Wyklętych (wiem, że to brzmi jak kabaret), może się jednak czasem zawaha.

                • Dzięki za rzeczową odpowiedź.

                  Ja uważam, że powinny powstawać i filmy krytyczne, "sprowadzające do dna", i filmy uwznioślające, "pielęgnujące złudzenia"... I dlatego cieszę się, że i takie, i takie powstają :) Dobrym przykładem tych drugich jest choćby "Miasto 44", a także, choć w nieco inny sposób, "Wołyń".

                  Dziękuję za fajną dyskusję i pozdrawiam.

                • Również dziękuję, a jak już obejrzysz "Twarz", to napisz, czego nowego się o Polakach z tego filmu dowiedziałeś. Jakie nieznane zakątki polskiej duszy Ci objawił. OK?

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: