Te dwa zdania w ustach ludzi nie bedacych fanami Bonda zawsze mnie irytują .

1." Daniel Craig to najlepszy odtwórca Bonda w historii"

Zacznijmy od tego że Daniel Craig nie gra tej samej postaci, co jego poprzednicy. W 2005 roku odbyła się konferencja prasowa z okazji wyboru nowego aktora do roli Jamesa Bonda. Barbara Broccolii(córka Alberta "Cubbego" Broccolego") oznajmiła znajdującym się na sali dziennikarzom, że film z Craigiem to nowy początek. To historia Bonda pisana na nowo, bez odwołań do poprzednich filmów. Oznaczało odejście na od kina lekkiego kina sensacyjno-przygodowego, na rzecz filmów o większej dozie realizmu. To zupełne inna sytuacja niż w batmanach Nolana, gdzie mieliśmy też umowny quasi-realizm. I pomimo że różniły się te filmy od batmanów Burtona czy Schumachera(całe szczęście!) to jednak dalej były do filmy o Batmanie. Po " Casino Royale" wiemy że Bonda Craiga nie można oceniać tymi samymi kategoriami co jego poprzedników. Inna konwencja, zupełne nie przystająca do tego co widzimy na ekranie dzisiaj.
Craigowi w swojej interpretacji najbliżej do George'a Lazenbego (okazywanie uczuć po stracie) i Timothego Daltona(szorstkość i brak dystansu do granej prze siebie postaci}. Ale to nie ta sama postać, którą grali Brosnan , Moore, czy mój ulubiony bond, Sean Connery. Dlatego stwierdzenie, że Daniel Craig jest najlepszym Bondem w historii serii, jest w mojej ocenie nieuprawnione i pozbawione jakichkolwiek logiczny podstaw . W podsumowaniu tego wątku dodam tylko że największy problem dla mnie z Craigiem jest następujący. Wystarczy podstawić w jego miejsce Matta Damona(Jason Bourne) lub Kifera Sutherlanda(Jack Bauer) i nie będzie widać różnicy. Ba nawet inicjały głównego bohatera się nie zmienią.

2. "Klasyczne filmy o Bondzie to głupie bajeczki dla dzieci".

Te słowa każdego prawdziwego fana agenta 007 mogą doprowadzić do złości. Wygłaszające je osoby nigdy nie widziały więcej niż jeden film przed erą Craiga. Na jej podstawie wyrobili sobie zdanie o całej serii. Potem obejrzeli np. "Casino Royale" i doszli do wniosku, że to jest jedyny i słuszny Bond. Dość często potem pozując na jakiś niby-znawców. Ich koronny argument to ten że Bond stał się bardziej realny(brak gadżetów, Bond nie jest już postacią z komiksu itp.). Drugi to bliskość z wizerunkiem Bonda z tym jaki stworzył Ian Fleming na kartach swych powieści . A przecież Bond to przede wszystkim filmy, które zrobiły z niego ikonę popkultury jaką po dziś dzień jest. Fani Bonda(do których i ja się zaliczam), pokochali filmowego Bonda za jego niepowtarzalny i niepodrabialny styl, humor, przygody, gadżety(samochody),czy za niezliczoną ilość pięknych kobiet. I właśnie za ten brak realizmu(chociaż nie zawsze) wpisany w konwencje tych świetnych filmów. To czy Bond jest czy nie jest w 100% taki jak opisał Fleming interesowało naprawdę małą garstkę ludzi. Ważne było to że te filmy dostarczały naprawdę porządnej rozrywki, na wysokim poziomie. Dostawaliśmy coś innego, to coś czego nie miały inne filmy należące do tego samego gatunku. Były to filmy jedyne w swoim rodzaju.
Po drugie wrzucanie wszystkich filmów od jednego worka, świadczy albo braku wiedzy na temat o którym się mówi, albo jest przejawem jakieś ignorancji. Bo jak można stawić obok siebie Np. "Pozdrowienia z Rosji"(thriller szpiegowski) i "Moonraker"(komedia SF)?
A takich przykładów jest więcej. " W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości"(kino romantycznego) i "Licencja na zabijanie"(film zemsty).
Niestety czasami odnoszę wrażenie że jakich bym argumentów użył, będzie to "walenie grochem o ścianę". Pozdrawiam fanów Bonda zarówno tych klasycznych jak z Danielem Craigiem.

172
  • " bez odwołań do poprzednich filmów. "

    Rzeczywiście... Tych "bez odwołań" starczyło im na jeden film. Podobnie tego "większego realizmu".

  • Jako kobieta, śmiało powiem, że nie interesuje mnie to, że Craiga nie powinno się porównywać do innych aktorów. Nie wszyscy są takimi znawcami, by wiedzieć to, co oznajmiłeś tutaj, poirytowany faktem, że słyszysz z ust wielu ludzi, że Craig jest najlepszym odtwórcą Bonda w historii.
    Jeśli ktoś ogląda tego kultowego tasiemca i nic poza tym, patrzy na to, czy film jest dobry czy nie. A będąc kobietą dodatkowo patrzę, czy Bond jest przystojny czy nie. Jako młody widz, interesuję się też nowinkami technologicznymi, wykorzystanymi w filmie, więc starsze Bondy są już mało ciekawe, a aktorzy nie przypadają mi do gustu. Technologia się zmienia i sama jakość filmu, wykonanie (nie mówię o grze aktorskiej), w tym momencie są po prostu lepsze niż poprzednie. I padło akurat na Craiga. Odkąd weszło Casino Royal, wszystko jest inne i dla mnie lepsze. Przystojny Bond, dobrze gra, efekty niczego sobie i zupełnie inna jakość. Poprzednie Bondy są bardziej na lata moich rodziców, choć blisko mi wiekiem do pierwszej ćwiartki.

    Drugiego podpunktu nawet nie czytałam, bo nie wnikam w klasykę bardziej niż powyżej, gdyż zwyczajnie jej nie lubię. Wolę bardziej realistyczne efekty, a żeby było to bardziej zrozumiałe- wystarczy obejrzeć pierwszą część Koszmaru z Ulicy Wiązów (tej klasycznej) i porównać ją z remakiem sprzed kilku lat. Różnica jest kolosalna. Tak jak przeróbki zdjęć w paincie, a w photoshopie.

    Może więcej wyrozumiałości? Nie każdy podchodzi do tematu w taki sposób, jak ty, aczkolwiek jestem w stanie zrozumieć twoje podejście do sprawy. Pamiętaj jednak, że ludzie albo nie mają pojęcia o tym co napisałeś, albo po prostu nie trafiają inne Bondy w ich gust. ;)

    • Sorry że tak późno odpisuje, drobna awaria internetu.

      Szkoda, że nie przeczytałaś całego mojego tekstu, ponieważ stanowi on jedną całość.
      I zanim odpowiem, na niektóre twoje argumenty, powiem ci coś o mnie . możesz mi wierzyć lub nie, ale jestem osobą bardzo wyrozumiałą.
      Szanuje poglądy innych ludzi, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam. Jeśli nie zrozumiałaś tego o czym pisałem, najwidoczniej moje słowa
      nie były skierowane do ciebie. Z tego co widzę przynajmniej trzy osoby nie miały z tym problemu.
      Są to zapewne fani Bonda(nie tylko Daniela Craiga). Skoro już wszystko sobie wyjaśniliśmy, to chyba mogę zacząć.

      > jako kobieta, śmiało powiem, że nie interesuje mnie to, że Craiga porównywać do innych aktorów

      Rozumiem, że gdybyś była facetem to by cie interesowało.:-)
      Nigdzie nie napisałem, że nie można go z nikim porównywać. Skoro czytałaś to co napisałem, to wiesz, ze sam to zrobiłem.
      W celu uwypuklenia cech jego charakteru na tle innych aktorów.

      > Nie wszyscy są takim znawcami, by wiedzieć to, co oznajmiłeś tutaj.

      Po pierwsze, nie uważam się za znawcę, ale dzięki za komplement.:-) Mam nadzieją, ze będę miał kiedyś okazje zrewanżować się tobie tym samym.
      Wróćmy jednak do meritum sprawy. Wspomniałem jedynie o konferencji prasowej, którą widziałem kiedyś w telewizji lub w internecie.
      Wybacz pamięć już nie ta co dawniej. Cala reszta to moje przemyślnie, wynikające bycia po prostu fanem. I wnioski które nasunęły mnie się czytając wypowiedzi niektórych ludzi. np. na tym forum.

      >poirytowany faktem, że słyszysz z ust wielu ludzi, że Craig jest najlepszym odtwórcą Bonda w historii

      Wielu osób od czasu premiery pierwszego Bonda, stawiając Craiga na piedestale, jednocześnie neguje cały dorobek poprzedników.
      A także ich pozycje jaką mają te filmy w popkulturze i niezaprzeczalny wkład rozwój gatunku, do którego należą. Np. nazywając je głupimi bajeczkami.

      >jeśli ktoś ogląda tego kultowego tasiemca

      Ciszę się, że przynajmniej w jednym się zgadzamy. Te filmy są kultowe.:-)

      >i nic poza tym

      sugerujesz, ze oglądam tylko Bondy?

      > czy film jest dobry czy nie

      Dla mnie również ma to znaczenie. Możesz być tego pewna. jeśli film(nie tylko o Bondzie) nie spełnia moich oczekiwań, to go nie oglądam.

      >A będą kobietą patrzę dodatkowo, czy Bond jest przystojny czy nie

      Wygląd to nie wszystko. Ważne jest czy dany aktor nadaje się do konkretnej roli czy nie.
      Czy posiada np. charyzmę? Czy umie dodać coś od siebie?

      >Jak młody widz, interesuje się też nowinkami technologicznymi, wykorzystanymi w filmie, więc starsze Bondy są już mało ciekawe, a aktorzy nie przypadają mi do gustu.

      Dla mnie to jest generalizowanie. Sam jestem jeszcze młody(30 lat), i oglądam różne filmy, zarówno te starsze jak i nowe. Dzięki temu poszerzam swoje spektrum zainteresowań.
      Gdybym myślał tak jak ty to nigdy np. przekonał się jak cudowna jest Stara Trylogia Gwiezdnych Wojen(lata 1977-83). Czasami naprawdę warto dać czemuś szansę, bez oglądanie się na ramy czasowe w jakich dany film powstał(a nuż ci się spodoba). I czy jest się młodym lub starym. Do niczego oczywiście nie zmuszam, decyzja należy do ciebie. I jeszcze jedno, rzeczy kultowych jeśli już użyje twoich słów, nie ocenia się poprzez pryzmat czasu, ale to jaką stanowią wartość..

      >Technologia się zmienia i sam jakość filmu

      To chyba logiczne skoro mówimy o serii filmów, które mają już ponad 50 lat. Jednak to nie czynu jednego filmu gorszym od drugiego.

      >I padło akurat na Craiga

      Oj niestety padło.:-) Co nie zmienia faktu, ze nie muszę akceptować go jako Bonda, aby podobał mi się film z jego udziałem .
      Tak było z Casino Royale.

      > Odkąd wyszło Casino Royal, wszystko jest inne i dla mnie lepsze.

      Niestety ogromnej rzeszy fanom agenta 007 nie udzieliło się twoje szczęście.:-)

      >Przystojny Bond, dobrze gra

      Czy jest przystojny to kwestia gustu. jednym może się podobać, drugim nie. Moja była dziewczyna, bardziej wolała Brosnana niż Craiga.
      Co do jego gry aktorskiej, w scenach gdy musi być twardy lub szorstki w okazywaniu swych uczuć, wypada bardzo dobrze. Pełna zgoda.
      Gorzej w pokazaniu nawet minimalnego dystansu, do granej przez siebie postaci. Z tego co czytałem w nowym filmie też nie jest najlepiej.

      >Drugiego podpunktu nawet nie czytałam
      To wielka szkoda. Nadrób szybko zaległości.:-)

      > Wolę bardziej realistyczne efekty

      Czyli jeśli dobrze rozumiem takie bez ingerencji komputera. Tak? W filmach o Bondzie, najczęściej korzystano z praktycznych efektów, wybacz, ale przed filmami z Craigiem również. Zresztą raz piszesz, że wolisz nowe trendy w kinie, później, że jednak tradycyjne metody. Wybacz, ale trudno mi się w tym wszystkim połapać.

      Na posumowanie mojego, być może przydługiego wywodu, pamiętaj że NOWE NIE ZAWSZE ZNACZY LEPSZE. To by było na tyle. Pozdr.






      • Nie będę odnosić się do wszystkiego, bo nie mam za wiele czasu ostatnio, by móc się rozpisywać na kilometry, ale odniosę się do ostatniego. Wolę bardziej realistyczne efekty, czyli takie, które wyglądają bardzo naturalnie. Oczywiście, że z użyciem komputera, bo dzięki niemu można wiele, jednak tu chodzi o jakość. Albo ktoś umie robić efekty specjalne, albo nie. Te ukazane w starszych wersjach filmu są tak proste, że wystarczy 10 minut z Sony Vegasem, by to zrobić samemu (próbowałam ;-) ). Czyli im nowszy film i im większy budżet, tym bardziej efekty specjalne robią wrażenie i o to mi chodzi. Myślę, że mogłeś zrozumieć to od razu.

        Co jeszcze... Nie wiem co musiałoby się stać, bym przekonała się do Gwiezdnych Wojen. Chyba nie w tym życiu. Po prostu nie mogę, choćby nie wiem co. Musieliby mi zapłacić, bym zechciała te filmy obejrzeć od początku do końca. Tyczy się to także Władcy Pierścieni. Krótko mówiąc - to nie moja bajka i tyle. To tak samo kwestia gustu, jak temat urody Craiga.
        Co do gry aktorskiej, nie zauważam tego co ty, ale to nie znaczy, że się nie znam. Siedzę trochę w filmach, sama nawet pomagam je tworzyć, jako kierownik produkcji przy filmach studenckich, także tych na egzaminy do szkół filmowych i przyznam, że Craigowi nie mogę niczego zarzucić. To jednak znów kwestia gustu. Według mnie bardzo dobrze wcielił się w Bonda i odegrał tę rolę tak, jak chciałam, żeby była odegrana.
        Fenomenem gry aktorskiej jest jednak Mads Mikkelsen, którego znamy dobrze z Casino Royale, ale i w serialu "Hannibal" jest nie do przebicia. Niesamowity aktor.

        Na koniec... Słusznie. Nowe nie znaczy lepsze, lecz dobra obsada i wysoki budżet są sygnałem do tego, że film (mówiąc o remakach i tasiemcach) może być lepszy. Rzecz jasna nie musi. Wszystko leży w rękach ekipy, która dany film tworzy.
        Pozdrawiam serdecznie ;-)

        • "Nie wiem co musiałoby się stać, bym przekonała się do Gwiezdnych Wojen. Chyba nie w tym życiu. Po prostu nie mogę, choćby nie wiem co. Musieliby mi zapłacić, bym zechciała te filmy obejrzeć od początku do końca.", "Siedzę trochę w filmach, sama nawet pomagam je tworzyć" - Te dwa zdania się wykluczają.

          • Nie wykluczają się. Ja wiem o czym są Gwiezdne Wojny, wiem także kto w nich występuje, kto ten film stworzył. Znam jego ideę, lecz po prostu nie można nikogo zmusić do obejrzenia czegoś, czego nie da rady obejrzeć w moim przypadku. Są osoby, które zwyczajnie nie lubią takich filmów i powinno być to zrozumiałe.
            Nie lubię także filmów, w których chodzą i mówią drzewa, są jakieś skrzaty i inne postacie, bo nie przepadam za taką fantastyką. Akceptuję ją w horrorach, widząc wampiry, wilkołaki i inne tego typu stworzenia, ale to, co przedstawia chociażby Tolkien w swej trylogii, jest dla mnie karą boską.

            Jakbym nie lubiła filmów Eastwooda, a kochałabym Tarantino, to też by moje życie częściowo związane z filmem by się wykluczało? No halo, chyba nie do końca. (Początek zdania jest od słowa "Jakbym", żeby nie było kolejnego tematu, że nie lubię filmów Eastwooda, bo je uwielbiam).

            Z całym szacunkiem, zejdźmy z tematu gustu, bo na ten temat raz, że się nie dyskutuje, a dwa, nie ocenia się go w żaden sposób nie próbuje nad nim polemizować, jeśli nie tyczy się to samego siebie. Liczę, że to uszanujesz.

            • Wybacz, szanuje gusta i guściki, ale zupełnie nie zrozumiałaś co chciałem Ci przekazać...
              To, że dla kogoś film jest kultowy a dla kogoś innego nie, to zrozumiałe. Również to, że nie przemawia do Ciebie tematyka fantasy czy s-f też rozumiem.
              "Jako młody widz, interesuję się też nowinkami technologicznymi, wykorzystanymi w filmie"
              Nie możesz pisać, że interesujesz się "nowinkami technologicznymi" i "filmem" skoro nie oglądałaś filmu, który dla współczesnej grafiki komputerowej i popkultury jest tym czym firma Apple (Steve Jobs) jest dla e-rewolucji. Lucasfilm dokonał właśnie takiej rewolucji w świecie efektów specjalnych, to właśnie dzięki Gwiezdnym Wojnom, James Cameron postanowił robić filmy!. Film może Ci się nie podobać, ale to właśnie dzięki niemu w 1997 powstaje Titanic, a w 2009 Avatar i kolejna rewolucja.
              To dla kogoś kto interesuje się filmem (przynajmniej tak pisze) powinny być wystarczające argumenty by przysiąść dupsko i film zobaczyć, bo wielu ówczesnych twórców nadal się tym inspiruje.
              Mi np. "Obywatel Kane" się nie podobał i w sumie wiedziałem, że nie będzie, ale obejrzałem z czystej ciekawości.

              • Przecież napisałam, że wiem o czym to jest i wiem także co dzięki temu się zmieniło, ale jakie to ma znaczenie? Ma mi się nagle podobać i mam chcieć go obejrzeć? No ej, coś tu nie gra. Nie muszę go oglądać, wystarczy, że oglądam to, co dzięki niemu się zmieniło. Kolejne wymienione filmy widziałam. Rozumiem sens i wzdychanie na temat GW, tym niemniej nie ma to dla mnie znaczenia, tylko dla filmów, które powstały dzięki owej rewolucji. Dla mnie cenny jest produkt, a w jaki sposób powstał, to już druga sprawa, oby tylko był dobry i "zjadliwy". Widać z niezjadliwych GW powstały filmy zjadliwe, zatem świetnie. Jednak wciąż nie rozumiem dlaczego moja wypowiedź się wyklucza. Interesuję się nowinkami technologicznymi i filmem, wiem o tym co piszesz, ale dlaczego mam obejrzeć GW? Tylko dlatego, że jest rewolucyjny? Dla mnie jako widza już nie jest. I nigdy nie był. Titanic to rok 1997, więc byłam wtedy kilkuletnią dziewczynką, która nawet nie wiedziała, że ten film istnieje. Rewolucją może być dla mnie zatem Avatar i owszem jest nią jako widza. Jako dzieciak oglądałam bajki, nawet nie miałam szansy zakochać się w di Caprio, bo nie wiedziałam co to miłość. Podsumowując, mam nadzieję, że tym razem zrozumiałeś, że nie moje czasy, nie moja bajka. Historię grafiki komputerowej i popkultury mogę znać, ale nie jest to dla mojego życia żadną wartością, tylko informacją, że tak było.

                Są wyjątki w filmach starszej produkcji, które myślałam, że nie będą mi się podobać, ale podobały się, chociażby Skazani na Shawshank, ale jak widać nie jest to sci-fi. Z horrorów Koszmar z ulicy Wiązów był do kitu, ale Piątek 13-tego z lat '80 był niezły i podobał mi się.
                I jeszcze raz podsumowując, przytoczyłam argumenty chyba już wystarczająco dosadne, by jednak nie przysiąść na dupsku i nie obejrzeć GW. Szczególnie podkreślając markerem najgrubszym jak się da, że dla mnie jako widza ten film nigdy nie był i nie jest rewolucyjny, bo byłam zbyt mała, by doceniać jego świetność, a to jak zapisał się w historii jest dla mnie informacją, a nie wartością. Wartością są filmy, które wykorzystały plusy rewolucji i tyczą się mnie już w roli widza (bynajmniej nie bajkowego za dziecka).

                • "Nie lubie klasyki, bo jej nie widzialam"... Rece opadaja... Po co takie osoby jak ty wypowiadaja sie na forum, ja nie udzielam sie na forum o fizyce kwantowej, bo nie mam o niej pojecia.
                  Do tego Skazami na Shawshank jako "film starszej produkcji"...

                • Takie jest jej podejście do tego typu filmów. I ja to rozumiem.
                  Z drugiej strony skoro jest to całą producentką filmów studenckich, sama też pomaga przy ich powstawaniu, to dziwi mnie, że nawet dla jakiegoś punktu odniesienia, do tego co robi, czy nawet chęci poszerzenia własnych horyzontów, nie obejrzy nic co nie jest w miarę nowym filmem. Chociaż Jurrasic Park jej się podoba, a to w końcu jest klasyka kina, prawda?

                • Mloda klasyka - podoba sie, "bo efekty sie nie zestarzaly "... Straszne podejscie do kina, dzisiejsze filmy za 20 lat także beda wg takiego rozumowania do niczego, bo wyjda nowe z bardziej realistycznymi efektami.

                • Dobra, zmęczyłam się tłumaczeniem wszystkiego. Widziałam klasykę Bonda, nie jara mnie i tyle, ale oglądałam. Zresztą ciężko jej nie widzieć, skoro TVP1 tłucze Bonda raz na jakiś czas non stop. I jasiu15 nie tobie jest oceniać jakie mam podejście do kina. Wiek rządzi się swoimi prawami i wyraźnie napisałam, że pewne filmy to nie moje czasy i po prostu do mnie nie przemawiają. Skoro nie potraficie tego zrozumieć, to przykro mi bardzo. Najwyraźniej wszyscy, którzy działają w filmie, powinni ślęczeć nad klasykami, bo w przeciwnym razie są gówno warci. Niestety nie umiem spojrzeć oczyma moich dziadków na filmy ich pokolenia. Oczyma rodziców jeszcze umiem, czasem się udaje, ale na miłość boską, z jakiej racji ma mi się podobać coś na siłę?

                  Dobra, trudno. Ze swojej strony uważam rozmowę za zamkniętą, bo i tak do niczego nie doprowadzi, a jedynie mnie męczy, bo nikt najwyraźniej nie rozumie mojego podejścia gdy je opisuję. Szkoda zatem zachodu. I tak wasze przytaknięcie nie zmieni mojego życia. Zatem pozdrawiam wszystkich i dziwcie się dalej. A chętnych do polemiki zapraszam na priv.

                • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

                • Wtf
                  Why?
                  Hahaha no sorry
                  idiotkę
                  Yyy no brak słów
                  Żal mi ciebie
                  Ogarnij
                  + porażający potok bezsensownych słów
                  + porażająca interpunkcja
                  + 1. nie dyskutuj na temat gustu
                  + punkt 4. co mnie to obchodzi?

                  Nie mam ci nic do powiedzenia, swoją drogą zakończyłam temat ze swojej strony, więc uszanuj i zejdź ze mnie. Masz 30 lat, więc skup się na poszanowaniu polszczyzny i poprawnym wysławianiu się zarówno w mowie i piśmie, a dopiero później udzielaj, bo do twojego "żal", brakuje tylko "lol", byś była porażką tego tematu.

                  Ponadto, z jakiej racji mnie obrażasz? Ja cię obraziłam? Czy ja kogokolwiek tutaj obraziłam, bądź czy jestem niegrzeczna? Skoro musisz wyładować emocje, to zapisz się na boks, a nie zawracasz głowę obcym ludziom swymi wywodami, w których nie ma nic sensownego i nic nowego, czy potrzebnego.

                  Pozdrawiam

                • Napisałam ci dokładnie takim językiem jaki powinnaś zrozumieć (jako młode pokolenie), żebyś za bardzo nie musiala nadwyrężać mózgu.
                  Skoro piszesz głupoty na publicznym forum to bądź świadoma że ktoś się może odnieść. I na koniec- nie obraziłam cię nigdzie tylko stwierdziłam fakt.

                  Nie pozdrawiaj, wiesz gdzie to mam :)

                • "Gównoburza".
                  Co do twojego wpisu na końcu tematu...

                  ObejRZałam, a nie "obejrzałam"

                  IKS DE.

                  Ostatnie zdanie podsumowało cię bardziej niż myślisz. Miłego wieczora Milady ;)

                • a nie "obej Ż ałam", aż odruchowo napisałam przez rz. Polecam też prócz interpunkcji - ortografię :)

                • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

                • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

                • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

                • I co do twoich słów jeszcze jasiu15, racja, ale jestem kolejnym pokoleniem, ktore ksztaltuje sie na filmach obejrzanych w młodości i ma do nich sentyment. Juz teraz wkroczylo kolejne pokolenie, ktore zachwyca się filmami Marvela, bazując na komiksach i to jest super postęp w dziedzinie filmu, ale to niespecjalnie do mnie juz przemawia. Wychowałam się na innych filmach, tym niemniej oglądam kolejne z racji nowinek technologicznych i postępu grafiki komputerowej. A za 20 lat będę wzdychac do swoich senyymentalnych filmów i pruć się na młodych, ze oglądają bzdury i nie cenią klasyki. Witaj w "takiej kolei rzeczy". To jasne jak słoneczko. Pozdrawiam

                • Ale ty jesteś oporna Jekyllia
                  Nie mam aż tyle wyrozumiałości co koledzy wyżej i dlatego skwitowałem w jednym zdaniu ten wątek
                  A i jeszcze jedno w twojej dyskusji z założycielem tematu na każdym kroku widać że gość dysponuje nieporównywalnie większą wiedzą od ciebie i to nie tylko w tym temacie.

                  Pozdrawiam

                • Jak można jarać sie filmami MARVELA,, jak to takie słabe jest, ze szok.

                • Nie denerwuj się dziewczyno, bezsensownymi komentarzami 'znawców'. Wierz mi - nie warto.

                • Właśnie się denerwuję. Niesamowicie nie lubię ataków w swoją stronę, a mam wrażenie, że w Internecie to jakiś szał jest na atakowanie, zamiast normalnie porozmawiać. Tu jak się okazuje - wszyscy są "znawcami".

                • To nie wina internetu, taka jest ludzka natura. Po prostu w internecie jest bardziej widoczna. Bo widzisz kiedy człowiek jest anonimowy, to czuje się bezkarny, a że jest sfrustrowanym nieudacznikiem musi się na kimś wyładować. Dlatego komentarze 'fachowców' olewaj i omijaj szerokim łukiem. Szkoda nerwów. Cześć.

                • Racja. Ileż można, jakbym miała to wszystko czytać, żeby się jakoś ustosunkować, to chyba bym się doczekała do emerytury.

                • I wiemy już skąd taka kondycja polskiego kina - z takim podejściem twórców to zawsze będą gnioty powstawały... "Nie lubię starych filmów to ich nie oglądam, ale robię w filmie" - to trochę tak jakby lekarz się brzydził jelita grubego i sobie o nim poczytał tylko, zamiast tak jak resztę organów solidnie poznać na jakiejś autopsji.

                • --> "Interesuję się nowinkami technologicznymi i filmem, wiem o tym co piszesz, ale dlaczego mam obejrzeć GW? Tylko dlatego, że jest rewolucyjny? Dla mnie jako widza już nie jest. I nigdy nie był."

                  Jak GW, dla ciebie jako widza, mogą już przestać być rewolucyjne skoro nigdy ich nawet nie obejrzałaś, hę? To już kolejny przykład nielogicznej wypowiedzi z twojej strony. Poza tym jesteś w ogromnym błędzie, bo jeśli twierdzisz, że interesujesz się takimi rzeczami, to musisz wykazywać się szeroką wiedzą na ten temat, bazując przede wszystkim na filmach/technologiach itp. które stanowiły początek rozwoju grafiki, efektów specjalnych i całej reszty. Także na razie lepiej w twoich ustach brzmiałoby stwierdzenie, iż dopiero zaczniesz się tym na poważnie interesować.
                  A do twojej totalnej ignorancji wobec świata GW, nie będę się odnosić bo widać jak mało wiesz na temat rewolucji w przemyśle filmowym :)

                • Nikt ci nie każe pokochać nagle Gwiezdne wojny. Masz je obejrzeć, bo taka jest twoja praca (przynajmniej tak twierdzisz, chyba, że zmyślasz co w głębi duszy podejrzewam, ale przynajmniej "lekko koloryzujesz rzeczywistość" ;)) i to twoje zadanie jako praca domowa. Przedmówcy zaś chodziło nie o to, że Gwiezdne Wojny to super film, ale to, że stare części biją na głowę te nowe, choć fakt, że efekty specjalne dziś już trochę śmieszą. Ja też nie jestem fanką Gwiezdnych Wojen, ale obejrzałam je bo to klasyka. Taki must-have z dziedziny filmu.

                • Dlaczego miałabym koloryzować? Nie mam w tym celu. Pomagam znajomym w realizacji marzeń, powstają filmy studenckie, cała masa. Żeby z nimi współpracować nie mam potrzeby oglądać GW, nawet jeśli byłby to nie wiadomo jak cudowny film. Nie chcę, to nie obejrzę i nawet jeśli uczestniczę w produkcji filmów, nigdzie nie jest powiedziane, że "mam" ten film obejrzeć. Przypominam, że jest to forum poświęcone klasykowi, którym jest 007, więc może odpuśćmy sobie GW w tym miejscu, ok? Zapraszam na priv, żeby nie śmiecić tutaj niepotrzebnie. Wystarczająco zostało to forum zaśmiecone i przeze mnie i przez buntujących się przeciwko mnie. Nie uważam, by ta dyskusja miała jakikolwiek sens. Powyżej wszyscy mają jakieś zdanie, swoje zdanie, szanuję to i liczę na szacunek do mojego zdania, nie chcę niczyich opinii na mój temat i gdybań wszelakiej maści, bo pozbawione jest to sensu. Zresztą cisza z mojej strony od kilku dni była świadectwem, że nie jestem zainteresowana kontynuowaniem dyskusji, skoro są takie różnice poglądów.

                  Pozdrawiam

                • Z początku wypowiadałaś się logicznie ale od momentu: "Rewolucją może być dla mnie zatem Avatar i owszem jest nią jako widza" załamałaś mnie.
                  Nie mów nigdy, że interesujesz się filmami. Nie. Jesteś widzem, świadomym widzem ale nic więcej.
                  Interesujesz się kinematogafią wtedy, kiedy jesteś w stanie coś o niej powiedzieć. Kiedy jesteś w stanie wypowiadać się o jej historii itd.
                  W gwoli wyjaśnienia.
                  W 1997 miałem 4 lata i widziałem Titanica. Widziałem SW, Indianę Jonesa itd. Tak od dziecka, oglądałem poważne filmy. Od dziecka oglądałem Kocham Kino. Myślę, że kiedy miałem jakoś koło dziesięciu lat oglądałem Czas Apokalipsy.
                  Oglądałem Obywatela Kane i mimo to nie powiem o sobie, ze znam się na kinematografi. Wiem coś tam ale nie znam się an niej.
                  A już osoba która nie widziała Skazanych na Shawshank nie powinna się tak mianować.
                  To, że wiesz co leci w kinie i co będzie lecieć za pół roku nic nie oznacza. I że znasz kilka nazwisk reżyserów. Nie.

                • Nie powiedziałam, że znam się na kinematografii, lecz interesuję się nią i jak widać w określonych dziedzinach, czy gatunkach filmowych. Nie znam się na tyle, by ogłosić się znawcą, czy uznać, że w ogóle się znam. Pewne rzeczy odbieram na swój sposób i no cóż, ja mając 4 lata nie oglądałam poważnych filmów, bo mnie nie interesowały. Zatem nie wysnuwaj wniosków pochopnie, bo nigdzie się tu nie ogłosiłam jako jakikolwiek znawca, a jedynie prowadziłam dyskusję w kwestii filmów i mojego podejścia do wielu z nich. Skoro moje podejście nie pasowało większości, to cóż, nie brnę w to, bo nie ma to sensu. A Skazani na Shawshank - nie wiem, czy to było do mnie, to widziałam już jakiś czas temu. Generalnie 'siedzę' w horrorach i to właśnie je oglądam od lat, co nie znaczy, że się znam, bo każdy oczekuje czego innego od horroru i ciężko jest określić taki film mianem fajny bądź niefajny. Ja mogę wypowiedzieć się na temat, który jest zagadką w horrorze, czy rozważyć z kimś coś co jest niezrozumiałe, ale absolutnie nie jestem też znawcą. To, ze obejrzałam ponad 300 tego typu filmów nie czyni mnie wszechwiedzącą, jak i w żadnej innej dziedzinie.

                • Skoro siedzisz w tych nieszczesnych horrorach to po jaką cholerę wypowiadasz się na temat Bondów? Ja nie wychodzę w dyskusje z fanami Zmierzchu tylko po to żeby pokazać jaki to ja jestem nowoczesny i postępowy. Bo czytając Twoje wypowiedzi stwierdzam, że ich osią kompozycyjną jest Twoja młodość i niechęć do staroci. A co do tych meczarni przy GW, uważam że każdy przecietnie inteligentny człowiek powinien dla poznania historii kina obejrzeć filmy kultowe. Ja swoje odcierpiałem na Przeminęło z wiatrem i Rzymskich wakacjach. Z perspektywy czasu jednak widzę jak bardzo to poszerzylo moje filmowe horyzonty.
                  No ale Ty na pewno wiesz wszystko z Awatara. Smutne, że nasze pokolenie, bo podejrzewam, ze jestesmy w podobnym wieku, nawet filmy przelomowe czy rewolucyjne ma na poziomie bliskim dna w porownaniu z kinematografia lat '30, '60 czy nawet '90. No bo w filmach najwazniejsze sa nowinki techniczne...

                • Może i smutne.

                • Może trochę przesadziłem, ale to dlatego, że musiałem być mocno podirytowany głupim pisaniem głupiego programu na głupie studia (w ogóle nie wiem po co je wybrałem). Tak więc przepraszam cokolwiek napisałem (a szczerze nie chce mi się tego czytać i żałuje, że Ty musiałaś)
                  Zapomnijmy wszystko. Tak na prawdę chciałem odnieść się tylko do fragmentu:
                  " Dla mnie jako widza już nie jest. I nigdy nie był. Titanic to rok 1997, więc byłam wtedy kilkuletnią dziewczynką, która nawet nie wiedziała, że ten film istnieje. Rewolucją może być dla mnie zatem Avatar i owszem jest nią jako widza."
                  Jasne, ze wtedy nie wiedziałaś o istnieniu takiego filmu i nikt nie może mieć co do tego pretensji, ale teraz już wiesz. A filmy (to znaczy część z nich) to nie tylko efekty specjalne. Może akurat Titanic albo SW nie są dobrymi przykładami, ale w wielu fimach chodzi o coś więcej, np. o opowieść. Weźmy takiego Tańczącego z Wilkami. Fakt mocno się zestarzał. Fakt widać na nim słabą jakość . Ale moim zdaniem (a może być ono zakrzywione przez sentyment z dzieciństwa) to jest jedna z tych historii których żal nie znać.
                  Druga sprawa, że nie rozumiem w jaki sposób Avatar był rewolucyjny. Film był dobry, ale nic czego bym nie widział wcześniej. W fabule nie było nic specjalnego, mimo iż w głównych założeniach jest bardzo podobna do wspomnianego przeze mnie Tańczącego z Wilkami, nie było tam tego zaangażowania między postaciami, a nacisk położono na sceny akcji.

                  Mimo wszystko z tego co mogłem sprawdzić, okazuje się, że masz ocenione jakieś starsze filmy, Leon Zawodowiec, Ojciec Chrzestny, więc ok. O to chodzi, żeby nie dyskryminować tych filmów tylko dlatego, że są stare. Nie podoba Ci się Ojciec Chrzestny, w porządku bo, dałaś mu szansę.
                  Ja czytam świetne recenzje fanów starego samurajskiego kina, ale mimo, ze podchodziłem do tematu kilka razy one mnie nudzą. Ale nie skreślałem ich na starcie.
                  P.S. Nie oglądałem Titanica w wieku 4 lat. On wychodził kiedy miałem 4 lata.

                • Zdecydowanie bardziej podoba mi się ta odpowiedź niż poprzedni atak - bo tak to odebrałam. Ale nie ty jedyny tutaj warknąłeś w moim kierunku. Przywykłam już :D
                  A propos głupich studiów, głupiego pisania i głupiego programu i głupiej pracy, którą muszę obronić, ale najpierw napisać, to dziś miałam wyjątkowo głupie zajęcia, których nie trawię i na których nie spodziewałam się odniesienia do jakiegokolwiek filmu. Pani profesor poruszając temat romantyzmu (a także samobójstw), nieco inaczej niż przedstawiano to w szkole średniej czy gdziekolwiek indziej, zaczęła mówić o Gwiezdnych Wojnach. Mam w sobie coś, co sprawia, że włos mi się jeży na głowie na samo wspomnienie o tym. Mam wytatuowaną koleżankę w motywy GW i ciągle gdzieś te GW mi się przewijają przez oczy. Po prostu nie mogę. Śmieszy mnie to już. Po prostu nigdy nie przełknę fenomenu tego filmu, nie umiem choćbym nie wiem jak bardzo chciała. Nie potrafię. Dla mnie ten film, ten koleś w puszce, jakieś dziwolągi i miecze świetlne to po prostu porażka, albo jak to mówiło się w podstawówce: "żal". No, ale to moja opinia, ale wiadomo, że nie każdy tu na forum potrafi zaakceptować fakt, że komuś może się nie podobać, coś co ten ktoś uważa za wybitne arcydzieło. Mówi się trudno, ale ja do pewnych rzeczy po prostu nie jestem w stanie się przekonać, bo nie ma w tym dla mnie nic fajnego. Tak jak nie lubię chodzących drzew, skrzatów, elfów i innych tego typu istot. Nazywam to sobie zaawansowaną fantastyką, która po prostu mi nie odpowiada.
                  Są starsze filmy godne uwagi, owszem i wcale tego nie kwestionuję i nie dyskryminuję filmów tylko dlatego, że są stare, a dlatego, że moje oczy (gdy już dam szansę) nie potrafią znieść starych, marnych jak na aktualne czasy efektów, które kiedyś zachwycają, a teraz wręcz bawią. Lubię horrory i chętnie obejrzałabym także te starsze, chociażby Koszmar z Ulicy Wiązów, o którym wspomniałam przy okazji rozmowy z "psychodramat" tu na forum, ale idea horroru jest taka, że ma straszyć, a to komedia ma śmieszyć. Dałam szansę, nie spodobało mi się, więc pozostaję przy książce, gdzie wszystko dzieje się w mojej głowie podczas czytania. Książka jest dla mnie alternatywą dla filmu, którego moje oczy nie wytrzymają.
                  Daję szansę filmom, które są przez społeczeństwo uznawane za świetne i godne obejrzenia choćby nie wiem jak były stare. Skoro ludziom się podoba i to większości która film widziała, znaczy, że warto. Dałam szansę Skazanym na Shawshank - podobał mi się, dałam szansę Leonowi Zawodowcowi - także był fajny, zabrałam się za Ojca Chrzestnego i tu zaś zaczęłam się zastanawiać czego nie rozumiem, bo ocena wysoka, mnóstwo zwolenników, a ja musiałam twardo się trzymać, by nie zasnąć i ostatecznie nie dotrwałam do końca, bo po prostu zasnęłam. I nie byłam zmęczona, a wręcz przeciwnie - zmotywowana tym, że obejrzę świetny film.

                • Jeśli można. "Włos mi się jeży na myśl o GW." Czyli czegoś, czego się nie widziało. Strach przed nieznanym jest dopiero czymś strasznym.
                  Co do zaawansowanej fantastyki, czyli tak fantasy jak i s-f z autorytatywnymi światami, to podpowiedzieć mogę jedną rzecz, jaką rasowe kino nie tylko gatunkowe może się poszczycić. Chodzi oczywiście o metaforę. Do kina samego w sobie, jako całości, też należy podejść z odpowiednim warsztatem. Tak samo, warto jednak zawsze pamiętać o tym, że sztuka filmowa jest sztuką opowieści, a nie relacją jakkolwiek mocno by do tego nie dążyła (chyba że jest eksperymentalnym dokumentem albo pamiętnym wielogodzinnym stałym ujęciem jednego punktu jak w znanej pracy Warhola, zawsze jednak pozostając subiektywnym, konkretnym, pojedynczym punktem widzenia z konkretnego miejsca, nigdy nie mogąc stać się do tego stopnia wieloraka w odbiorach co rzeczywistość). Pamiętając więc o tym można sięgać i do Lema i Do Tolkiena i Rowling i wszystkie gadające drzewka nie rozumieć jako drzewka a jako parabole które się za nimi kryją. I o ile bycie Hobbitem w świecie gdzie są i elfy i ludzie jeszcze bardziej podkreśla trudność i wielkość jaką cechowała się wyprawa do Mordoru Frodo i Samwise'a, a w GW walka wielu ras różnorakich stworów z okrutnym, jednolicie biało (stormtrooperzy) czarnym (Darth Ojciec) imperium ma podkreślać ponadpodziałowe umiłowanie wolności, mając przy znacznie mocniejszy w ten sposób wydźwięk niż gdyby wszystko to było jednaką gimbazą w szkolnych mundurkach, o tyle u Lema, którego SF idzie jeszcze dalej rozprawia się już nawet o opowieści samej w sobie, jak w Solarisie, który jest może jedynym sposobem na tak dosadne pokazanie że nie tylko film/książka jest opowieścią z odpowiednią narracją, ale i życie.
                  Jeszcze dalej idąc mogę polecić zainteresowanie się estetyką kampu, który jest już kolejnym poziomem wtajemniczenia w opowieść będąc przecież refleksem tego, co jest czystą konwencją; łamiąc i druzgocąc ją kompletnie, jak choćby w Mad Maxie.
                  I tak kampowy Mad Max nie powstałby nigdy, gdyby nie niemiecki filmowy ekspresjonizm. Bo o ile niemiecki ekspresjonizm miał prawo się coś-niecoś zestarzeć, to wynaloziony przezeń pomysł na pokazanie upadającego przedmiotu, który chwilę wcześniej był u kogoś w ręce jako opowiedzenie filmowym językiem śmierci/złamania/porwania/przerwania linii życia używany jest do dzisiaj. George Miller nigdy Mad Maxa bez oglądania kinowej klasyki, czyli fundamentu który nadał filmom ich współczesny język, nie byłby w stanie stworzyć tego co stworzył.
                  Czepianie się starzejących efektów specjalnych jest jak wykłócanie się która czekolada ma lepsze sreberko. Zapomina się przy tym o tym, co jest w środku. I choć rewolucyjne jest zarówno sreberko w Pancerniku Potiomkin, Obywatelu Kane'ie czy Avatarze, to jednak z tej trójki tylko sreberka Potiomkina i Kane'a dały mozliwość zawijania w nie nowych rodzajów czekolad. Sreberko Avatara jest jedynie dalszym rozwinięciem tamtych sreberek (ładniejszym sposobem wykorzystania języka filmowego wynalezionego wcześniej). Dlatego właśnie na klasyki patrzy się z lekka inaczej - to one nadają kierunek w jaki filmy idą dalej, odkrywają nowe, nieznane dotąd możliwości. Obcowanie z klasykiem, który jest bazą wypadową dla wszystkich późniejszych idących w podobną stronę dzieł, pozwala przyjrzeć się danemu gatunkowi w jego typie idealnym. Podglądając te rozwiązania ma się wreszcie możliwość wyłowienia, jak schematyczne są niektóre twory. Wreszcie - pozwala schematy rozpisać na nowo, wykorzystując i mieszając język klasyki tworząc nowy, swoisty język konkretnego filmu.
                  Pozdrawiam z pokolenia wychowanego w 2giej połowie '90s

                • Wyczerpująca wypowiedź. Powiem tylko tyle, że co by nie było przekazem i nie wiadomo jak wielką metaforą, tak przez fantasy i s-f do mnie to nie trafi. Może jestem zbyt - kolokwialnie - tępa, by zrozumieć ten gatunek. Nie rozumiem go, po prostu.
                  Co do Avatara, za jakiego mnie złapaliście (ty i poprzednicy). Nie powiedziałam wcale, że Avatar jest dla mnie jakąkolwiek rewolucją, a jedynie może nią być. Sam w sobie film był przeciętny. Bardziej moich rodziców porwała ta głębia obrazu, rzekomo zachwycająca. Nie było to rewolucją dla mnie jako tako, bo Avatar jest też już tą częścią fantasy, której raczej nie chcę oglądać, swoją drogą filmy 3D, czy też 4D krótkometrażowe, jakie były już wcześniej, sprawiły, że Avatar niczym mi nie zaimponował.
                  Co do tego "sreberka". Wiadomo, że coś musiało powstać wcześniej, by na bazie tego powstawało coś kolejnego. Owszem, masz rację, że klasyki nadają kierunek i tak dalej i warto tę bazę poznać, ale chyba nic na siłę? Chyba, że musem jest by obejrzeć wszystko nawet wbrew swym upodobaniom, bo "tak wypada". Chyba jako widz, poszukuję filmów, które mam ochotę obejrzeć, a nie te, które muszę, bo trzeba bo to klasyk. Klasyk klasykiem, ale są pewne granice.

                • No to jesteś tępa skoro nawet nie interesuje cię metafora jakże używana w wielu filmach czy książkach. Tego w Zmierzchu nie uświadczysz. Mądrzysz się a gówno wiesz i na temat filmów i życia... Jak Cię pięć minut temu polubiałem tak teraz włos mi się jeż jakby miał z tobą pogadać na żywo...brrrr.... Jesteś toporna i zakuta w kajdanach swego małego umyśliku...jak mój znajomy....euhhh...
                  Pisać już też nie będę, bo jak już wcześniej żartem napisałem: Ta dyskusja to walka z wiatrakami w obie strony.... Gdyby choć jeden się kręcił to może byłby chleb a tak to ani wiatru ani mąki...

                • Ps.czytasz książki?

                • ...tam nie ma efektów...trzeba ruszyć główką vel wyobraźnią!

                • Na miłość boską! LUBIAŁEM, jak można coś LUBIAĆ?

                  Rusz język polski, później pogadamy.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: