Damian Wiśniowski

Samuel Fuller – cichy rewolucjonista

Persona
/fwm/article/Samuel+Fuller+%E2%80%93+cichy+rewolucjonista-125340
Filmweb sp. z o.o.
http://www.filmweb.pl/fwm/article/WENECJA+2017%3A+Rozmawiamy+z+najlepszym+re%C5%BCyserem-124922

WENECJA 2017: Rozmawiamy z najlepszym reżyserem

WYWIADPodziel się

Francuski dramat "Jusqu'à la garde" okazał się jedną z rewelacji festiwalu.

Francuski dramat "Jusqu'à la garde" okazał się jedną z rewelacji tegorocznego festiwalu w Wenecji. Film, w którym czuć zarówno wpływy "Sprawy Kramerów", jak i "Lśnienia", został uhonorowany na Lido nagrodą za reżyserię. Tuż przed galą udało nam się porozmawiać ze zdobywcą wyróżnienia, debiutującym w pełnym metrażu Xavierem Legrandem

***

Dlaczego w pełnometrażowym debiucie zdecydowałeś się opowiedzieć dalsze losy bohaterów swojej nominowanej do Oscara krótkometrażówki "Zanim stracimy wszystko" z 2013 roku?

Na początku chciałem nakręcić trylogię krótkich filmów poświęconych przemocy domowej. Pierwszy opowiadał o kobiecie, która postanawia uwolnić się z toksycznego związku. Drugi rozdział miał być poświęcony podziałowi obowiązków w opiece nad dziećmi. Trzeci pokazywałby próbę morderstwa. Po tym, jak obejrzałem pierwszy film, zdałem sobie jednak sprawę, że potrzebuję więcej czasu ekranowego, by skupić się na pozostałych dwóch aspektach tematu. 

Co przyciągnęło cię do tematu przemocy domowej?

Mam wrażenie, że przemoc domowa jest wszędzie, a my nie robimy nic, by jej zapobiec. Zmierzamy donikąd. Jest 2017 rok, a my wciąż mentalnie tkwimy w kulturze patriarchalnej. W dodatku wpajamy przestarzałe, szkodliwe wzorce zachowań naszym dzieciom. Wkurza mnie to. Robimy krzywdę i sobie, i swoim najbliższym.

Zamiast szukać rozwiązań, okłamujemy się, że wszystko jest w porządku.

To zgniły kompromis. Ludzie wolą się nie rozwodzić, bo nie chcą naruszać rodzicielskiej więzi z dziećmi. Powtarzają sobie, że dziecko musi widzieć razem mamę i tatę. Nie podejmują żadnych decyzji. Kończy się to tym, że rodzice skaczą sobie do gardeł, a ich pociechy muszą się temu przyglądać. Czy na takiej relacji ktokolwiek zyskuje?

Czy w trakcie pisania scenariusza inspirowałeś się autentycznymi zdarzeniami?

Wydaje mi się, że mój film jest raczej próbą syntezy pewnego społecznego zjawiska. Tylko w ubiegłym roku we Francji 123 kobiety zginęły z rąk swoich mężów bądź partnerów. 65 z nich zostało zastrzelonych lub zmarło z powodu obrażeń zadanych bronią białą. Tak wygląda rzeczywistość. Takie rzeczy dzieją się na co dzień we francuskim społeczeństwie. Nie opowiadam o jednostkowym incydencie. "Custody" to lustro, w którym mogą przejrzeć się widzowie.

Masz jakieś pomysły na to, jak zapobiegać rodzinnym tragediom?


Osoba, która dopuszcza się przemocy domowej, powinna być napiętnowana społecznie. Policja mogłaby się do tego bardziej przyłożyć.
Xavier Legrand
Jest mnóstwo rzeczy, które możemy zrobić. Powinniśmy zacząć od własnych dzieci. Trzeba wpoić im, że nigdy nie ma przyzwolenia na stosowanie przemocy wobec najbliższych, tak samo jak nie wolno być bierną ofiarą. Jeśli ktoś chce cię skrzywdzić, masz natychmiast zareagować. Osoba, która dopuszcza się przemocy domowej, powinna być napiętnowana społecznie. Policja mogłaby się do tego bardziej przyłożyć. Zastanawiam się, dlaczego z domu wyprowadzają się zazwyczaj katowana żona z dziećmi, a nie ich prześladowca. Przecież powinno być na odwrót! Wydaje mi się też, że państwo powinno bardziej przykładać się do tego, aby sprawcy brali udział w terapiach. Ludzie muszą sobie uświadomić, że przemoc domowa może pojawić się wszędzie. Rasa, status majątkowy i wykształcenie nie mają tutaj nic do rzeczy.

Być może problem polega również na tym, że ofiary często nie mają dowodów na to, że są krzywdzone.


To temat-rzeka. Być może błąd mojej bohaterki polegał na tym, że najpierw złożyła zeznania przeciwko swojemu mężowi, a potem wycofała się z nich, gdy zaczął jej grozić. Powinna zbierać dowody, robić zdjęcia swoich podbitych oczu. W ten sposób zaczęłaby jednak zwracać uwagę otoczenia. Kobiecie trudno jest tymczasem przyznać się do tego, że pozwoliła uczynić się ofiarą przemocy domowej. Poza tym Lea się boi. Wie, że gdy tylko wyjdzie z komisariatu, jej prześladowca zemści się w straszliwy sposób. Nie możemy zmuszać kobiet do mówienia, jeśli nie jesteśmy gotowi, by ich wysłuchać i od razu pomóc. Myślę, że moja bohaterka próbuje znaleźć jakieś pośrednie rozwiązanie. Jej partner próbuje z kolei grać rolę idealnego ojca, który jest przejęty wychowywaniem dziecka. Wszystko to sprawia, że sytuacja jest dość skomplikowana.

Pozostaje jeszcze wątek rodziców głównego bohatera. Można odnieść wrażenie, że choć zdają sobie sprawę z zachowania swojego syna, nie reagują na nie tak, jak powinni. 


Słuszna uwaga. W swoim filmie szukam również odpowiedzi na pytanie, skąd bierze się przemoc domowa, jakie są jej korzenie. Główny bohater to nie tylko potwór i kat, ale również nieszczęśliwy facet, który czuje się niekochany. W żaden sposób nie usprawiedliwiam jego zachowania. Świat nie jest jednak czarno-biały. Zło zawsze skądś się bierze. Rodziny obojga małżonków różnią się od siebie, ale obie są bardzo patriarchalne. 

Czym sam byłeś kiedyś świadkiem przemocy domowej?

Nie. Moja rodzina jest mocno patriarchalna, ale nigdy nie dochodziło do rękoczynów. Podejrzewam jednak, że w czasie studiów miałem koleżankę, która była ofiarą przemocy domowej. Nigdy jednak o tym nie mówiła. Ten rodzaj brutalności zazwyczaj nie zostaje głośno nazwany. Ofiary cierpią w milczeniu. 


Na początku filmu nie odpowiadasz jednoznacznie na pytanie, kto w tym filmie jest zły: ojciec czy matka. W pewnym momencie na ekranie pojawia się jednak czechowowska strzelba, która wszystko wyjaśnia. Nie wydaje ci się, że wprowadzasz ją za wcześnie?

Nie miałem wcale zamiaru wzbudzać niepewności co do tego, komu trzeba kibicować, a komu nie. Chciałem raczej pokazać, jak osoba, która katuje najbliższych, manipuluje ludźmi. Najpierw ojciec rozmiękcza sędzię, aby odzyskać opiekę nad dziećmi. Potem próbuje wmówić własnemu dziecku, że jego agresja jest tylko przejawem opiekuńczości. Robi to, bo chce wykorzystać chłopca, by odzyskać jego matkę. Kiedy jednak zdaje sobie sprawę, że nie ma szans na to, by wszystko było po staremu, sięga po strzelbę.

Mógłbyś opowiedzieć o pracy z młodziutkim Thomasem Giorią grającym Juliena? Jest znakomity. Podejrzewam, że musiałeś włożyć sporo wysiłku w to, aby właściwie poprowadzić debiutanta przed kamerą

Sam odpowiedziałeś sobie na pytanie. On jest po prostu znakomity. Wcale nie musiałem z nim długo pracować. Moim głównym zadaniem było stworzenie mu odpowiednich warunków do grania. Chciałem, aby w pełni rozumiał, o czym traktuje ta historia. Thomas, chwalić Pana, nie pochodzi z rodziny, w której dochodziło do aktów przemocy domowej. Jest naturalnym talentem, więc mogłem siedzieć na krześle, pić kawę i obserwować, jak fenomenalnie wciela się w swoją postać. Pamiętam, jak czytałem scenariusz i zachodziłem w głowę: jak znajdę małego chłopca zdolnego odegrać tak trudne sceny. I wtedy znalazłem jego. Jest niezwykle dojrzały i wrażliwy. Słucha wszystkich dookoła, instynktownie reaguje na to, co robią i mówią jego ekranowi partnerzy. Gdy w jednej ze scen jego filmowa matka zaczęła płakać, on sam również wpadł w szloch. Zrobił to, choć wcale mu nie kazałem. Wyczuł, że taka powinna być reakcja jego bohatera.

Czy będąc jednocześnie reżyserem i aktorem łatwiej ci jest pracować ze swoją obsadą?

Zostałem reżyserem także po to, aby móc się obsadzać we własnych filmach (śmiech) W moim przypadku oba zawody uzupełniają się. Ja i moja obsada mówimy w tym narzeczu. Wiem, co chodzi im po głowie, a oni zdają sobie sprawę z tego, z jakimi wyzwaniami ja muszę się zmagać. Uwielbiam pracować z aktorami. Jeśli chodzi o resztę ekipy, staram się otaczać zaufanymi ludźmi, którzy wiedzą, co chcę osiągnąć. Dzięki temu nie muszę tracić energii i mogę w pełni poświęcić się obsadzie. 
4