Intelektualnie płytki, żeby nie powiedzieć trywialny. Fajna scenografia to za mało. Zabrakło autentycznej trwogi, przerażenia systemem, nadziei w prolach (których na ekranie praktycznie nie ma).
Żenujący jest też JOHN NURT - beznamiętny, słaby. W książce obserwujemy jego budzenie się do życia, rosnącą nadzieję, energię. Tymczasem aktor do końca gra na jednej nucie - suchotnika, który zaraz zemdleje.
Warto tylko dla dialogów dosłownie przeniesionych z książki.
Dla Richarda Burtona - jest już niestety bardzo stary.
I dla SUZANNY HAMILTON jako JULII- która swą nagością i jurnością wygrywa sprzeciw dla systemu, który chce odebrać ludziom nawet prawo do orgazmu. Jej seks jest szczerym buntem przeciw partii. Jej wierzymy.
Klęska na całej linii.
Właśnie ze względu na scenografię i Burtona, który mnie przekonał moja ocena jest taka, a nie inna - bardzo, baaaardzo łaskawa.
Orwell straszy w książce.
Film nie straszy wcale.
Niby wszystko w filmie jest na miejscu - a po obejrzeniu człowiek ma wrażenie, że brakuje... czegoś. Samej esencji.
Moim zdaniem najbardziej zawalił reżyser. Jego wizja "egzystuje", ale nie Żyje.
Hmmm... wyraźnie masz o mnie błędne zdanie i to nie poparte żadnym dowodem.
Nie o krew i głowy mi chodziło.
A niech to. Nie chce się edytować.
O AutorzeAutorze. A ponieważ podpisuję się pod jego słowami - to i o mnie ;)))
Jak już to John Hurt, a nie Nurt, ale wierzę, że to jedynie literówka...
film jest nieco wyrzuty z emocji, nie dorównuje książce pod tym względem, ale naprawdę nie rozumiem jak mogła się nie podobać rola Hurta jako Winstona... szczególnie sceny tortur, także te w celi 101.
Akurat aktorka grająca Julię, nie podobała mi się w ogóle, kompletnie inaczej ją sobie wyobrażałam, nie podołała roli.
Raczej nie podołała (twemu) wyobrażeniu...jest żywa w tej emocjonalnej pustce, jaką przedstawia reżyser i pozostaje anonimowa, jak wszyscy w tym filmie. Ale to zgodnie z konwencją.
Poza scenografią i Burtonem dużym plusem filmu jest również klimatyczna ścieżka dźwiękowa.
Film jest dziełem oddzielnym i trzeba go traktować autonomicznie. Wiadomo, że adaptacja to tylko adaptacja, a reżyser w tym przypadku miał swoją własną wizję roku 1984.
Mnie w tym filmie poruszyła genialnie oddana atmosfera beznadziejności, w której wszystko z góry skazane jest na niepowodzenie. I moim zdaniem to fatum jest o wiele straszniejsze od powieściowe grozy.
A rola Johna Hurta jest świetna i nie wiem, jak można napisać o nim "beznamiętny i słaby" - to, że taka jest jego postać zapisać trzeba na jego plus. Idealnie pasuje do koncepcji reżysera.
Chociaż też odniosłem wrażenie, że czegoś brakuje, uważam, że postawa bohaterów była bardzo ciekawa. Są w swojej nowej wolności trochę zagubieni, jak dzieci. A dodatkowo, Julia łączy tą naiwność z prowokacyjną seksualnością. Jak dla mnie to perełka :P.
Kurcze ,czepiacie sie troche towarzyszu, bo jakby nie patrzec to jeszcze nie widzialem filmu, ktory dorownalby ksiazce( chociaz kilka sie zblizylo)
I dziwi mnie tak niska ocena ,przy dosyc wysokich dla "Szybcy i wsciekli 6", "Punisher" czy "Igrzyska smierci" ktore to "1984" do piet nie dorastaja. Pozdrawiam
Nie wiem, po dystopii spodziewałem się jakiejś lepszej scenografii. Tu mamy co najwyżej wysypisko, w porywach małe miasteczko z Europy Wschodniej. Film chyba najbardziej broni się tą całą iluzją tworzoną przez system, sprowadzeniem ludzi do roli robaków zamkniętych w pudełkach i nietypowym podziałem świata. Może moje odczucia względem "1984" poprawia się, gdy obejrzę ten film do końca.
Nakręć swoją wersję, z chęcią ją ocenię. Może będzie bliższa prawdy i wszyscy zgodnym chórem okrzykniemy Cię naszym Wielkim Mistrzem.
Najgłupsza riposta we wszechświecie, nie rozumiem logiki osób, które jej używają :)
Może dla Ciebie jest to najgłupsza riposta, jaką w całym w swoim życiu słyszałeś lub przeczytałeś. Może nie rozumiesz mojej logiki i może nigdy jej nie zrozumiesz, to Twój problem a nie mój. Więc jeśli chcesz się dowiedzieć i o mojej ripoście dla Ciebie, to poczytaj sobie kawał: Wujek Staszek - Mistrz ciętej riposty. Koniec jest dla Ciebie :) A tak na marginesie, to podziwiam Twoją znajomość wszechświata - jesteś dla mnie Bogiem.
Pewnie, że jestem. Wiem nawet co znaczą cyferki w twoim nicku. To iloraz twojej inteligencji. Zapisany od tyłu :)
Dziękuję, że ktoś też uważa, że ta riposta to czysty debilizm! A logika jest rzeczą obiektywną, jest jedna, nie można mieć sobie własnej logiki, i stwierdzenie "Jak ci się nie podoba, to zrób lepiej" jest zwyczajnie nielogiczne, a nie logiczne w jakiś zawiły, subiektywny sposób.
Aż taki kiepski ten film nie jest. Nie zgodzę się co do Hurta, gdyż moim zdaniem zagrał bardzo dobrze. Dla ostatniej kreacji Richarda Burtona faktycznie warto obejrzeć, zaś aktorstwo Hamilton to bez dwóch zdań jeden ze słabszych punktów tego filmu. Jeżeli zagrała tutaj lepiej od Johna Hurta, to ja jestem ksiądz proboszcz. Scenografia i dialogi są OK, ale poza tym film (tak trochę) wieje nudą. 1984 nie zasługuje z pewnością na 2/10, ale choćby na ocenę 3 razy większą. Dla mnie 6/10 to dosyć słuszna ocena.