mimo, że może kilka motywów zaczerpniętych, to emocje nieustannie towarzyszą przy oglądaniu. Takie już są te japońskie filmy. Niezastąpione, nie do skopiowania. sporo nierealności, ale o to chodzi w tym filmie. To jest po prostu wizja. Wizja, którą obrał sobie reżyser, za pomocą scenariusza swego syna. I Fukasaku wyszedł na dobre. Zrobił taki obraz, którego łatwo się nie zapomina, który mimo małego budżetu zawojował nie tylko Japonie, ale i cały świat! Aktorstwo jest bez zarzutu, muzyka też, zachwyciło mnie dodanie Arii na strunie G Bacha w takim momencie:)(nie będe zdradzał). Niektóre postacie zyskują nasze zaufanie. A i znalazłem tu kilka znajomków z japońskiego kina, Kitano to wiadomo, ale np. Kou Shibasaki(b. ją lubię - tutaj czarny charakterek), Chiaki Kuriyama i Anna Nagata, która mimo małej filmografii, w pewnym sensie zwróciła moją uwagę(widziałem ją wcześniej w "Chakushin Ari"). Ogólnie pomysł, kreska scenariuszowa bez zarzutu. Polecam. 9/10...