Wytrzymałem do połowy tego "arcydzieła kina SF". Dosyć odległa przyszłość a urządzenie do przeglądania archiwów DNA wyglada jak maszynka do mięca w masarni z lat 60 XXw. W filmie monitory amoled, oled czy inne współczesne wyparte zostały chyba przez kineskopy ::) Wnętrza przypominają bunkry z II wojny światowej a ludzie snują się po tym świecie jakby jedyną dostępną substancją do spożycia była kokaina.
Taka była wizja twórców odnośnie urządzeń lub pomieszczeń. Nawiązanie do pierwszej części. Mnie to się bardziej podoba, niż te wszystkie supertechnologie pokazane w filmach sci-fi. Może dzięki temu film ma taki klimat, jakby nie patrzeć, wyjątkowy.