(...) Film jest pełen sennych, nasyconych kolorów, budzących skojarzenia z wczesnymi dziełami Dario Argento. Zapewnia mu to bogaty wygląd, choć koszty produkcyjne miały sięgać jednego miliona dolarów. Barwne są też rozważania reżysera nad coraz silniejszym wpływem technologii, nad popularnością w sieci, która − choć opłacana w „lajkach” − dla wielu ma homeryczne znaczenie. Horror to gatunek, za sprawą którego coraz więcej młodych filmowców próbuje komentować choroby społeczeństwa i Goldhaber odnajduje się na tym froncie świetnie. Scenariusz filmu nie jest może najbardziej rozbudowany. Zauważymy w nim nawet pewne niedopowiedzenia, którym należało poświęcić więcej uwagi (przykład: rozwiązanie zagadki, która dławi Alice). Mimo to, za sprawą Madeline Brewer „Cam” ogląda się jednym tchem, praktycznie bez znużenia. Aktorka wzbudza empatię, oddycha swoją rolą; podniecenie miesza się u niej z przerażeniem. Koniec końców to ona jest siłą napędową filmu.
„Cam” to frapujący filmowy eksperyment − udany bardziej niż „Unfriended: Dark Web”, nie mniej niż „Unsane” Stevena Soderbergha.
Pełna recenzja - #hisnameisdeath