Jak dla mnie film ani ziębi ani grzeje, dobry do obejrzenia, żeby chociaż zabić nudę....dobra lepiej nie będę szerzyć tu jakieś anarchii, po tym jak się czyta Wasze komentarze, oceniające "Chloe" w samych superlatywach...
Za to chętnie zwrócę uwagę na fakt, że film porusza wg mnie bardzo ważny problem, mianowicie kryzys wieku średniego, zarówno Catherine, jak i David odczuwają znaczny dyskomfort zwg na swój wiek. Ona - czuje się nieatrakcyjną już kobietą, wręcz starą! Nie potrafi być nadal kochanką dla swojego męża, szuka więc ratunku dla siebie, gdy poznaje niespodziewanie tytułową bohaterkę. On - by podnieść swoje alter ego, flirtuje ze swoimi studentkami i znacznie młodszymi od siebie kobietami. Specjalnie spóźnia się na samolot, by nie obchodzić swoich kolejnych urodzin, które jeszcze bardziej przypominają mu o lecących jak z bicza strzelił latach.....
Co prawda im udało się znaleźć i odkryć (tak sądzę) na nowo miłość i to łączące ich uczucie, które narodzilo się między nimi, gdy byli jeszcze młodzi.....ale to chyba jednak tylko jeden z nielicznych przypadków.
Więc ludzie! Cieszmy się póki możemy, że jesteśmy jeszcze młodzi i piękni ;)
ps. Czasami nawet zastanawiam się, czy między moimi rodzicami nie jest podobnie.....pomyślcie również o swoich, być może nie dostrzegacie, że ich "młodzieńczy żar" nieco przygasł.......pozdro :)
Ten film porusza wiele innych "wątków", nie tylko kryzys wieku średniego. Skoro zauważyłaś jedynie jeden to nie dziwie się, że Twoja opinia to "ani ziębi, ani grzeje". Jeśli poszerzysz obszar swoich obserwacji dostrzeżesz wiele innych i równie ważnych problemów życiowych ludzi w ówczesnych czasach. Trzeba się wgłębić w film i jego bohaterów żeby to dostrzec. Pozdrawiam