Człowiek z księżyca

Man on the Moon

1999 1 godz. 58 min.
7,2 45 105
ocen
7,2 10 45105
34 330
chce zobaczyć
7,8 13
ocen krytyków
{"rate":7.769231,"count":13}
{"type":"film","id":887,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Man+on+the+Moon-1999-887/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Człowiek z księżyca
  • candn_filmweb ocenił(a) ten film na: 9

    ... jest jednym z najlepszych współczesnych reżyserów.
    Jest, nie boję się tego powiedzieć, mądry, dyskretny, subtelny, wspaniale prowadzi aktorów i robi filmy o rzeczach naprawdę ważnych (przede wszystkim o wolności, której tępo nie idealizuje, ale bada jej granice).
    "Człowiek z księżyca" to świetny, przejmujący film.
    Warto też zauważyć, że pod ręką Formana Carrey (warsztatowo zawsze bezbłędny) dokonuje cudów i wnosi się kilometry nad błazenadą w stylu "Głupi i głupszy".

  • greggreg86 ocenił(a) ten film na: 9

    candn_filmweb A propos Cerreya - rzekłbym nawet, że to jego życiowa rola (z całym szacunkiem do Truman show i Zakochanego bez pamięci).

  • candn_filmweb ocenił(a) ten film na: 9

    greggreg86 Chętnie się z tym zgodzę i bardzo się cieszę, że Carrej nie jest tylko błaznem - "człowiekiem gumą" o twarzy i kościach rozciągliwych poza granice wyobrażenia (co zresztą, nie przeczę, robi nadzwyczaj profesjonalnie), ale też okazuje się aktorem zdolnym do ambitnych kreacji.
    Zagrał zresztą jak najbardziej "poważną" rolę w "Zakochanym bez pamięci".

  • candn_filmweb ocenił(a) ten film na: 9

    candn_filmweb Wcale nie gardzę komediami, nawet (zwłaszcza) zwariowanymi.
    Świetnie ubawiłem się na "Ja, Irena i ja", ale serii "Głupi i głupszy" organicznie nie trawię.
    Może dlatego, że pierwszy film naprawdę "jedzie po bandzie", wywołując zgorszenie, oburzenie i grymasy wyższości u półinteligentów i nadętych "ęteligentów" (takich jak Kłopotowski, vide recenzja tego zgrzybiałego umysłowo mędrka na FW:):):)), zaś drugi jest zwyczajnie obleśny i skrojony bezwstydnie wprost na miarę ćwierćinteligentów:):):)

  • greggreg86 ocenił(a) ten film na: 9

    candn_filmweb Mimo wszystko mam wrażenie, że jest to aktor jednak zmarnowany. (Poza swoją karierą komika czy raczej "standapera"- że tak to nieszczęśliwie spolszczę- którą ma długą i niewątpliwe chlubną). Jego niezwykły talent komiczny (wspomniana twarz z gumy) wtłoczył go w szereg produkcji, z których- jak myślę- nie jest szczególnie dumny. Nadzwyczaj rzadko korzysta się z jego talentu do grania ról dramatycznych (czy też przynajmniej ról nie bazujących tylko na jego umiejętnościach komicznych, lecz po prostu na talencie aktorskim), mimo kilku bardzo przecież udanych ról w tzw. "poważnych filmach", u tak świetnych reżyserów jak Peter Weir czy Milosz Forman.
    Rzadko też występuje w rolach drugoplanowych, a ile może wnieść dobrego na drugim planie widać choćby w - skądinąd niezbyt udanym- Kick Ass 2 , gdzie sceny z jego udziałem są jak dla mnie jedynymi wartymi uwagi w tym przereklamowanym filmie.

  • candn_filmweb ocenił(a) ten film na: 9

    greggreg86 I tu się zgodzę.
    Chętnie napisałbym, że Carrey rozmieniał się na drobne, gdyby... nie były to grube dolary.
    Nie zapominajmy, że aktorstwo to jednak nie jest zbyt poważny zawód, polega przede wszystkim na przebieraniu się (często w idiotyczne kostiumy) i "wygłupianiu" się przed publicznością (wliczam w to także płacz) za pieniądze:):):)
    Nie potrafię wyznaczyć punktu, w którym Carrey został "zaszufladkowany", bo nie śledziłem jego wczesnej kariery (zdaje się grał także w jakichś sitcomach), ja zauważyłem go w "Masce" - całkiem dobrze zrobionym i bardzo popularnym filmie.
    Szanuję Carreya za profesjonalizm, bo w swoje "wygłupy" wkłada naprawdę dużo uczciwej pracy a talentu mu Bozie nie poskąpiła (czego nie sposób powiedzieć o wielu innych aktorach).
    Naprawdę dobra, perfekcyjnie dopracowana jest na przykład jego rola Człowieka Zagadki w "Batman Forever", co świadczy o tym, że nawet "wygłupiając się", można zachować dążyć do maximum zawodowej uczciwości.
    PS
    Tak a propos "zaszufladkowania".
    Na coś podobnego, całkiem świadomie, zgodził się świetny (moim zdaniem, a potrafię udowodnić, że jest nie tylko pomysłowy, ale wyrobił sobie doskonały styl) pisarz - Stephen King.
    Wydali mu po kolei dwa horrory, a on cierpiał na brak kasy i głód sukcesu.
    Nie wyszedł na tym źle (delikatnie mówiąc:):):)), przede wszystkim finansowo, ale przecież nie tylko.
    My, czytelnicy i widzowie - także.
    A że nie dostanie nigdy Nobla...?
    Coś za coś?
    Czasem nie można mieć wszystkiego na raz, a nagrody, szczególnie te najwyższe:(:(:(, często i tak są rażąco niesprawiedliwie rozdzielane.