(...) "Talon Falls" powstał, by zaspokoić najprostsze, najbardziej zwierzęce instynkty. To po trosze wariacja na temat "Hostelu", osadzona nie w Europie Wschodniej, a w jarmarcznym sercu Stanów Zjednoczonych. Efekty bywają tu przyjemnie kiczowate, choć generalnie są wykonane solidną ręką, a podejście Shreve’a do widza okazuje się wręcz wielkoduszne. Kamera nigdy nie odwraca się od makabry na życzenie reżysera: bezczeszczenie ciał i cierpienie kolejnych postaci mają sprawić, że w fotelu wzdrygnie nawet twardziel, który widział już "wszystko". "Talon Falls" nie zawładnie może zestawieniami najbardziej brutalnych filmów wszech czasów, ale i tak stanowi mocne widowisko. W czasach zdominowanych przez horrory opatrzone kategorią PG-13 fakt ten powinien ucieszyć każdego fana grozy.
Pełna recenzja: #hisnameisdeath