Matko, nie sądziłam, że w moim rankingu na "antycznego gniota" coś może przebić "wiekopomne" dzieło "Amazonki i gladiatorzy", no ale człowieka zawsze może spotkać miła niespodzianka. Nie wiem sama czy śmiać się czy płakać. Wszystko leży i kwiczy- scenariusz, reżyseria, aktorstwo ( moją absolutną faworytką jest szlachetna Albina której głupawy uśmieszek nie schodzi z twarzy przez cały film), rysunek postaci, no dobra- pomijając niedźwiedzia walki były zaaranżowane nie najgorzej. Lanista nie byłby taki zły gdyby nie sypał co pięć sekund pseudo-filozoficznymi mądrościami o subtelności młota pneumatycznego. Na dodatek film czerpie garściami z "Gladiatora" którego zresztą również nie uważam za wybitne dzieło (przynajmniej pod względem równie ubogiej fabuły, bo reżyseria i aktorstwo i oprawa wizualna to wiadomo- zupełnie inna bajka)- zwłaszcza pod względem muzyki, od czasów filmu Scotta żadna starożytna produkcja nie jest w stanie obyć się bez babskiego zawodzenia w tle. A skoro już jesteśmy przy muzyce, to pomysł z puszczaniem w środku fabuły w tego typu filmie, jakiegoś popowego kawałka, woła o pomstę do nieba.
Uff...jeżeli ktoś interesuje się tematyką starożytnego Rzymu i filmami nie urągającymi inteligencji widza, polecam seriale "Ja, Klaudiusz", "Rzym" i film "Tytus Andronikus".