Zwariowana adaptacja anime kultowej horror mangi Junji Ito (w reżyserii Takayukiego Hirao i ze studia ufotable). O ile komiks buduje grozę powoli, epatując lepkim odorem i obrzydzeniem, o tyle anime zmienia się w dynamiczny, apokaliptyczny, a nawet lekko erotyzujący (postać Eriki) film akcji. Widok tysięcy zmutowanych ryb, rekinów i innych stworzeń (np. ośmiornica) pędzących na mechanicznych odnóżach przez japońskie miasta ma w sobie gigantyczny ładunek groteski. Momentami granica między body horrorem a czarną komedią całkowicie się zaciera - "Gyo" to czyste, nieskrępowane szaleństwo.
W anime to Kaori próbuje uratować swojego narzeczonego, Tadashiego, który szybko znika z pola widzenia. Ta zmiana dynamiki sprawia, że film ogląda się zupełnie inaczej niż pierwowzór Junji Ito, co dla wiernych fanów komiksu bywa wadą, ale dla samej filmowej narracji nadaje sporego tempa. Studio unfotable ("Demon Slayer") połączyło tradycyjny rysunek z elementami CGI (mechaniczne maszyny). Tak jak wspomiałem, "Gyo" to dynamiczny i obrzydliwy body horror ze sporą dawką gore.
Idealny seans na luźny wieczór. Film obejrzałem krótko po przeczytaniu mangi Junji Ito. Czas trwania: 70 minut.
"Gyo" w wersji anime stawia na szybką akcję i szokowanie, tracąc przy tym część subtelnego, literackiego niepokoju oryginału, ale fanom horror anime może się podobać.