Ciężko jednoznacznie wypowiedzieć się na temat tego filmu. Na pewno niesie on jakieś głębokie przesłanie, które chyba ja nie do końca odkryłem. Moim zdaniem opowiada on o mrocznych zaułkach w umyśle człowieka. Główny bohater władzę jaką dał mu mundur oficera SS wykorzystał w sposób destrukcyjny ( siejąc morderstwa i terror, stając się panem życia i śmierci), a mógł równie dobrze starać się ocalić życie wielu ludzi. Odniosłem wrażenie, że film ten w swojej akcji był momentami chaotyczny, przedstawiając paranoiczną rzeź (chociaż bez plastycznie dokładnych scen mordów) pokazaną bez większego sensu. Na pewno zwraca uwagę świetna gra aktorska Maxa Hubachera, który świetnie wcielił się w rolę głównego bohatera - niemieckiego kapitana. Reasumując - mnie ten film szczególnie nie urzekł. Myślę jednak, że warto go zobaczyć chociażby ze względu na specyficzny klimat jaki przedstawia (chaos w szeregach wojsk niemieckich na wiosnę 1945 roku, tuż przed upadkiem III Rzeszy) oraz świetną grę aktorską. 5/10.
Rzeczywistość końca wojny po stronie niemieckiej pokazuje też literatura. W książce Grassa "Przy obieraniu cebuli" można przeczytać o lotnych grupach żandarmerii, które każdego żołnierza bez pisemnego rozkazu traktowały jako dezertera i wieszały. Podobnie u von Lucka w "Bylem dowódcą pancernym" opisana jest sytuacja, gdy wysłany po transporter do warsztatu sierżant został powieszony, bez próby skontaktowania się oprawców z jego przełożonym. Władza upaja, a gdy do tego dojdzie jeszcze przeświadczenie o działaniu w ramach posłannictwa, to nadchodzi lawina zbrodni. W końcowym okresie III Rzeszy za mordowanie defetystów brali się też cywile, bez żadnych formalnych uprawnień. Przynajmniej tak pokazują to filmy dokumentalne.
Jednym słowem Niemcy (nie żadni mityczni naziści) do końca wierzyli w swojego fuhrera i w imię tej wiary mordowali swoich pobratymców.