Kara

Sakebi
2006
5,5 1,0 tys. ocen
5,5 10 1 1010
5,7 3 krytyków
Kara
powrót do forum filmu Kara

ocenił(a) film na 6

Gdzieś w portowej części Tokio wydarza się morderstwo. Ubrany w czarny płaszcz, postawny mężczyzna zabija ubraną w czerwoną suknię
kobietę, topiąc ją w głębokiej kałuży. Policja znalazłszy ciało podejrzewa, że kobieta padła ofiarą gwałciciela albo złodzieja. Policjant który
prowadzi śledztwo bardzo szybko zdaje sobie sprawę, że znalezione na miejscu zbrodni ślady silnie wskazują, iż to on popełnił tę zbrodnię.
Jego płaszcz jest bowiem pozbawiony jednego guzika, a na miejscu zbrodni znaleziono akurat taki, który by do niego idealnie pasował.
Ponadto sznur jakim przed zamordowaniem związano kobietę, jest identyczny z tym, który policjant posiada w domu, a nawet jedyne odciski
palców jakie technicy znajdują na miejscu, należą właśnie do niego. Co gorsza nie pamięta on w ogóle co robił poprzedniej nocy, gdy
kobieta w czerwonej sukni straciła życie. Morderstwo to nie jest jednak jedyne. Już wkrótce zaczynają ginąć następne, przypadkowe osoby w
bardzo podobnych okolicznościach - poprzez uduszenie w płytkiej, słonej wodzie. Już od samego początku seansu towarzyszy nam więc
tajemnica - nie wiadomo kto morduje, dlaczego i czemu ślady pierwszego zabójstwa wskazują na głównego bohatera...

Zasiadając do tego filmu zupełnie nie wiedziałem, że nakręcił go Kiyoshi Kurosawa, który kilka lat wcześniej zrealizował bardzo znane i
chwalone "Kairo". Spodziewałem się kolejnego japońskiego horroru o długowłosym, kobiecym duchu, który mści się za swoją nieszczęśliwą
śmierć, a otrzymałem intrygujący kryminał poruszający tematy, o których już wcześniej mówił "Kairo", choć w trochę inny sposób. "Kara" to
film przyglądający się współczesnemu światu i nowoczesnemu społeczeństwu, film który zastanawia się nad jego kondycją i kierunkiem w
jaki on zmierza. Pokazuje świat, które krzyczy bezgłośnie o pomoc, świat przepełniony ludźmi, tłumem samotników, którzy wołają o pomoc,
ale jej nie otrzymują bo są niezauważani przez pozostałych, ignorowani i wykluczani każdego kolejnego dnia, bo nie pasują do tłumu. To film
krytykujący pędzący bezkrytycznie przed siebie w nieznane świat, którzy nie czeka na ludzi, zostawiając ich samym sobie, zostawiając tych,
którzy nie potrafią się do niego dopasować i dostosować. To także film o wyrzutach sumienia, poczuciu winy wynikającym z niespełnionych
obietnic, własnych zaniedbań i niemożności wpłynięcia na tę nienormalną rzeczywistość.

Jak to u Kurosawy, historia ta opowiedziana jest nie wprost, przy użyciu wielu symboli, wykorzystując liczne metafory, by pod pozorem
kolejnego filmu o duchach lub kryminału o tajemniczej zbrodni, powiedzieć o czymś ważnym, zabrać głos na istotny temat. Dlatego filmu tego
horrorem nazwać w żaden sposób nie można, bo nie straszy tutaj kompletnie nic i nie ma w nim ani jednej! sceny, która przyśpieszałaby
choćby odrobinę bicie naszego serca - to już "Kairo" było bardziej przerażającym obrazem. Znajdzie się tutaj co prawda kilka momentów,
które zanoszą się na takie, w czasie których coś może nas wystraszyć ale nie dzieje się w końcu w nich zupełnie nic przerażającego i
oglądamy je ze stoickim spokojem. Seans mija więc spokojnie, bez jakichkolwiek skoków napięcia czy konieczności chwilowego
zasłaniania oczu, przed strasznymi obrazami wypływającymi z ekranu. Jeśli więc ktoś ogląda ten film z zamiarem wystraszenia się, srogo się
zawiedzie. Ci jednak, którzy lubią być zaskakiwani nieoczekiwanym przepływaniem filmu z jednego gatunku w inny, powinni być
usatysfakcjonowani.

Zamiast zwykłego straszenie Kurosawa oferuje nam jednak nie tylko wiele poukrywanych pytań na temat współczesnego świata ale również
wysuwającą się na pierwszym plan, całkiem ciekawą i tajemniczą historię pewnego dochodzenia, która rozwija się niespiesznie ale na
szczęście nie nazbyt wolno, przez co jego film nie jest nudny, ani zbyt długi. Jest w niej co prawda trochę nieścisłości, naciągnięć i chwilami
nie za bardzo zrozumiałych rozwiązań, ale to dodaje jej tylko jeszcze więcej tajemniczości i zmusza do własnego dochodzenia o co tak
naprawdę w niej chodziło. Bo choć zakończenie tłumaczy najważniejsze zagadki i daje odpowiedzi na główne pytania, to jednak i tak na
koniec pozostaje z nami pewna niewiadoma i nie wszystkiego możemy być pewni. Podobnie jak w innych japońskich historiach o duchach
tak i w tej pojawia się młoda kobieta z czarnymi długimi włosami, tym razem ubrana jednak na czerwono, a nie na biało i inaczej niż zwykle,
zachowuje się normalniej (prócz tego, ze potrafi latać), a nie jak jakieś monstrum czołgające się po podłodze lub ścianach. Duchów z resztą
jest tu więcej, ale co ciekawe są one bardzo spokojne, wyciszone, choć różnią się charakterem i z niektórymi da się nawet porozmawiać.

Bardzo wiele dobrego dla tego filmu zrobiła muzyka, której o dziwo jest tutaj bardzo dużo, bo wybrzmiewa zza kadru praktycznie w każdej
ważniejszej scenie. O dziwo, bo w innych japońskich filmach grozy, jakie do tej pory dane mi było oglądać, muzyka była szczątkowa i służyła
tylko za podkład, ograniczała się jedynie do zawodzących dźwięków, nadających danej produkcji nieprzyjemną atmosferę. W tym filmie jest
pełniejsza i posiada nawet własny motyw przewodni, który przewija się przez cały film i buduje ciekawy, zagadkowy klimat. Źle niestety
wypadają wszystkie momenty z duchem unoszącym się w powietrzu, jak latawiec na wietrze, które są niezamierzenie śmieszne. Tragicznie
wyglądają też, i nie wiem jak mogły w ogóle znaleźć się w gotowym filmie, sceny w czasie których bohaterowie jeżdżą samochodami, bo
wyraźnie widać w nich, że zostały nakręcone w studio - za oknami przewija się sztuczny krajobraz, jakby rzucany słabym rzutnikiem na ścianę.
Nie do pojęcia, ze w filmie sprzed 4 lat znalazła się taka niedoróbka.

6/10

Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa
ocenił(a) film na 7
milczacy

Świetna recenzja, brawo za trafne spostrzeżenia

milczacy

Odnośnie scen ukazujących jazdę samochodem, Kurosawa w wielu swoich filmach wykorzystał tylną projekcję w tym właśnie celu. Ba, robi to do dziś [patrz: Cloud (2024)] i za każdym razem zamierzonym efektem jest zintensyfikowanie atmosfery odrealnienia. Kwestia formalnego stylu reżysera, a nie niedoróbki.