Już nawet takie "Jestem Eddie" wypadło dużo lepiej.
Dużo o rozterkach, mało o muzyce, nic o wejściu Smitha i Frusciante. No się pojawił. Przeżywali wszyscy śmierć Slovaka, nie wątpię, a nic tu o podjęciu decyzji o dalszym graniu, kontraktach itd. ehhh