Film słaby. Nie znalazłem w nim nic, co by mnie wciągnęło, zainteresowało. Zero akcji, ciekawych dialogów, budowania napięcia, dobrych kreacji aktorskich. Skoro film, z tego co czytałem, i tak odbiega od faktów, to można było zrobić go o wiele, wiele lepiej.
Historia sama w sobie ciekawa, ale te wszystkie nagrody, nominacje, są tylko za to, że film jest pro-amerykański. Amerykanie swoje filmy, w których są przedstawieni jako wielcy bohaterowie, zawsze będą nagradzać. O ile filmy o II Wojnie Światowej czy Wietnamie w sporej części na to zasługiwały, o tyle teraz zaczynają robić gnioty.
Zostanę pewnie zjedzony za to porównanie, ale jeśli chodzi o film podobny tematycznie do Argo, wolę obejrzeć kolejny raz "Operację Samum".
P.S. Jedno w filmie mi umknęło, albo nie jest to wyjaśnione. Jak już zrobiono nalot na ambasadę Kanady i nie znaleziono tam "filmowców", skąd wiedziano, że trzeba od razu dzwonić na lotnisko?
P.S.2. Filmweb wprowadza w błąd. Ten film nie jest o sześciu zakładnikach porwanych w Teheranie. Bo niby przez kogo oni zostali porwani?
W tej scenie nie ma mowy o tym, że amerykanie uciekli. Po prostu robiąc nalot na ambasadę nie zastali ich tam i nie znaleźli też kartki "pojechaliśmy na lotnisko". Mogli np zmienić miejsce ukrycia.
W jakich oscarowych filmach o Wietnamie Amerykanie byli "przedstawieni jako wielcy bohaterowie"?
Trochę źle to napisałem. Mój błąd. Chodziło mi o to, że o ile sporo filmów o II Wojnie Światowej czy Wietnamie można uznać za dobre czy nawet nazwać je arcydziełami, to te o bardziej "współczesnych" wojnach, już nie mają tego "czegoś". Np "Hurt Locker" mnie zawiódł, Argo też. Teraz czekam na "Zero Dark Thirty", ale nie spodziewam się gęsiej skórki jak przy oglądaniu np "Szeregowca Ryana". "Jarhead" nie był zły, ale to nie to co "Wróg u bram" czy "Czas apokalipsy".
Według mnie film niezły. To jest taki typ filmów, który nie powinno się oceniać zbyt surowo. Jest całkiem dobrze zrobiony, ale bez jakichkolwiek wzniosłości. Może taki miał być. Lubię filmy polityczne, ale "Operacja Argo" bardziej mi podchodzi momentami pod film dokumentalny. Zgodzę się z Tobą dudi82, że brakowało trochę akcji i napięcia. Miejscami film był na prawdę flegmatyczny. [SPOILER] Końcówka filmu drgnęła lekko moimi emocjami, bo w końcu zostali wolni.
Film można śmiało obejrzeć w zimowy wieczór, ale nie wciągnął mnie jak chodzenie po bagnach :) Aczkolwiek fabuła była dla mnie interesująca. Nie bardzo tylko rozumiem, za co tyle nagród?
Twoje P.S. Przecież przebywali tam dłuższy czas nie wychodząc z domu. Po nalocie gdzie indziej mogli być? Tylko na lotnisku w celu ucieczki.
Moja ocena 6/10.
Amen.
W filmie wyglądało to tak, jakby w ambasadzie ktoś im powiedział, że pojechali prosto na lotnisko. Ale może faktycznie było to coś w stylu "skoro tu ich nie ma, to może chcą uciec - zadzwońmy na lotnisko".
"Operacja Argo" bardziej mi podchodzi momentami pod film dokumentalny.
Dokładnie. Np scena gdzie John Chambers po powrocie z piwa czeka na możliwość wejścia do biura, bo akurat kręcą jakąś scenę. Tylko stoją i czekają. A gdyby to nakręcić tak, że oni słyszą dzwoniący telefon i kłócą się z facetem, który ich zatrzymywał, że muszą odebrać, scena od razu byłaby bardzo dynamiczna, ciekawa. I takich scen są na pęczki.