Ktoś napisał na murze: "no borders, no nations, no deportations". Ktoś inny zamazał każde "no". Jesteśmy w Alpach, w okolicach przełęczy Montegenèvre, po stronie francuskiej, z której czasami widać Włochy. Okolica turystyczna, ale dość spokojna, hotele, pensjonaty, stoki narciarskie, szkółki dla dzieci, w nocy niebo pełne gwiazd.... Ktoś napisał na murze: "no borders, no nations, no deportations". Ktoś inny zamazał każde "no". Jesteśmy w Alpach, w okolicach przełęczy Montegenèvre, po stronie francuskiej, z której czasami widać Włochy. Okolica turystyczna, ale dość spokojna, hotele, pensjonaty, stoki narciarskie, szkółki dla dzieci, w nocy niebo pełne gwiazd. Reżyserka Juliette de Marcillac pokazuje rzeczywistość równoległą, ale tak bardzo kontrastującą z pozornym spokojem kurortu wypoczynkowego. Ucieczka, wielogodzinne czatowanie w samochodzie, unikanie policji i jednoczesna obserwacja ruchów funkcjonariuszy wywożących na włoską stronę granicy osoby chcące aplikować o azyl we Francji. Aktywistki, którym towarzyszy reżyserka, wcześniej pracowały w Calais. Migrujące osoby często tułają się po Europie od lat, przemielone przez niewydolny system, uciekające przed deportacjami, przerzucane przez granice i tysiące kilometrów. To film zbudowany na szeptach i skrzypieniu śniegu w lesie, monotonnym szumie silnika i dławiącej ciszy. czytaj dalej