Dla mnie bomba. Klimat, gra aktorska, fabuła, zastosowane techniki wszystko. Mam jednak pewien niedosyt i nie do końca rozumiem zamysłu reżysera dlaczego nie pociagnął wątku z policjantem, który ją śledzi i później wyczekuje obok komisu z autami. Jak myślicie dlaczego? Jeśli chodzi o największą scene grozy to mnie przeraziła scena w której przebrany za matke Norman z nożem w ręku wpada do graciarni i chce zabić siostrę zamordowanej złodziejki pieniędzy.
Mi się wydaję, że reżyser dodał ten wątek z policjantem tylko dlatego, żeby zatrzymać widza w niepewności i dodać pewnej atmosfery. Bo prawdę mówiąc - mija bardzo dużo czasu, nim w filmie zaczyna się ten hitchcock`ski dreszczyk. A co do wspomnianej sceny - zgadzam się! Jedna z trzech moim zdaniem, która powala na łopatki.