Miał być niby szokujący. I niby taka psychologia mordercy "od środka". A jest głupie lanie wody z jakąś prymitywną psychologią rzekomo tłumaczącą mordercze skłonności. Słabe. I takie naiwne. Trochę jakby ktoś opowiadał jak to jest być nietoperzem. Choć nigdy nim nie był, ale tak sobie wyobrażam bycie nietoperzem...
A! I jeszcze męczące. Leciałem na przyspieszonych obrotach z tym filmem.
Taka stereotypizacja zła: "Już 10 lat nikogo nie zabiłem, bo siedziałem w więzieniu i ledwie daję radę wytrzymać. A psychiatrom mówiłem że śnią mi się kwiatki, ha ha ha. Wytrwałem tylko dlatego, ze zaplanowałem sobie moje morderstwa. Bo taki jestem strasznie zły i krwiożerczy...