7,0 770  ocen
7,0 10 1 770
8,0 13 krytyków
Tokyo Fist
powrót do forum filmu Tokyo Fist

Bohaterem "Tokyo Fist" jest zapracowany biznesmen Tsuda. Jego pozbawione większych emocji życie nie wpływa najlepiej na coraz bardziej nijaki związek z Hiruzu. Pewnego dnia spotyka starego kolegę ze szkoły średniej, który obecnie jest bokserem. Kojima, bo tak na imię ma owy kolega bokser, pewnego dnia odwiedza samą w domu Hiruzu co kończy się pewnymi niejasnościami (tak, tak, chodzi o seks) i wynikającymi z nich podejrzeniami rodzącymi się w glowie Tsudy. Zazdrość Tsudy niszczy związek z Hiruzu, wreszcie dochodzi do starcia z Kojimą, któro dla Tsudy kończy się fatalnie. Wreszcie Hiruzu opuszcza swojego narzeczonego i zamieszkuje u (o zgrozo!) Kojimy. Tsuda dostaje szału, popada w obsesję i szybko sam postanawia zacząć trenować boks, aby móc się krwawo zemścić.
O ile w "Tetsuo" chodziło o udoskonalanie swojego ciała poprzez wszczepienie metalu, tutaj Tsukamoto pokazuje nam fascynację bardziej "ludzkim" jego umocnieniem, bo poprzez najzwyklejsze treningi. Powiększające się mieśnie, polepszajacasię kondycja, a co za tym idzie - powiększająca się obsesja i narastająca agresja. Zresztą ową agresję Tsukamoto udało się uchwycić idealnie, "Tokyo Fist" pełne jest gniewu i istnego szału zabijania, któremu dodatkowego szaleństwa dodaje ostra industrialna muzyka. Ale muzyka ta wcale nie byla konieczna, aby dodac tu szalenstwo, bo sam w sobie ten film jest po prostu szalony. Nie tylko Tsuda ma obsesję, bo taką samą (a raczej podobną) ma Kojima, w wkrótce i Hiruzu. O ile jednak panów interesuje głównie zadawanie bólu, to dziewczyna zaczyna się rozkoszować kaleczeniem się. Jej związek z Kojimą, fascynacja przemocą, zrodzi z niej masochistkę. Film jest ciekawy wizualnie, i takze wizualnie szalony, mamy tu fragmenty przerysowane, czasem jak żywcem wyciągnięte z jakiegoś komiksu, czasem bardzo teledyskowe co kojarzy się ze wspominanym "Tetsuo". Dodatkowym skojarzeniem jest też obecność kilku scen gore (no i rowniez juz wspomniana wariacka elektroniczna muzyka, która zresztą w tej - agresywniejszej - czy innej formie, towarzyszy dzielom Tsukamoto po dziś dzień).
Dzieło brutalne, makabryczne i naprawdę dobre.

Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa