Substancja
Nosferatu
Omen: Początek
2024 horrors - best to worst
Lista rankingowa 13 tytułów
--- Lista aktualizowana na bieżąco ---

Lista horrorów z 2024 roku posortowana od najlepszego do najgorszego.

Rok dużo lepszy od marnego 2023 jeśli chodzi o horrory. Dwa naprawdę zacne tytuły, które każdy fan horroru powinien obejrzeć.
Dla mnie zdecydowany zwycięzca tego rankingu. Mówcie sobie, że za prosty w treści. Mnie urzekł tą prostotą i warstwą plastyczną. Pomysłowo nakręcone, świeże formą i z dużym dystansem. Substancja > Anora.
Tak jak Substancja jest zdecydowanym numerem 1, tak Nosferatu dla mnie zdecydowany numer 2 takiej listy. Duszny, utrzymany w szarej kolorystyce, mroczny i trzymający w napięciu. Nowy Nosferatu fabularnie jak stary, ale za to w jakiej pięknej szacie graficznej.
Okazuje się, że można zrobić film w tematyce „kościół szatana żyje i ma się dobrze” inaczej niż zwykle, nie opierając się na samych jump scare'ach.
Najlepszy Obcy od dawna, choć trzeba przymykać oko na wiele rzeczy. Szkoda, że nie straszy, a stawia na akcję. Wizualne cacko, ale scenariusz odtwórczy.
February tego samego reżysera sprzed 10 lat, to takie Longlegs pozbawione wyjaśnienia podanego na tacy z jeszcze bardziej sugestywnym klimatem. Wolę February.
Szkoda, bo początek bardzo intrygujący, zachęcający, a im bliżej zakończenia, tym coraz bardziej błaho i z mało ciekawymi refleksjami. Jakby w pewnym momencie odcięło kreatywność twórcom i film robi się coraz bardziej banalny. Szkoda, bo na pewno drzemał w tym większy potencjał. Na szczęście stylowość kipi z ekranu akurat przez cały seans, a Mia Goth wyciska rzecz jasna maksa ze swojej roli. I dalej jest to na tyle dobre, że i tak warto dać szansę. Mimo tego, że to najsłabsza część trylogii.
Dobrze żarło i zdechło. Pierwsza, powiedzmy, połowa filmu jest dobra. Ale pod koniec coś się psuje, zaczyna się efekciarstwo pod publiczkę i niejasny przekaz. Podobny poziom do części pierwszej. Wyraźne są podobieństwa do Substancji z tego samego roku, ale film z Demi Moore jest o klasę lepszy i bardziej poukładany.
Nieźle spartolili potencjał tego filmu. Pierwsza połowa ciekawa, dialogi angażują, film trzyma w napięciu. Hugh Grant bawi się w swej roli doskonale. Niestety końcowe kilkadziesiąt minut trochę obala to, co dzieje się wcześniej, wręcz sam sobie przeczy. Razi brakiem logiki, a najgorsze i tak jest to, że z błyskotliwego filmu zamienia się w horrorową papkę pozbawioną ciekawej puenty. Na naszych oczach redukuje się do zwykłego, seryjnego kina rozrywkowego, a nasz tytułowy heretyk zamienia się z przerażającego/czarującego i kumatego gościa w zwykłego zwyrola z debilnymi motywami). W finale niewiele się trzyma kupy.
Dwójka dalej najlepszą częścią. Trójka serwuje powtórkę z rozrywki raczej nie racząc widza czymkolwiek nowym. "Umikołajowienie" naszego klauna tylko mu szkodzi i odbiera charakter tej postaci. Jego towarzyszka to z kolei zupełnie zbędna postać. Powtarzalne reakcje Arta na swoje własne popisy trochę męczyły, podobnie jak cały seans. Fabuła najbardziej absurdalna w całej serii. Choć technicznie dalej wygląda to solidnie i morderstwa wciąż mają to "coś".
Najlepsze w tym filmie są jednak zdjęcia i środkowa, tajemnicza część, gdy jeszcze nie do końca wiadomo, o co w tym wszystkim się rozchodzi no i świeżość tej historii. Gdy zostaje to już obdarte z jakiejkolwiek tajemnicy, robi się dość drętwo, a zakończenie to klops.
Historia się wlecze i niespecjalnie angażuje emocjonalnie, a uniwersum samo sobie przeczy swoimi zasadami. Randomowy kot nie broni sensowności tego prequela.
Typowy przeciętniak. Ni to straszne, ni oryginalne. Jeśli obejrzeliście ze dwa, trzy nowsze horrory z akcją umiejscowioną w klasztorze, to w tym nie znajdziecie nic nowego. Te same motywy, te same zagrywki.
Jak odciąć się od tej abominacji jaką była część pierwsza? A no powiedzieć, że to był tylko film w filmie, a prawdziwa historia zadzieje się w dwójce. No i w sumie spoko. Film tym razem już przypomina film. Przy jedynce to w sumie arcydzieło. Ale to dalej słaby film...