Szkoda, bo początek bardzo intrygujący, zachęcający, a im bliżej zakończenia, tym coraz bardziej błaho i z mało ciekawymi refleksjami. Jakby w pewnym momencie odcięło kreatywność twórcom i film robi się coraz bardziej banalny. Szkoda, bo na pewno drzemał w tym większy potencjał. Na szczęście stylowość kipi z ekranu akurat przez cały seans, a Mia Goth wyciska rzecz jasna maksa ze swojej roli. I dalej jest to na tyle dobre, że i tak warto dać szansę. Mimo tego, że to najsłabsza część trylogii.