W "Grzechu" nie ma miejsca na ekstazę, to niemal wyłącznie udręka. Michał Anioł w wybitnej kreacji Alberto Testonego miota się, płacze, krzyczy i jęczy, rozerwany między absurdalnymi wymaganiami swoich panów a prawdziwym powołaniem artysty. Andriej Konczałowski kręci tę niby-biografię z bezczelnością właściwą tylko starym europejskim mistrzom: bardziej od spójnej historii interesuje go rozedrgana psychika rzeźbiarza, którego talent może i pochodzi od Boga, jednak życie pełne jest ziemskich bolączek.
Roberto pragnie znaleźć prawdę o miłości. Kocha dwie kobiety, choć w związkach z nimi odgrywa różne role. Nie potrafi wybrać między nimi, nie dostrzega prawdziwego uczucia. Porównuje się do innych, szuka odpowiedzi w relacjach zaprzyjaźnionych osób. A prawda jest przecież jedna.