Jill Esmond to wybitna brytyjska aktorka dramatyczna, której życie osobiste zostało zdominowane przez jeden z najsłynniejszych i najbardziej bolesnych trójkątów miłosnych w historii kina. Choć dziś pamięta się ją głównie jako pierwszą żonę Laurence’a Oliviera, była artystką o ugruntowanej pozycji i niezwykle barwnej biografii. Nie musiała walczyć o wejście do branży – urodziła się w samym jej centrum. Jej matką była słynna aktorka i sufrażystka Eva Moore, a ojcem znany dramaturg Henry V. Esmond. Co ciekawe, jej rodzicami chrzestnymi byli W. S. Gilbert, połowa legendarnego duetu kompozytorskiego Gilbert i Sullivan, oraz Maxine Elliott – wielka gwiazda teatru i jedna z najwspanialszych ikonek epoki edwardiańskiej. Gdy poznali się w 1928 roku na planie sztuki Bird in Hand, była już uznaną, szanowaną gwiazdą sceny, podczas gdy Olivier był nikomu nieznanym, początkującym i spłukanym aktorem. To status i znajomości Jill pomogły Olivierowi zdobyć pierwsze poważne angaże w teatrze i kinie. Osobiście zmusiła Oliviera do zmiany fryzury i ułożenia włosów. Przyszły gwiazdor miał bardzo niską linię czoła, co według niej optycznie odbierało mu powagę. Jill pomogła mu wypracować wizerunek dystyngowanego amanta. Poślubiła Oliviera w lipcu 1930 roku, jednak ich małżeństwo od początku było dalekie od ideału. Olivier w swojej autobiografii bez ogródek pisał, że z jego strony była to czysta, desperacka fascynacja, natomiast Jill traktowała ten związek z chłodnym dystansem i uległa mu głównie dla świętego spokoju. W kuluarach Hollywood i Londynu przez dekady szeptano, że Jill Esmond była biseksualna lub skrywaną lesbijką, a małżeństwo z Olivierem stanowiło dla obojga wygodną, tradycyjną przykrywkę obyczajową. W połowie lat 30. Laurence Olivier wdał się w płomienny, obsesyjny romans z Vivien Leigh. Sytuacja była skrajnie dramatyczna, ponieważ w 1936 roku Jill urodziła Olivierowi ich jedynego syna, Tarquina. Przez dwa lata Jill kategorycznie odmawiała udzielenia Olivierowi rozwodu, mając nadzieję, że romans z Leigh to tylko chwilowe zauroczenie, a także chcąc chronić dziecko przed publicznym skandalem. Ostatecznie ustąpiła w 1940 roku, gdy stało się jasne, że ich małżeństwo fizycznie przestało istnieć. Mimo ogromnego upokorzenia ze strony męża i prasy, zyskała w brytyjskim środowisku opinię osoby o niespotykanej klasie i dobroci. Jej współpracownicy opisywali ją jako „jedną z niewielu jednoznacznie miłych osób w show-biznesie”. W ramach ugody rozwodowej wywalczyła zapis o alimentach, które Laurence Olivier musiał wypłacać jej regularnie przez kolejne 49 lat – od momentu rozwodu w 1940 roku aż do swojej śmierci w 1989 roku. Mimo dawnych krzywd, pod koniec życia uległa prośbom syna i odwiedziła schorowanego Oliviera. Ponadto, wykazując się ogromnym hartem ducha, wzięła udział w jego oficjalnych uroczystościach pogrzebowych w Opactwie Westminsterskim w 1989 roku. Sama zmarła zaledwie rok później, w lipcu 1990 roku, dożywając 82 lat.