Czy to duchy, czy widma przeszłości nawiedzają ten piękny dom w willowej dzielnicy Kapsztadu? Ciszę wysprzątanych korytarzy i pokoi przerywają raz po raz przeszywające dźwięki. Odgłosy domowej harówki: naczyń dzwoniących w zlewie, wody bulgocącej w rurach, szczotki wściekle szorującej podłogę. Tak brzmią codzienne obowiązki Mavis, czarnej służącej u bogatej białej kobiety. Mavis od kilkudziesięciu lat sumiennie zajmuje się gospodarstwem. Gotuje, sprząta i wychowuje dzieci w domu, w którym zna każdy centymetr, ale nigdy nie czuła się w nim u siebie. Gdy na skutek rodzinnych perturbacji przyjeżdża jej własna córka z wnuczką, obie muszą pozostać niewidzialne. Mają nie hałasować, niczego nie dotykać, nie zaznaczać swojej obecności. Co zresztą nie jest bardzo trudne, bo Pani jest już tak wiekowa, że nie opuszcza swojego pokoju. Czy nie nadszedł czas, by oddać ją do domu opieki? – pyta mimochodem córka. Jednak wtedy, jak cierpko zauważa Mavis, sama pozbawi się dachu nad głową. Horror Jenny Cato Bass flirtuje z wątkami nadprzyrodzonymi, ale grozę odnajduje w dynamice społecznej, która dla wielu mieszkańców RPA jest normalna. Choć akcja toczy się kilkadziesiąt lat po upadku apartheidu, cień przeszłości jest ciągle obecny. I powraca niczym wyparta trauma w najbardziej nieoczekiwanych momentach.
Barmanka z małego miasteczka hoduje konia z potencjałem wyścigowym. Przekonuje sąsiadów by pomogli jej w utrzymaniu wierzchowca by mógł konkurować z najlepszymi.
Po przedwczesnych narodzinach syna Rosalind doświadcza depresji poporodowej, będąc jednocześnie przekonaną, że na świat przyszło drugie martwe dziecko. Wkrótce kobieta znika w tajemniczych okolicznościach.
Malarz Vincent van Gogh przenosi się do niewielkiego miasteczka Arles w Prowansji, gdzie pracuje nad własnym stylem. Nie znajduje jednak zrozumienia wśród mieszkańców.
Catrin jest początkującą scenarzystką i właśnie zdobyła swoją wymarzoną pracę. Jednak czar szybko pryska, gdy okazuje się, że jej jedyne zadanie to wymyślanie "gadki szmatki", czyli... kobiecych dialogów.
Vera Brittain wspomina młodość podczas I wojny światowej, kiedy to zrezygnowała z nauki w Oksfordzie i jako ochotniczka wstąpiła do organizacji zrzeszającej pielęgniarki i wolontariuszy niosących pomoc na froncie.