Prawdziwa Rose

Polecam jej książkę "Odważna". Pokazuje to, co dzieje się na planach filmowych i jakie to życie celebryty jest "kolorowe". I żadnego wypadku nie miała, ale historyjka się sprzedała. Po tej książce już chyba nie obejrzę żadnego filmu Rodrigueza

1
  • Przeczytałem jej książkę i ja z kolei nie polecam. Rose McGowan to osoba która ma niezdrową obsesję na punkcie seksizmu i ogólnie wyższości kobiet nad mężczyznami. Dla niej wszystkie obecne treści filmowe i telewizyjne są beznadzieje bo są tworzone przez białych mężczyzn - bo są to historie często kobiece ale pokazane z męskiego punktu widzenia. A przecież to kobiety są lepszymi reżyserkami, bo "mają więcej empatii i są wielozadaniowe" XD

    Następnie zarzuca całemu przemysłowi filmowemu (atakuje zwłaszcza FOXa nie wiem czemu), że nie istnieje kino męskie wyreżyserowane przez kobiety i czy nie jest tym wszystkim ludziom wstyd. No szkoda, że Rose pisząc tą książkę nie odrobiła lekcji, a za bardzo dała się ponieść emocjom, bo takie filmy także istnieją ("American Psycho" czy chociażby któraś tam część Punishera).

    Lubiłem ją jako aktorkę, ale ta jej obsesja jest zwyczajnie chora. Moze to wszystko przez jej zniszczoną psychikę - bo to muszę przyznać, ze przeszła bardzo wiele. Chociaż chciałbym zauważyć jeden fakt!

    Jakim cudem ktoś, kto przez całą książke wpiera Ci, że jest bystrą osobą i że wszyscy jej zawsze to mówili (że jest wyjątkowo bystra jak na aktorkę), w sytuacji gwałtu nie wie co ma zrobić, nie potrafi odezwać się nawet słowem by pokazać że nie chce, a zamiast tego udaje orgazm żeby to się szybciej skończyło? Tym bardziej że przed doświadczeniem z Weinsteinem miała już podobne przejścia, więc tym bardziej wiedziała czym to się skończy. Skoro jest taka bystra to powinna od razu dać do zrozumienia, że jej się to nie podoba. Rose nie zrobiła nic.

    Dlaczego opowiedziała o tych przejściach wcześniej? Skoro już wtedy była w środowisku filmowym skończona?

    Strasznie przygnębiający dla czytelnika był fakt, że nie było tam prawie ani jednej pozytywnej rzeczy. Wszystko było złe. Wszystkie jej aktorskie doświadczenia były straszne, każdy plan był trudny, ale ona na szczęście "za każdym razem tworzyła świetne postacie z krwi i kości" XD Nawet "Czarodziejki" były dla niej ciężkim okresem w którym jak sama mówi "musiała codziennie przez wiele tygodni powtarzać te same głupkowate dialogi, które z odcinka na odcinek różniły się nieznacznie" i że ona miała już tego dość bo to taki głupieeee.., a podpisała kontrakt na 5 sezonów, bo wszyscy zapewnili ją ze serial nie przetrwa więcej niż 2 sezony XD Co jak co, "Czarodziejki" to spoko serial. Rose narzeka w swojej książce niemalże na wszystko i od początku swojej kariery. Więc skoro tak jej było źle, to dlaczego cały czas tkwiła w tej branży?

    Co jeszcze mnie irytowało w tej książce to fakt, że Rose ze wszystkiego tłumaczyła się tak, żeby wyjść z każdej sytuacji jako niewinna i pokrzywdzona osoba. Ale nie zapominajmy że to jej opinia. Kto wie, czy ona nie nagina tych wszystkich sytuacji na swoją korzyść przy zachowaniu wszystkich niepodważalnych faktów? Chociażby ten gwałt - Rose nie dała do zrozumienia że nie chce. Ale w swoich opowieściach pisze, że się wystraszyła i że astralnie opuściła w tym momencie ciało żeby tego nie czuć. Ona w tej książce każdą taką sytuację owija w milion wybielających się i tłumaczących się myśli, ale sama jakoś wtedy nic nie zrobiła. Nie oskarżam jej, współczuje jej przykrych doświadczeń, jednak to wszystko wydaje mi się lekko niezrozumiałe.

    A Rodriguez to kawał ch*ja, w tym miejscu przyznaje jej racje. Właśnie ten rozdział był ciekawy, bo Rose nie owijała wszystkiego w jakąś wybielającą otoczkę, a przedstawiła prawie wszystko na podstawie takich zdarzeń i takich faktów, na które mogłaby nawet łatwo zdobyć dowody, dlatego tutaj jej uwierzyłem. Ogólnie nie sądzę by w tej książce opisywała wymyślone zdarzenia. Ale to, co rzekomo w tych zdarzeniach w tym czasie pomyślała, już teraz po wielu latach i zmianie podejścia do wielu rzeczy, może być zmyślone. Właśnie dlatego ten rozdział z Rodriguezem mi się podobał, bo zawiera właśnie więcej takich zdarzeń, niż opisów jej myśli z tego czasu.

    Hmmm, chyba się rozpisałem, no cóż. Może to dlatego że książka naprawdę wzbudziła wiele emocji. Pominę już fakt, w którym Rose opisuje jak bardzo jest utalentowana, i że świetnie pisze (sorry, ta książka nie jest świetnie napisana) i że śpiewa, ale odkryła to dopiero niedawno, bo całe środowisko filmowe blokowało w niej te myśli, bo przecież "nasze osoby definiuje to, co robimy zarobkowo", więc skoro ona zarabia na byciu aktorką to jest aktorką i niczym więcej. I że to dlatego tak późno odkryła śpiewanie. Tylko dlaczego ona wciska takie kity, skoro miała nawet śpiewającą scenę w Czarodziejkach jakieś 18 lat temu?

    Wybaczcie za chaotyczną wypowiedź :)

    PS. Dlaczego w książce nie było nawet wzmianki o Alexandrze Paynie, którego obecnie tak bardzo Rose chce zniszczyć za traumatyczne przeżycia? Okej, oskarżenie wypłynęło niedawno - jednak mogła opisać to w książce bez nazwisk, zupełnie anonimowo. To takie pytanie już na zakończenie.

    • Wkradł się mały błąd. Powinno być:

      Dlaczego NIE opowiedziała o tych przejściach wcześniej? Skoro już wtedy była w środowisku filmowym skończona?

      • A możesz napisać o co chodzi z Rodriguezem? Jeśli to jakaś bardziej skomplikowana sprawa i nie chce Ci się opisywać, to wystarczy tylko parę ogólnych zdań. Nie chce mi się szukać na ten temat, a po książkę Rose na pewno nie sięgnę. Ma ciekawy wygląd i lubiłam/lubię na nią patrzeć na ekranie (niezależnie od poziomu jej gry, której właściwie nie jestem w stanie ocenić, bo nie widziałam jej w żadnej bardziej wymagającej roli), ale jako osoba prywatna jest kompletnie szalona. Będąc kobietą człowiek się wstydzi za takie przedstawicielki swojej płci. Ona potrafi zrobić aferę z tego, że na casting do roli, której wygląd fizyczny był istotny, kazali aktorkom założyć obcisłe - nie luźne - ubrania... Widzi prześladowanie kobiet dosłownie we wszystkim. Wieczna niewinna ofiara napastowań seksualnych, która potrafiła pójść na galę niemalże nago - przypominam słynny występ na czerwonym dywanie z 1998: https://s1.r29static.com/bin/entry/14f/x,80/1924793/image.jp... , https://dazedimg-dazedgroup.netdna-ssl.com/786/azure/dazed-p...

        • Było tam sporo na temat Rodrigueza. Najgorsze co mógł jej zrobić, to to, że wiedząc co spotkało ją z rąk Weinsteina, sprzedał Planet Terror jego firmie producenckiej. Oznaczało to, że Rose musiała promować film w towarzystwie swojego gwałciciela (jak pisałem wcześniej - nie wiadomo jak to było z tym gwałtem wtedy. Ale pewne było to że McGowan nigdy więcej nie chciała już pracować z Weinsteinem - więc to mega słabe ze strony Rodrigueza, że postąpił tak, tym bardziej że wiedział o wszystkim). Był też nieludzko wymagający co do Rose na planie - nie pozwalał jej spać dłużej niż 3 godziny. Biorąc pod uwagę że Rose kręciła jeszcze wtedy ostatni sezon Czarodziejek, możemy tylko sobie wyobrazić jak ciężkie to było. W dodatku na planie wymagał od niej najwięcej, musiała biegać szybciej od innych (mimo że miała na nodze odlew gipsowy i but na obcasie), być wytrzymalsza od innych itp. Gdy mówiła że nie daje rady, w jej obecności zadzwonił do Jessiki Alby, czy zastąpi ją w tym filmie, bo Rose nie jest w stanie go dokończyć. A wiedział jak bardzo Rose chce w nim zagrać, bo to miała być jej przepustka by wrócić do świata filmu. Zmuszał ją do wykonywania czynności ponad jej siłę. W jednej scenie miała zrobić mostek (za każdym dublem coraz mocniejszy, aż do granic wytrzymałości), i w pewnym momencie doznała jakiejś kontuzji ramienia - to RR nie pozwolił jej korzystać ze swojego firmowego ubezpieczenia i musiała załatwiać sobie operację na własny koszt. A przecież wypadek był na planie. Były jeszcze inne rzeczy typu docinki, że jego kariera jest ważniejsza od jej kariery, bo on na to zapracował, a w jej przypadku to było tylko szczęście. Albo teksty, że on ma trudniejszą pracę niż jej brat, który walczył w tym czasie w Afganistanie. No było tego dużo. Pominę ich związek, podczas którego on był jeszcze żonaty, a chcąc utrzymać to wszystko w tajemnicy, odciął Rose od wszystkich jej znajomych. Miał też obsesję na punkcie tego, że Rose sypia z Tarantino. To najciekawsze właśnie, bo media kreują QT i RR jako najlepszych przyjaciół, a tu takie akcje XD Miał obsesję na tym punkcie do tego stopnia, że potrafił wpaść z awanturą do przyczepy Rose i podłączyć ją do wykrywacza kłamstw, czy przypadkiem nie kłamie. Kurcze, chciałem to napisać w kilku zdaniach ale nie wyszło :P

          Ale ogólnie mam podobne zdanie co do Rose jak Ty. Na te castingi, o których wspominałaś też narzekała w swojej książce. Dla niej wielkim problemem był nawet fakt, że na premierach filmów musiała stać na ściance i reporterzy robili jej zdjęcia. Dla niej wszystko co dotyczy tej branży jest ZŁE. Dla mnie to trochę niezrozumiałe... Bo jakoś inni aktorzy nie robią mega problemu z tego, a raczej cieszą się tym, że mogą świętować premierę swojego filmu, że mogą go pokazać publiczności, a te zdjęcia traktują jako pamiątkę, albo chociażby sposób na pokazanie/wypromowanie się. Ale dla Rose, która jest rzekomo mądrzejsza od typowych aktorek, to jest zbyt głupie. Tak działa ten biznes (mówię tu typowo o premierach filmów, takim typowo celebryckim świecie, nie o jakiś innych niedozwolonych praktykach Hollywood). Albo się z tym pogodzi, albo nie.

          Co do tej sukienki z wystąpienia w '98 - byłem mega zażenowany jak ona się z tego tłumaczyła... Jak dla mnie, po prostu chciała zabłysnąć i pokazać że jest równie kontrowersyjna jak Manson. Nie wiem jaki mógłby być inny powód, nawet nic nie przychodzi mi do głowy, po co ona to zrobiła? No ale Rose po tych 20 latach w końcu wymyśliła sobie usprawiedliwiające wytłumaczenie swojej kreacji, które brzmi mniej więcej tak, że to "środkowy palec pokazany wszystkim medialnym pasożytom, fotografom i dziennikarzom, dla których liczy się tylko uprzedmiotowienie kobiety i zobaczenie nagiego ciała" XD :D I że było to wyzwanie dla mediów, żeby przekonać się jak oni sobie z tym poradzą... Kolejne wybielające się tłumaczenie, których w tej książce są miliony.

          Rose, która krytykuje i rzekomo od początku cały czas krytykowała system medialny za to jak funkcjonuje, wtedy sama mu się poddawała (jak w przypadku tej sukienki) i to z uśmiechem na ustach. Gdyby była naprawdę przeciwna temu jak funkcjonują media, to by się po prostu tak nie ubrała. Tyle że wtedy jej to nie przeszkadzało. Mimo że teraz po latach twierdzi inaczej. Ale ona się nie przyzna, że coś mogła zrobić źle. Rose zawsze była nieskazitelna i mądra, a wszyscy wkoło robili coś nie tak.

          • Wielkie dzięki za obszerną odpowiedź. Teraz mam o niej jeszcze gorsze zdanie niż wcześniej ;P Nie no, w sumie mam takie samo. Ładna, nawet bardzo ładna kobieta, która usiłowała za pomocą swych wdzięków zdobyć co się dało. To podejście zwichrowało jej psychikę i nabrała przekonania, że jest to cudza wina (bo ona przecież od siebie tak dużo dawała) w związku z czym teraz się na wszystkich odgrywa i zdobywa sławę jako "aktywistka". No niestety, ale kobiety, które się tak zachowują, czyli kładą zbyt duży nacisk na rolę seksu w życiu, usiłują zdobywać akceptację innych osób przez łóżko, zwykle mają później tego typu problemy psychiczne. Jest to dość wyniszczające podejście. Ludzie zaliczają je i zostawiają za plecami, a one cały czas nie mogą zrozumieć dlaczego, czują się wykorzystane i oszukane. Jest całkiem prawdopodobne, że gdyby nie była taka łatwa, to ludzie poważniej by ją traktowali. Nie widzieliby w niej tylko, czy głównie, zabawki erotycznej, a także aktorkę.

            Co do tego traktowania przez Rodrigueza, to nie bardzo jej wierzę. Wizja jest zbyt odleciana i jeszcze zbyt konkretnie w jej stylu. Reżyserzy potrafią ostro traktować aktorów, ale nie będą robić czegoś, co negatywnie wpłynie na tworzony film. Gdyby ona tak niedosypiała, jak twierdzi, to by się jednak negatywnie odbiło na jej wyglądzie. To samo jakieś jej zmuszanie do nadludzkich wysiłków, żeby cały czas była wymęczona. Facet by niszczył własny film. Oczywiście pomysł, że był o nią tak zazdrosny i tak mu na niej zależało, że tak się znęcał, jak najbardziej pasuje do jej wizji świata i w tym siebie jako pokrzywdzonej, wiecznie najbardziej pożądanej.
            Co do narzekania na stanie na ściankach, to też żałosne. Cały czas zależało jej żeby zaistnieć w świecie kina, a jednocześnie wszystko jej się tam niby nie podoba. O tej kontuzji na planie, to gdzieś czytałam, że tak naprawdę wcale do niej nie doszło, co też by mnie nie dziwiło.

            A ta argumentacja stroju z '98 :) ach... ależ wyzwanie rzuciła, no, faktycznie postawiła media w trudnej sytuacji ośmieszając się :)

            Ciekawe, że w ogóle w iluś produkcjach udało jej się jednak zagrać, bo biorąc pod uwagę jej psychikę wręcz ryzykiem było jej zatrudnianie.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: