Recenzja filmu Wierząca (2009)
Bruno Dumont

Głodna religii

Ten filmowy esej nie daje spokoju, męczy. Jest w nim coś drażniącego, pewien intelektualny przepych i filozoficzny żywioł. Francuski filozof-filmowiec stara się powiedzieć za dużo, nie potrafiąc ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Wierząca (2009)
W "Moralnym zwierzęciu" Robert Wright, jeden z ciekawszych dziś filozofów religii, pytał: "Nauka potrafi wszystko wyjaśnić za pomocą terminologii materialnej, kto więc potrzebuje Boga? Szczególnie takiego Boga, który ma w jakiś magiczny sposób przekraczać granice materialnego wszechświata". Jego wyzywające pytanie powraca jak echo podczas seansu "Wierzącej", najnowszego filmu Brunona Dumonta, francuskiego filozofa i reżysera-samouka.


Céline (Julie Sokolowski) nie jest zwykłą nastolatką. Poznajemy ją w klasztorze, gdzie przyjmuje imię Hadewijch, średniowiecznej poetki i mistyczki. Właśnie próbuje zagłodzić się na śmierć. Céline chce bowiem dać fizyczny wyraz swej miłości do Boga. Zakochana w Jezusie dziewczyna chce, aby jej wiara i duchowe oddanie objawiało się w cielesnym odczuwaniu. Postanawia się umartwiać – celowo wystawia swoje ciało na zimno, odmawia przyjmowania posiłków. Przerażona jej zachowaniem siostra przełożona wyrzuca ją z klasztoru, by Céline wśród ludzi poszukała swojej drogi do Boga. Dziewczyna wraca więc do Paryża, do ojca dyplomaty i autystycznie wycofanej matki. To właśnie tu, w jednej z paryskich kawiarń spotka Yassine’a (Yassine Salihine) i jego brata Nassira (Karl Sarafidis), imama, który będzie uczył Céline zasad islamu, by wprowadzić ją na niebezpieczną drogę do religijnego spełnienia.

Dumont nie lubi jednoznacznych opowieści. W swych filmowych esejach stawia coraz to nowe pytania, przeformułowuje je, brutalizuje swój język, by wydobywać z opowiadanych przez siebie historii kolejne znaczenia. Nie inaczej jest z "Wierzącą", filmem polifonicznym, filozoficznie rozbuchanym, mówiącym o religii, wierze, o cielesności, o współczesnej ignorancji Zachodu i miejscu religii we współczesnym świecie.

Także o spotkaniu z odmiennością. Opowiadając historię Céline, Dumont mówi o zachodniej kulturze, która spłyciła się, wyzbyła korzeni. Zapominając o własnej tradycji, nie poznając jej odpowiednio głęboko, dzisiejsza kultura Zachodu nie wytrzymuje spotkania z Innym. Jej upostaciowaniem jest Hadewijch, dziewczyna żarliwie wierząca, choć nie rozumiejąca własnej wiary, nie potrafiąca rozpoznać własnego religijnego głodu. Kiedy spotyka młodych Arabów, ulega pokusie, daje się zwieść elementowi obcości. Religia metafizyczna, odwracająca się od ludzkiej  cielesności i zwracająca ku czystości duchowego przeżycia jest dla niej niezrozumiała. W zwyrodniałym islamie znajduje więc brakujące ogniwo własnej religijności – fizyczną emanację wiary, która tutaj wyraża się poprzez przemoc.


Lektura "Wierzącej" zaprasza do snucia podobnych interpretacji. Ten filmowy esej nie daje spokoju, męczy. Jest w nim coś drażniącego, pewien intelektualny przepych i filozoficzny żywioł, który nie chce podporządkować się filmowej narracji. Francuski filozof-filmowiec stara się powiedzieć za dużo, nie potrafiąc podporządkować swych myśli obrazom, scenom, konkretnym sekwencjom. Właśnie dlatego czasem nie potrafi się ustrzec pretensjonalnego bełkotu, nachalnych religijnych symboli i łatwego kontrapunktowania. Nie zmienia to jednak faktu, że jego "Wierząca" jest jednym z ciekawszych głosów w dyskusji o współczesnej religijności, o możliwości wiary w technokratycznym świecie i o tym, co wyniknie ze spotkania różnorodnych kultur we wciąż globalizującej się  wiosce.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 85% uznało tę recenzję za pomocną (41 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)