Recenzja filmu Ostatnia góra (2019)
Dariusz Załuski

Tylko dla fanatyków himalaizmu

Twórcy "Ostatniej góry" nie mają żadnego pomysłu, który odróżniałby ich od masy dokumentów o górach. Nie mają ciekawych bohaterów. Takich, których historia byłaby na tyle interesująca, że ...
Filmweb sp. z o.o.
Dla twórców "Ostatniej góry" dobrze by było, gdyby filmy oceniać w podobny sposób, co sporty ekstremalne. W takim wypadku za dokument nakręcony w warunkach zimowej wyprawy na ośmiotysięcznik pewnie trzeba by przyznać jakieś dodatkowe gwiazdki. Niestety, tak to nie działa. W jakkolwiek trudnych warunkach nakręcono "Ostatnią górę", w żaden sposób nie zmienia to faktu, że jest to film słaby, w większości nudny i potwornie wtórny.

photo.title

Himalaje zostały już bowiem dawno wyeksploatowane przez kino. Dokument o nieudanej polskiej zimowej wyprawie na K2 – uznawaną za jeden z najtrudniejszych szczytów do zdobycia na Ziemi – do tego korpusu filmów górskich nie wnosi absolutnie niczego nowego. Mające w intencji twórców sprawiać wrażenie majestatycznych obrazy gór całkowicie nam spowszechniały, bez trudu wygooglamy nawet lepsze w pięć minut. Obrazy starcia człowieka zdobywającego góry z naturą i samym sobą widzieliśmy już na ekranie wiele razy. Nie tylko w kinie – za każdym razem, gdy jacyś polscy himalaiści zdobędą szczyt albo utkną w górach w oczekiwaniu na pomoc, telewizje informacyjne przez kilka dób nie pokazują prawie niczego innego.

Twórcy "Ostatniej góry" nie mają żadnego pomysłu, który odróżniałby ich od masy dokumentów o górach. Nie mają ciekawych bohaterów. Takich, których historia byłaby na tyle interesująca, że zechcielibyśmy towarzyszyć im w górskiej wyprawie. W filmie o bohaterach nie dowiadujemy się praktycznie niczego, żaden z nich nie zdołał mnie zainteresować. Film nie ma też ciekawej narracji. Trzy organizujące je wątki – misja ratunkowa na Nanga Prabat, konflikt w ramach ekspedycji, nieudane próby znalezienia pogodowego okna dla podejścia do szczytu – nie mają napięcia, nie niosą ani interesujących poznawczo kwestii, ani emocji. Jak rozumiem, nasze emocje ma zaangażować to, czy "naszym się uda" dokonać historycznego zimowego wejścia na K2 – niestety, film nie jest w stanie sprawić, bym w jakikolwiek sposób się tym przejął, czy zrozumiał, dlaczego właściwie ma to jakiekolwiek znaczenie.

photo.title

Jedyne interesujące fragmenty to te, w których widzimy codzienne życie w obozie, najprostsze czynności aklimatyzujących się w nim himalaistów. Widać w nich, jak skomplikowanym logistycznie przedsięwzięciem jest współczesny himalaizm. Jakich nakładów wymaga, jak wiele osób na zapleczu angażuje, jak bardzo zależy od technologicznego wsparcia – himalaiści mają w obozie Internet, rozmawiają z rodzinami przez internetowy komunikator i oglądają transmisje skoków narciarskich. Ten temat niestety tylko miga. 

O wiele chętniej, niż kolejne banały o starciu ludzi z górami, zobaczyłby film o ekonomicznym zapleczu himalaistów. Albo o tym jak coraz bardziej masowy himalaizm odciska się na lokalnych ekosystemach czy ekonomii mieszkających w ich pobliżu wspólnot. Warto by zadać pytanie, czy np. ekologiczny koszt podobnych imprez nie jest zbyt wysoki? Równie ciekawie byłoby przyjrzeć się temu, jak obrazy górskiej przyrody zbanalizowały się we współczesnej kulturze wizualnej – ale to zadania dla zupełnie innego filmu i pewnie dla innych filmowców.

"Ostatnia góra" może być ciekawa głównie – jeśli nie wyłącznie – dla osób wybitnie zainteresowanych himalaizmem. Dla zwykłego widza będzie raczej nudna. Ja się przynajmniej wynudziłem. Może gdyby historię skondensować do kwadransa, jakoś bym wytrzymał – ale 82 minuty to stanowczo za dużo.  
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 5% uznało tę recenzję za pomocną (22 głosy).
Jakub Majmurek
ocenia ten film na:
1 10 3/10 słaby
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię