Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/article/Powr%C3%B3t+do+%22World+of+Warcraft%22-129919

Powrót do "World of Warcraft"

  • autor: Anna Rogala
  • Artykuł
Dobra passa Blizzarda trwa. Niezależnie od tego, jak przyjmowane są dodatki do "World of Warcraft", gracze nadal chętnie kupują nowe pakiety przygód. Po 14 latach od premiery podstawowej wersji gry hype i ogólne podekscytowanie towarzyszące kolejnym etapom walki o Azeroth udziela się nie tylko fanom pozostającym w uśpieniu, ale i osobom pozornie niezainteresowanym tematem. Oczekiwanie i odliczanie do premiery nowego dodatku dało się mocno zauważyć w social media, kiedy to nagle okazało się, że wśród moich znajomych na nowo rozgorzały dawne spory, czy tym razem staną po stronie uświęconego Przymierza, czy też drapieżnej Hordy. 

World-of-Warcraft-Battle-for-Azeroth-Sylvanas-v.-Anduin-Key-Art-min.jpg


O ile moje przygody z samym "WoW-em" trwały dość krótko, to spędziłam niezliczone godziny w konkurencyjnym "Guild Wars 2". Zapał i chęci do gry w MMO, które rozpalały moje serce trzy lata temu, przygasły. Rozgorzały jednak na nowo w obliczu peanów sławiących dobre imię Jainy Proudmoore i szkalowania Sylvanas. Pojawiło się pytanie, czy warto wciąż grać w "WoWa"? Ewentualnie, czy premiera "Battle for Azeroth" jest dobrym momentem, by rozpocząć przygodę z tą, wydawałoby się leciwą już produkcją?

Dołączony do dodatku token pozwolił mi na ominięcie żmudnego procesu grindowania i od razu wywindował mojego Blood Elfa na 110 poziom. Czy poleganie na tokenie jest rozwiązaniem stworzonym z myślą o nowym graczu? Nie do końca. Wykorzystanie go pozwala co prawda na pominięcie gro historii, ale ma to zarówno swoje dobre, jak i złe strony. Bez zbędnych wyjaśnień rzucono mnie w sam środek wydarzeń rozpoczynających najnowszą kampanię Blizzarda. Prawie trzyletnia przerwa od "World of Warcraft" zebrała niestety swoje żniwo. Nie do końca radziłam sobie z umiejętnościami, którymi dysponowała moja postać. Czułam wyraźne oderwanie od historii i nie potrafiłam wczuć się w wydarzenia rozgrywające się wokół mnie. Token idealnie za to sprawdzi się wśród tych, którzy poświęcili temu tytułowi pół życia, znużeni są rozgrywaniem tych samych wydarzeń po raz kolejny a liczy się dla nich podjęcie głównego wyzwania gotową, dopakowaną postacią. Onieśmielona chaosem panującym wokół mnie i poczuciem bezcelowego przedzierania się przez ostępy Silithus, postanowiłam zerknąć na to, jak sprawdza się gra niskopoziomową postacią.

Screenshot_20.jpg
 
Screenshot_22.jpg


Od razu poczułam wyraźną różnicę. Rozgrywanie historii od samego początku i stopniowe odkrywanie kolejnych tajemnic Quel'thalas (wybrałam ponownie Blood Elfa) odbywało się dokładnie w takim tempie, jakiego oczekiwałam od MMO. Niezbyt szybko, ale też nie na tyle nużąco, by zarzucić grę po kilku godzinach. To ta część świata, do której wielkie konflikty jeszcze nie dotarły, część wydarzeń w ogóle się nie rozegrała a dręczące innych tragedie nie mają bezpośredniego wpływu na poglądy gracza. Gdzieś tam majaczy mi się wielkie marzenie o wymaksowaniu mojego warlocka i uzyskaniu dostępu do sprzymierzonej rasy Nightborne.

Screenshot_38.jpg


Świat "World of Warcraft" tętni życiem, nieustannie się rozwija i nie pozwala na chwilę wytchnienia. Liczne gildie pozwalają na swobodne zrzeszanie się graczy i wspólne poszukiwanie przygód. Tylko od nas zależy, czy pójdziemy na żywioł (Leeroy Jenkins, anyone?), czy też pieczołowicie zaplanujemy nasze działania w obliczu czekających nas wyzwań i bitew. Bitew, których przybywało z każdym kolejnym dodatkiem. Trudno tutaj o przysłowiowe uderzenie w ścianę. Zawsze pozostają do odkrycia nowe przedmioty, sekrety oraz tereny. Zróżnicowanie dostępnych ras i rozbicie kampanii najnowszego rozszerzenia na dwie oddzielne historie, zindywidualizowane dla każdej frakcji sprawiają, że wciąż zastanawiam się, czy da się stworzyć lepsze MMO niż "World of Warcraft"

Screenshot_47.jpg
 
Screenshot_23.jpg


Świat zbudowany przez Blizzard jest spójny i interesujący. Mało które MMO czerpie garściami z popkultury, potrafiąc wykorzystać owe nawiązania w sensowny i pozbawiony głupot sposób. Vide – liczne nawiązania do "Black Panther" na trollowej wyspie Zandalar, czy też mruganie okiem do gracza, gdy ten znajduje się między postaciami z Kubusia Puchatka i zbija piątkę z Hunter Robinem. Ba, znajdzie się nawet miejsce dla Darta ze "Stranger Things".

Produkcja Blizzarda jawi się poniekąd, jak składanka z naszymi ulubionymi utworami. Możemy ją wałkować w nieskończoność, porzucić na jakiś czas, ale odpalona po przerwie wzbudzi w nas te same, pozytywne emocje, które towarzyszyły pierwszemu odsłuchaniu. Nigdy nie uważałam się za hardcorową fankę "Warcrafta", wręcz przeciwnie, zdaję sobie sprawę, jak nikła jest moja wiedza o tym uniwersum. Moje pojęcie o postaciach je tworzące jest tak mgliste, jak opary nad Silent Hill, jednak zaskakująco często wracam myślami do swoich pierwszych podrygów w Azeroth. Zarówno tych samotnych, jak i spędzonych w grupie. Przy okazji "Battle for Azeroth", te pozytywne emocje odżyły na nowo. Jeśli ktoś wahał się nad rozpoczęciem przygody, to właśnie teraz jest ten moment, by to uczynić.