Stephen King jest chyba najczęściej adoptowanym pisarzem w kinie. Mało jest opowiadań pióra tego pisarza, które jeszcze nie zostało sfilmowane. Szkoda tylko, że większość z nich jest dosyć kiepska, wyjątki to "Zielona Mila" i "Skazani na Shawshank" Darabonta, podobno "Lśnienie" Kubricka, "Misery" i "Carrie" są również na wysokim poziomie (niestety nie widziałem). "1408" jest gdzieś w połowie. Bo mimo, że jest to obraz dosyć wtórny i schematyczny, to jednak posiada w sobie klimat nieustannego zagrożenia tak bardzo uwielbianego przez wszystkich czytelników Kinga. Przez cały film czuć, że jest się w środku pandemonium, że wszędzie czyha wróg. Klimat się udał, niesamowicie mi się spodobała scena, gdy do pokoju 1408 dociera zamieć śnieżna. Bardzo dobrze spisał się John Cusack, film, mimo, że pojawiają się inne postaci, chociażby dobry Samuel L. Jackson, jest widowiskiem tylko jednego aktora. Nie można mieć żadnych zastrzeżeń do Cusacka, odegrał swoją rolę dobrze, choć nie jest to "Oscar performance". Nie spodobało mi się za to zakończenie, o wiele bardziej mi przypadło do gustu to z "director's cut", przez co również ocena leci w dół. Zdjęcia dosyć kiepskie, muzyki po raz kolejny nie pamiętam, coś ostatnio mam z tym straszny problem :P IMO warto obejrzeć, spodziewałem się czegoś dużo gorszego. 6+/10