Ktoś bardzo chciał mieć swojego Michaela Mayersa ale coś nie wyszło i widzowie zostali skazani na Dolly. Film to chyba jakaś ekranizacja fetyszów jego twórców, pierwsze sceny i już chce się odwracać wzrok, niestety nie ze strachu tylko z żenady, że ktoś wpadł na taki pomysł. Kim ta cała Dolly jest niestety się nie...
gruba przesada z tymi z tą Texaską Masakrą porównaniami, że Dolly podobna ogólnie, zalederfejsiona na full fest totem i srogo a konkret, jo tej, jo tej, jotejki jakieś jak tam na ochocie, chiba na nibach chyba, bo wcale że nie właśnie, niemniej i tak spoko, ale nie tam zaraz że do jakiegoś szaleńczego zachłyśnięcia się...
więcej