I nie ma do tego żadnych wątpliwości. Wszystko jest w nim doskonałe i dopięte na ostatni guzik - chociażby użycie światła świec w scenach gry w karty, ujęcia przyrody czy współpraca na linii muzyka - obraz. Od początku do końca miałem wrażenie, że oglądam wielkie i kunsztowne malowidło, a nie film. Możecie się ze mną kłócić, ale Barry Lyndon doskonale streszcza twórczość i styl Kubricka, w ten sam sposób w jaki czynił to Amarcord dla Felliniego.
Film jest wizualnie przepiękny, jak malowany ręką mistrzów tamtej epoki. Oglądamy przeniesione żywcem na ekran pejzaże Constable'a, obrazy Hogartha, Gainsborougha. A sama lady Lyndon wygląda jakby zeszła z portretów Reynoldsa. Jeśli ktoś lubi sztukę angielską tego okresu, zachwyci się.
Piszecie prawdę. Często słyszy się określenie, że każdy kadr można wyciąć, oprawić w ramkę i powiesić na ścianie. I często jest to gruba przesadza. Wręcz odnoszę wrażenie, że ten zwrot powoli traci na znaczeniu tak jak w przypadku stwierdzenia, że jakiś film jest kultowy. Tymczasem u Kubricka wygląda to inaczej. "Barry Lyndon" naprawdę posiada iście malarskie kadry, zachwycające precyzją wykonania i autentycznym pięknem. Wielka moc kryjąca się w obrazach została tutaj przez Kubricka doprowadzona do rangi sztuki. Pod tym względem to najbardziej wykwintne dzieło Stanleya.
Agreed. Problem z tym, że większość ma z tym filmem kontakt tylko przez telewizję. Pierwszy raz jak go widziałem w PAL to film wydał mi się mocno przeciętny wziąwszy pod uwagę, że to Kubrick (za wyjątkiem dialogów, które jak zwykle słucha się świetnie). Ale jak zobaczyłem ten film na bleray na porządnym telewizorze to wgniotło mnie w fotel. Ten film jest po prostu przepiękny.
:) krajobrazy piękne - ahh,ta przyroda , kostiumy ładne , muzyka baardzo uprzyjemnia oglądanie, przygody Barryego ciekawe i zaskakiwały mnie nawet , klimacik sprzed paru wieków heh . film pokazuje jak można wznieść się na szczyt , ale też - jak łatwo z niego spaść i jak 'czynniki zewnętrzne' wpływają na los człowieka.
też bym se te kadry w ramke i na segment xD
ludzie oglądajcie , nie szkodujcie czasu nań !!! :]
jedna jedyna rzecz mi nie bardzo pasuje w tym filmie - główny aktor. Jakiś taki...
Jeżeli chodzi o główną rolę, to musisz wiedzieć, że sprawa miała się następująco: wytwórnia Warner Bros. postawiła warunek Kubrickowi. Studio zgodziło się finansować film tylko wówczas jeżeli Kubrick do roli głównej zatrudni aktora z pierwszej 10 najbardziej kasowych gwiazd. Dziesiątka była taka: 1. Clint Eastwood, 2. Ryan O'Neal, 3. Steve McQueen, 4. Burt Reynolds, 5. Robert Redford, 6. Barbara Streisand, 7. Paul Newman, 8. Charles Bronson, 9. John Wayne, 10. Marlon Brando.
Jako że większość aktorów z tej 10 była zbyt stara do roli, a ponadto nie mogła to być kobieta, na polu bitwy pozostali więc tylko O'Neal i Redford. Obydwaj mieli irlandzkie korzenie, pewne sukcesy w box offisie i oczywiście znajdowali się w odpowiednim wieku. Ryan O'Neal był wówczas większą gwiazdą - miał na swoim koncie hit kasowy "Love story", jak również nominację do Oskara. Kubrick jednak miał nosa ponieważ w pierwszej kolejności zaproponował rolę Redfordowi, który w niedługim czasie wyrośnie na gwiazdę o wiele większego formatu. Niestety trudno w to uwierzyć, ale Redford... odrzucił rolę. Tak więc Stanley zwrócił się do O'Neala i to jego ostatecznie możemy podziwiać w głównej roli.
Tak, podziwiać, bo to rola trudna i złożona. Najpierw obserwujemy jego bohatera jako młodzieńca niedoświadczonego i wielce nieporadnego. Kierującego się jeszcze sercem, a nie rozumem. Wraz z rozwojem akcji, Barry staje się coraz bardziej sprytny, ale i wyrachowany, zimny, pozbawiony uczuć, nie cofający się przed niczym aby tylko osiągnąć upragniony tytuł i fortunę. Według mnie Ryan O'Neal wypada przekonująco w roli niewinnego chłopca i równie dobrze sprawdza się jako wytrawny uwodziciel niewieścich serc.
Scena już legendarna w której Barry uwodzi lady Lyndon, rozgrywająca się podczas gry w karty i w całości oparta wyłącznie na spojrzeniach. O'Neal w tej trudnej scenie jest prawdziwy. W jego spojrzeniach które wymienia z aktorką grającą lady Lyndon, widać zaangażowanie. Można mówić, wygłaszać pompatyczne monologi i dialogi, lecz gra tylko oczami jest znacznie trudniejsza dla aktora. Jeden fałszywy ruch powieki, moment wahania i... diabli wzięli całą scenę.
Pod koniec filmu widzimy, starego i zmęczonego Barry'ego, bo ma już niemal wszystko i nie potrafi docenić pięknej żony, zdradzając ją, a majątek trwoniąc na kolejne dzikie hulanki i swawole - O'Neal jest tutaj przejmujący, aż do tego stopnia, że jesteśmy w stanie współczuć jego bohaterowi pomimo potężnych wad i niechlubnych czynów jakich się dopuścił. I dlatego uważam, że rola O'Neala jest bardzo dobrze przez niego zagrana. Nie ma się do czego przyczepić. Pojedynek z pasierbem na pistolety - majstersztyk reżyserski i aktorski. O'Neal tak w tej scenie zagrał, że to jemu kibicujemy, a nie pasierbowi na którego spoglądamy z politowaniem. Aktor który w tak trudnej scenie potrafi skupić na sobie całą uwagę, pozostawać nieustannie w centrum, nie może być słabym aktorem i rzeczywiście O'Neal u Kubricka wspiął się na wyżyny swoich aktorskich możliwości.
No, ciekawych rzeczy się tu dowiaduję. Aż mi dreszczyk przeszedł po pleckach, kiedy się dowiedziałem, że mógł to zagrać Redford. Nie to, że jest złym aktorem, ale on już zupełnie by nie pasował do tego kunsztownego, kostiumowego, pełnego psychologicznej subtelności filmu. Redford jest taki... amerykański.
Kubrick w "Odysei" też obsadził w głównej roli mało wyrazistego aktora.
Tak, Redford to bardzo amerykański chłopiec. Tak czy siak, Redford w filmie Kubricka to byłaby nie lada gratka. Ciekawe czym się kierował rezygnując z pierwszoplanowej roli u tak uznanego reżysera? Przestraszył się despotyzmu Kubricka? A może uważał, że Kubrick nakręci zwykłe i nudne widowisko kostiumowe?
Ale ostatecznie nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. O"Neal sprawdził się doskonale i dziś trudno wyobrazić sobie innego aktora w tej roli. A Redford ma czego żałować, bo "Barry Lyndon" wgniata w ziemię.
Jest tak ponieważ Kubrick kręcił ten film tylko przy naturalnym oświetleniu. Na potrzeby tego filmu skonstruowano dla niego specjalne obiektywy do kamer, które to umozliwialy. Gdzieś czytałem wspomnienia aktorów, o tym że często musieli siedzieć w kostiumach i w pełnym makijażu, fryzurach itd poł dnia czekając na idealne światło. Cały Kubrick.