Na polecenie cenzury, z filmu wycięto wszystkie zbliżenia na twarz Haliny Mikołajskiej, ponieważ aktorka niedługo przed rozpoczęciem produkcji wstąpiła do Komitetu Obrony Robotników.
Początkowo reżyser Krzysztof Zanussi w roli magistra Kruszewskiego widział Piotra Fronczewskiego, ten jednak miał zbyt napięty grafik. Angaż ostatecznie otrzymał Piotr Garlicki. Jeśli chodzi o postać docenta Szelestowskiego, reżyser od początku chciał, by zagrał go Zbigniew Zapasiewicz. Ten również miał wtedy niewiele czasu między spektaklami w teatrze, w końcu udało się jednak zrealizować sceny z jego udziałem (aktor przyjeżdżał na plan "Barw ochronnych" i po zakończeniu zdjęć wracał od razu do Warszawy).
W jednej ze scen magister Kruszyński nokautuje docenta Szelestowskiego, w wyniku czego ten drugi osuwa się na brzuchu po zboczu urwiska. Jarosław podchodzi do niego, obraca go na plecy i ociera mu twarz mokrą chusteczką. Po chwili odchodzi kawałek i zaczyna płakać, a wtedy widać ujęcie, w którym Jakub znowu leży na brzuchu.
Gdy na początku filmu magister Kruszewski (Piotr Garlicki) rozmawia z Nelly (Christine Paul-Podlasky) o zawiłościach języka niemieckiego ("Machen... zumachen... ausmachen"), mężczyzna jest ubrany tylko w slipy, a w rękach trzyma czerwony ręcznik. Chwilę później, gdy stwierdza, że mógłby postawić dziewczynie "dwóję", ma on na sobie szarą koszulkę z numerem 16, choć nie miał możliwości jej włożyć.
Na początku sceny na stołówce słychać, jak Nelly (Christine Paul-Podlasky) mówi: "Nie no, to jest świństwo, tego nie można jeść. Fuj, taka zimna jakaś...". Ruch jej ust wskazuje jednak, że dziewczyna wypowiedziała zupełnie inne słowa.
Film kręcono w Rozalinie koło Warszawy (Polska).
Film był polskim kandydatem do Oscara w 1978 roku.
W pewnym momencie Szelestowski (Zbigniew Zapasiewicz) wypowiada kwestię: "Najważniejszy jest dobór ludzi". W oryginale tekst ten brzmiał: "Najważniejszy jest dobór kadr", co stanowiło nawiązanie do jednego z haseł Lenina. Cenzura uznała to za naśmiewanie się z legendarnego przywódcy i nakazała wnieść poprawki.
Kręcenie zdjęć do filmu trwało tylko 20 dni.
Zarys scenariusza powstał w trakcie lotu reżysera z Australii do Polski. Krzysztof Zanussi, chcąc zabić czas, zaczął tworzyć historię rozgrywającą się na letnim obozie naukowym. W momencie, gdy samolot lądował, trzon fabuły był już ukończony.
Chcąc wyrazić solidarność z Andrzejem Wajdą, Krzysztof Zanussi umieścił w filmie (pod schodami jednego z budynków) posąg Mateusza Birkuta, głównego bohatera "Człowieka z marmuru".