Jeden dzień z życia kinowej bileterki w prowincjonalnym miasteczku. Już od samego początku tego krótkiego filmu autor na wpół aluzyjnie pokazuje nam kontrast codziennej prozy i świata srebrnego ekranu. Film wbrew początkowym skojarzeniom nie skupia się tylko na przedstawieniu sztuki kinowej jako środka zaspokojającego ludzkie tęsknoty, ale pokazuje wręcz sympatyczną nieporadność refleksji nad przeżyciem filmowego seansu. Dzięki niemu możemy też zastanowić się nad prawdziwą rolą ośrodka kulturalnego w małym miasteczku. Film zadaje w pewnym sensie pytanie o celowość sztuki kinowej, przywodząc jednocześnie na myśl nieśmiertelny monolog Maklaka.