Kilkadziesiąt losowo wybranych osób budzi się stojąc w kółku. Wśród uczestników tego niecodziennego teleturnieju odbywa się dyskusja i głosowanie, kto ma zginąć w następnych etapach gry.
Gdyby dali tam filozofa, psychologa, duchownego, biznesmena i innych reprezentantów głównych nurtów w świecie, a nie pospólstwo, to może zadatki na inteligentną produkcję nie prysłyby jak bańka przy pierwszych argumentach bohaterów. Jak dla mnie, film jest zbytnio uproszczony. Kwestia tylko czy to celowa machinacja; ale sądząc po osiągnięciach scenarzystów/reżyserów (albo ich braku), wydaje się, że tak miało niestety być.