Koniec De Niro.

Jeśli aktor pokroju Roberta De Niro bierze udział w tego typu filmie, to znaczy, że na naszych oczach po raz kolejny w historii upadają pewne standardy filmowej kultury. Osobiście odczuwam wielki zawód i żal, bo przykro patrzeć, jak utalentowany, świetny i uhonorowany aktor, którego tak wysoko ceniłem, stacza się na samo dno masowej pseudo-kultury. Nie jestem nikim ważnym i nie sądzę, żeby moja opinia miała wielkie znaczenie, ale w moich oczach ten aktor jest przegrany na całej linii. Wyrazy współczucia dla wszystkich fanów wielkiego De Niro z dawnych lat.

473
  • Zgadzam się, jest źle, ale nie tak jak z Pacino liżącym pot z łóżka w filmie Sandlera... :P

  • Bo to Hollywood Robert De Niro nie jest już młody i nie dostaje propozycji filmowych takich jak kiedyś...

    • Przykłady pierwsze z brzegu: Michael Caine, Christopher Lee (Nieżyjący ale grał prawie do końca), Ian McKellen. Wszystko zależy od tego jakie role się przyjmuje w trakcie swojej kariery i ciągłe doskonalenie kariery aktorskiej. Kiedy raz przyjmiesz słabą rolę to możesz lecz nie koniecznie mieć problem z wyjściem z tego dołka.

  • użytkownik usunięty

    mam podobne odczucia niestety, widziałem reklamę i zrobiło mi się żal Roberta, w sensie pieniądze pewnie z tego są niezłe, ma małe dziecko, rozumiem, ale film wygląda na kompletną żenadę

  • Chyba cie pogieło coś człowieku. Ten film to mistrzostwo a rola Deniro jest maksymalnie the best! Może nie masz poczucia humoru to wspóczuje i żal.pl.

  • Masowa pseudokultura to je one direction. Widziałeś w ogóle ten film? Czemu sądzisz, że to gniot?

    • Może zacytuję kilka tekstów przedstawionego na zwiastunie, żeby zobrazować Ci moje obawy: "Bujajcie się i zapładniajcie", "Paliłem crack!!!!", "najlepszym prezentem dla dziadka jest laska z college'u, który wybzyka go bez gumy", "pakujmy się do twojego sromu i spie***lajmy stąd", "od 15 lat nie bzykałem, chce mi się dymać, dymać, dymać!", "po browcu nie chce się wymiotować, bo to nie koński ku*as", "bardziej by mnie kręciła Queen Latifah waląca mi klocka do ust z balkonu", "może wbijesz mi (swoim gigantycznym kijem) swoje kulki prosto w moją waginę?"... Cóż za polot, finezja i kreatywność. Nie chodzi mi o to, żeby w filmie nie było wulgaryzmów, choć uważam, że to tylko zabieg, którym łata się brak warsztatu i talentu twórców filmu (zwłaszcza scenarzysty), żeby rozśmieszyć przynajmniej tę bardziej prymitywną i infantylną część widowni, bardziej razi mnie jednak poziom ich totalnie abstrakcyjnego kontekstu. Nie chcę tu przytaczać ambitnych komedii, jak np. "Rzeź" Romana Polańskiego, ale nie sięgając daleko - "Nietykalni", "Choć goni nas czas", "Danny Collins", czy nawet "Last Vegas"... To wszystko filmy, które potrafią rozbawić do łez bez nadmiernego epatowania gimnazjalną terminologią dla rynsztokowego widza. Trzymają poziom poprzez inteligentny żart sytuacyjny. David Letterman prowadząc swój program nie używał wulgaryzmów, ale poprzez swoją ironię, wyczucie sytuacji, kontekst i niedopowiedzenia bawił miliony ludzi przez długie lata. Teksty w "Co Ty wiesz..." to totalny brak poszanowania widza: potraktowanie go z góry, jak dziką świnię, która zeżre wszystko, co świńskie. Dlatego rzucają w widzów takimi pomyjami i ochłapami obrażającymi ich inteligencję.

      • Z reguły nie oglądam zwiastunów, bo znaczny procent to skrót z filmu, albo skompilowane najlepsze sceny a płaci się już tylko za ochłap. Taka argumentacja też do mnie nie przemawia - to może być strategia sprzedaży, która ma trafić przede wszystkim do ludzi prymitywnych, a ostatecznie może się okazać, że aktor odwalił kawał dobrej roboty. Co więcej, bycie człowiekiem prymitywnym to nie zbrodnia, nie można dążyć do rozwoju wewnątrznego poza granice, który przypadły nam razem z genami i wychowaniem. Prymitywni z pewnością równie dobrze przyjmą taki film jak i poprzednie produkcje z najlepszych lat DeNiro.
        Wracając do tematu, prymitywny humor po prostu bawi - owszem, inteligentnych również - i nie może być gniotem tylko dlatego, że taką łatkę przypisujesz całemu gatunkowi filmografii. Ponownie, odnosząc się do pseudokultury - to pojęcie odnosi się do papki robionej już bardzo widocznie pod najgłupsze warstwy społeczne. Nie da się tego stwierdzić po zwiastunie bo choćby niewiarygodnie dobrze oddawał treść filmu to jakieś 2% całego materiału.... Pozostaję przy moim zdaniu - nie da się ocenić filmu zanim się go nie obejrzy.

        • Filmu nie da się ocenić po zwiastunie, fakt. Można za to ocenić jego ducha i poziom estetyczny - zwłaszcza, że - jak dobrze wiemy - zwiastun jest zawsze zrobiony (w amerykańskich warunkach przez outsourcingowe firmy zajmujące się marketingiem obrazu) w taki sposób, by pozostać w pamięci widza. Jeśli twórcy chcieli, żebym zapamiętał "kule", "waginę" i "srającą Queen Latifah", to im się udało. Jeśli Tobie się to podoba, a przynajmniej nie zaburza Twojego balansu estetycznego, nic mi do tego. Mamy po prostu inny gust, a o nich podobno się nie dyskutuję. Nie chcę jednak, żebyś krytykowała mnie i wszystkie osoby, które mnie poparły na tym forum tylko dlatego, że nie spodobała nam się treść trailera, który - było, nie było - zawsze jest pewnym odbiciem filmu w skróconej wersji. Pozostanę przy zdaniu, że jest to humor dla ludzi bez poczucia humoru.

          • Po pierwsze to typ humoru i tyle. Tak długo jak coś bawi, niezależnie jakich ludzi, to nadal jest typ poczucia humoru i nie przestanie nim być dlatego że ty masz inne - jak zresztą wspomniałam wcześniej.
            Po drugie, nigdzie nie powiedziałam, że to jest coś w co wpisywałoby się w mój gust.
            A po trzecie, zupełnie nie rozumiem w jakim celu dodałeś, że nie chcesz być obrażany. Co takiego z moich wypowiedzi było dla ciebie obrazą? I nawiązując do punktu drugiego, skąd wiesz że to nie jest i mój gust czy że nie poparłabym cię - po obejrzeniu filmu?

            • I po czwarte,
              "Jeśli twórcy chcieli, żebym zapamiętał "kule", "waginę" i "srającą Queen Latifah", to im się udało." Mówiłam wcześniej o strategii marketingowej. Widziałam nie jeden i nie kilka przykładów zwiastunów, które nie oddały klimatu filmu i w efekcie kazało się spodziewać czegoś innego, niż było w rzeczywistości. Między innymi dlatego już ich nie oglądam. Nadal polecam obejrzeć film przed dyskutowaniem na jego temat.

            • Domniemam, iż ten film może być w Twoim guście, bo widzę, z jakim zaangażowaniem bronisz tej produkcji - stąd wyrosła oś naszego, dość jałowego, sporu. Myślę, że gdybyś miała podobnie krytyczne zdanie na temat tego filmu, co ja - do naszej rozmowy by w ogóle nie doszło. Mi nawet nie chodziło o sam humor przedstawiony w tym filmie (choć to ważna kwestia socjologiczna) - raczej o angaż tak wybitnego i zasłużonego aktora w produkcji tak niskich lotów.

              Wybacz moją wścibskość, ale przeleciałem sobie przez filmy na Twoim profilu. Oczywiście w wielu wypadkach mamy całkowicie odmienne zdania i oceny, ale dwie rzeczy zwróciły moją skromną uwagę:

              1) Zastanawiam się, czy jesteś na takim poziomie kinematograficznego zaawansowania oraz wiedzy o warsztacie filmowych twórców (jeśli tak - zwracam szacunek i czapki z głów), że z łatwością jesteś w stanie ocenić kwestię montażu w filmie "Birdman"...(?) Żeby wyrazić się jaśniej: aby ocenić poziom montażu w filmie należy (poza odpowiednią wiedzą na temat pracy operatorów, dźwiękowców i samych montażystów) poznać wszystkie elementy cząstkowe, z których został zbudowany obraz i dźwięk danej sceny. Dostęp do tego typu materiałów mają nieliczni, gdyż są to poufne materiały robocze, skrywane przez producentów - podobnie, jak pierwotne i robocze wersje scenariusza. Stąd moje pytanie: na jakiej podstawie wysuwasz swą śmiałą ocenę na temat jednego z tak niewielu elementów filmu (oprócz scenariusza), którego nie można ocenić ani gołym okiem ani wprawnym uchem?

              2) Wystawiłaś skandalicznie niską notę filmowi "Beauty and the Beast", który jest według mnie (na szczęście nie tylko) prawdziwą perłą wśród największych klasyków z wytwórni Walta Disneya... Jestem po prostu ciekawy, skąd tak niska ocena?

              Pozdrawiam

        • "prymitywny humor po prostu bawi - owszem, inteligentnych również"
          Prymitywny humor to "Flip i Flap", albo "Jaś Fasola", a omawiany film (jeśli dalej jest taki jak w cytatach wurtz'a: "pakujmy się do twojego sromu i spie***lajmy stąd") to jest wulgarna kloaka dla odmóżdżonego denaturatem marginesu społecznego, a nie jakikolwiek humor.

      • o matko córko i trojaczki... to już American Pie ma wyższy poziom.

      • De Niro w 9 minucie wali se konia oglądając pornosa. Nosz ku.wa arcydzieło komedii!
        I tyle filmu obejrzałem. 9 minut.
        Zastanawiam się, po co tutaj użytkownicy próbują bronić czegoś takiego, albo samego De Niro, który po prostu zrobił tutaj z siebie szmatę i żadne słowne fiku-miku tego nie zmieni.

        • Koleś, film to przemysł. Ten film się dobrze sprzedaje - box office $92 892 582. Żadne fiku miku tego nie zmieni. Nawet taki hejter jak ty co oglądał go tylko by popatrzeć jak DeNiro się onanizuje, czy inny, który uważa się za ambitnego kinomaniaka bo przespał się na Stalkerze i ocenił go na 10/10. Takich jak wy jest tu pełno a film zbliża się do 100 baniek. Wszystko w temacie...

          • czyli żryjmy gówno bo miliony much nie mogą się mylić?

            • Nie mam zamiaru wtrącać się do twoich posiłków. Jedz sobie co chcesz człowieku.
              A w kwestii filmu, skoro film zarabia to go ludzie oglądają. Skoro oglądają to trafia w target, w który celował. A skoro tak jest to nic się nie zmieniło od początku istnienia filmowego przemysłu. Głupie komedyjki zawsze się sprzedawały. Biedota ze względu na skalę tworzy największą grupę konsumentów (warto zapoznać się z Powieścią za 3 grosze). To samo tyczy się biedy umysłowej... Ale nie mnie oceniać gusta ludzi, bo jeżeli komuś się podoba to przecież nic w tym złego. Ja tego nie muszę oglądać, to mój wybór.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: