Tak jakby z gęb jakie występują w tym filmie wnioskować, to o myśleniu ci państwo możliwe, że czytali na Wikipedii. Ale to w zasadzie dobrze, bo nie odbiegają w ten sposób stylistycznie od poziomu problemów jaki rozstrzygają i ścieżek wnioskowania jakie zostają tutaj poprowadzone.
Ale najgorsza krzywda jaką procesom myślowym ten film wyrządza, to wrażenie sztucznej powagi, która niby im musi towarzyszyć. Ja nie wiem kto wpadł w ogóle na pomysł nakręcenia czegoś takiego. Pomysły się już pokończyły amerykanom? Co następne? "Teksańska masakra w seminarium"?