przed chwilą jedząc śniadanie złożone z dwóch rogalików włączyłem tvp kultura , oczywiście nie więdzac co akurat emitują ale to jakoś nigdy nie przeszkadzało mi w tym by obejrzeć coś co akurat mnie zainteresowało , a co okazać się miało tymże obrazem , który wciągnął mnie bez reszty , jakby jakiś dziwny magnes wbudowany w scenariusz ciągnął mnie ku przepaści bez rozwiązania , koniec filmu oznajmił mi , że muszę umyć w końcu zęby...
zapamiętam ten film , choć sam dokładnie nie wiem dlaczego ,ale chyba na tym polega mistycyzm kina (jeżeli można użyć w tej chwili takiego pojęcia).