Możemy pozazdrościć Niemcom rozliczania z przeszłością, jakiego dokonują m.in. za pomocą kinematografii. Najpierw "Good Bye, Lenin!", później "Życie na podsłuchu". Ciężko jest mi sobie wyobrazić, żeby u nas powstały podobne filmy - w Polsce pod rządami braci Kaczyńskich mamy drastycznie inny klimat i spojrzenie na historię. Trzeba by nie lada odwagi, aby spróbować zerknąć w przeszłość bez uprzedzeń i podjąć próbę "obrony" życia w PRL-u.
Niezwykle poruszający film Beckera ma bardzo dużo do zaoferowania. Prezentuje przełomowe wydarzenia z najnowszej historii, jak zburzenie Muru Berlińskiego, i na tym tle stara się zweryfikować postawy ludzi, którzy dojrzewali w okresie zmiany ustroju. Młodzi, otwarci na świat i siebie ludzie oczywiście radzą sobie wyśmienicie. Starsi, którzy poświęcili sporą część życia do budowy siły Republiki, przystosowanie się przychodzi z większym trudem. O wiele lepiej czują się w pokoju matki głównego bohatera, gdzie udało się odtworzyć poprzedni system.
Genialna jest jedna z ostatnich scen, w której bohaterowie oglądają ostatnie nagranie "wiadomości". Bohater nie wie, że matka wie o całej intrydze - teraz to ona dla niego udaje. Następuje zasadnicze odwrócenie ról. W ten sposób matka doceniła i zaakceptowała starania syna. Reżyser tym dyskretnym akcentem stworzył nowe pole dla interpretacji - być może życie w niewiedzy jest lepsze? Z pewnością łatwiejsze. Trudno bowiem ogarnąć dynamicznie zmieniającą się rzeczywistość (zmiana ustroju jest tylko symboliczna), warto natomiast poświęcić swą uwagę drugiemu człowiekowi. Wielki mały film!