Ten film miał być straszny? Przyznaję, że horrory mnie nie pociągają (po prostu nie wzbudzają strachu, a o to przecież w nich powinno chodzić), ale sądziłem, że film o tej reputacji mnie pozytywnie zaskoczy (i przerazi). Nie oglądałem wcześniej filmów Carpentera, ale nazwisko sugerowało wysoki poziom. A skoro wczoraj telewizja puściła jego Halloween (koło północy), to postanowiłem spróbować (przy zgaszonym świetle i w zupełnej ciszy).
No cóż, jedyne co było godne zapamiętania to muzyka, która już wcześniej obiła mi się o uszy. Film może i miał jakiś klimat, ale do wzbudzania jakiegokolwiek strachu nie nadaje się "wcielelenie zła" noszące dziwną maskę, sapiące i używające prześcieradeł (sic!) do kamuflażu(?) czekające 15 lat na chwilę, by udać się do jakiegoś miasteczka i zabić jednego chłopaka, dwa psy i trzy nastolatki. Z początku, póki pozostawał w ukryciu, było znośnie, ale jak kamera zaczęła pokazywać go w całej okazałości, to budził śmiech raczej (ale byłem zbyt znużony by się śmiać). Zagrożenie w tym filmie było fizycznej natury - istnieje zombie-psychopata, który zabija rozbierające się nastolatki. "Egzorcysta" mógł już bardziej aspirować do miana horroru, choć i tam momentami nie byłem pewien, czy mam wybuchnąć śmiechem, czy drżeć ze zgrozy (skłaniałem się ku pierwszemu).
Parę godzin przed "Halloween" obejrzałem "The Brave" J. Deppa, i film ten, choć nie był horrorem, bardziej przerażał (w wyobrażaniu sobie, co bym zrobił, gdybym to ja był na miejscu głównego bohatera).
Ty wolisz filmy takie jak Titanick, Duma i uprzedzenie itp. nie widze w tym nic złego. Mnie też horror sam z siebie nie straszy, zawsze musze "uwierzyć"/ przekonać siebie samego, że sie boje.