Po pierwsze... nie wiem po co robić remake filmu, który jest już wystarczająco dobry, ale jeśli już to trzeba się starać zrobić to przynajmniej przyzwoicie. A nawet to się nie udało.
Rozwinięcie choć części powodów dla których Michael staje się tym kim się staje sprawiło, że inne postacie zostały spłaszczone. Do tego, sam bohater zostaje odarty z nimbu tajemniczości, jego powody stają się bardziej "racjonalne" (w przypadku oryginału mieliśmy do czynienia z czystym złem, chłopakiem wychowywanym w dobrej dzielnicy itd.), mimo to trudno dociec po co właściwie zabija także tych dobrych. To wszystko nie pomaga cieszyć się tym filmem.
Do tego mamy zupełnie niepotrzebne sceny typu gwałt w więzieniu rozbudowany do niepotrzebnych nikomu rozmiarów.
Wszystkie koleżanki bohaterki to osoby, które trudno lubić. Czy ich ewentualna śmierć stanowi dla oglądającego jakieś zmartwienie? Absolutnie żadnego. Do tego mamy jasną regułę: parę minut po pojawieniu się panny ściągają to co zakrywa ich górę i jak tylko zaczynają świecić nagą piersią niechybnie jest to znak dla naszego maniakalnego mordercy, aby ruszyć do ataku.
Podczas całego filmu zainteresowało mnie może 5-10 minut.
Nie polecam.